ONCE UPON A TIME…

Pewnego razu szłam sobie z przyjaciółmi porozmawiać o nudnym wernisażu, w którym dopiero co uczestniczyliśmy. Zielone światło, weszliśmy na jezdnię i… film mi się urwał. 😦 Ocknęłam się po kilku dniach i zobaczyłam biały sufit. Nie kumałam o co chodzi. Potem dobroduszni ludzie zmienili mi pokój na mniejszy z gorszą obsługą. Nie rozumiałam czemu przestałam być samodzielna. Na szczęście dawni ziomkowie dobrodusznie zaglądali do mnie żeby nie było mi smutno. Pomagali dbać o higienę i mówili miłe rzeczy żebym się uśmiechała. Zabrali mnie po miesiącu do domu i rozpisali dyżury 24-godzinnej opieki domowej. Dzięki pomocy dobrych ludzi nie smuciłam się z powodu braku rodziny. Właściwie nie było w tym nic dziwnego dla mnie, bo dawno odzwyczaiłam się od myśli, że jestem bez rodzinnego wsparcia. Ale nie o tym chciałam pisać…

Opieka ziomków 24 godziny na dobę pozwoliła mi nie smucić się przez jakiś czas, że jestem niesamodzielna. Co prawda byłam uparciuchem i próbowałam samodzielności wbrew zaleceniom medycznym i swoim rzeczywistym możliwościom. Jednak czujni i cierpliwi „strażnicy” dbali żeby mnie oduczyć głupich zachowań. Prowadziłam ciekawe rozmowy podczas odwiedzin. Przypominano mi mój power i zaradność sprzed kraksy ze strażakami ( by the way – ponad 3 lata później poinformowano mnie, że duży samochód strażacki zderzając się ze mną doznał całkowitego zniszczenia i poszedł na złom 🙂 ). To były dobre czasy dla mnie. Wcześniej dużo pomagałam innym zupełnie bezinteresownie. Po wypadku sprawdziło się powiedzenie, że dobro wraca do dobrych ludzi. U mnie wróciło ze zdwojoną siłą, choć nie chciałam nigdy tego sprawdzać. Zawsze kochałam ludzi i kiedy pomagałam czułam się szczęśliwa widząc uśmiech na twarzach innych. Nie potrafiłam prosić o pomoc i nadal nie potrafię. Zwyczajnie zawstydzenie, że zabieram czas innym. A oni powtarzali uparcie: „Ty pomagałaś nam wcześniej, a teraz sama potrzebujesz pomocy. Pozwól nam pokazać, że też potrafimy nieść pomoc potrzebującym.”

Wczoraj obejrzałam teledysk Rudimental, który przypomniał mi tamte czasy. Wzruszyłam się i płakałam. Jestem wdzięczna wszystkim, którzy nie zostawili mnie wtedy, kiedy najbardziej potrzebowałam pomocy.

Reklamy

Jesienne przesilenie – pokonane!

Coraz krótsze dni, coraz mniej słońca. Skąd brać energię słoneczną żeby naładować mój power? Mój organizm zaczyna reagować jak u misia – ma ochotę zapaść w zimowy sen i obudzić się wiosną wraz z zieloną przyrodą. Siedzę sobie zatem od jakiegoś czasu i wspominam ostatnie miesiące. Znowu doszłam do wniosku, że nie powinnam siedzieć w domu. Im więcej aktywności i wyzwań spotyka mnie w ciągu dnia, tym mój power zaczyna przybierać na mocy. Wystarczy, że wyjdę z domu do kawiarni i tam przy kubku gorącego naparu będę załatwiać swoje sprawy. Słyszę gwar uliczny, widzę innych ludzi wokół siebie. Wyrywam się wtedy z domowego przygaszenia. Nawet po wypadku nie było odpoczynku, bo moja codzienność była podporządkowana terminom hospitalizacji i fizjoterapii. Bez wsparcia rodziny musiałam ogarniać swoje podwórko: uczyć się radzić z nieogarniętymi lekarzami, urzędnikami, prawnikami albo szukać rozwiązań w sposobie leczenia. Pomimo przeszkód życiowych miałam w sobie wolę walki żeby wyzdrowieć i odzyskać aktywność fizyczną. Poznawałam ludzi – jedni byli bardziej interesujący, inni mniej. Kontakt z innymi pozwalał mi utrzymać samą siebie w przekonaniu, że jestem silna i dam radę. Pomogli mi wytrwać w moim postanowieniu.
jesienne przesilenie
Ostatnio znowu musiałam sporo odpoczywać po październikowej operacji i znowu przygasłam. Do tego przyszła jesień. Nie chciało mi się nawet siedzieć przy komputerze albo czytać książek. Nie wspominając o pisaniu swoich przemyśleń na blogu. Na szczęście mój najlepszy przyjaciel i partner dużo ze mną rozmawiał żeby pomóc mi przywrócić mój blask w oku. Dostałam też „pracę domową” od zaprzyjaźnionej psycholog (bo dalej konsultuję swoje nastroje od czasu wypadku). Zaczęłam lepiej planować swój czas i dobrze korzystać z krótkiego dziennego światła. Postanowiłam od dzisiaj wrócić do świata żywych i pokonać jesienne przesilenie. Znowu wychodzę w dzień na miasto żeby posiedzieć ze znajomymi, poczuć ruch uliczny. Oddycham chłodnym powietrzem i powtarzam sobie, że wszystko w porządku. W tygodniu jest czas na basen, kino albo teatr i spotkania. Zawinięta w ciepły koc czytam książki trzymając w ręku rozgrzewającą zimową herbatę. Bo najważniejsze w tym wszystkim jest to żeby znaleźć coś, co sprawi nam frajdę i przyniesie powera każdego dnia. Nie potrzeba wielkich zadań. Często drobne czynności mogą dostarczyć więcej radości niż wygrana na loterii. Powodzenia i dużo ciepła w okresie jesienno-zimowych wyzwań!!!

Możecie spodziewać się kolejnych wpisów. 🙂