Kiedyś byłam singielką z wyboru

Jakież to było dla mnie wydarzenie, kiedy to w maju 2014 roku mogłam po raz pierwszy od 39 miesięcy przejść się samodzielnie i odstawić moje dotychczasowe „przyjaciółki” – tak nazywam moje kule łokciowe. 🙂

livePoszłam wówczas na wizytę do dr Ewy Chmurskiej, która od roku pomagała mi otrząsnąć się po wypadku. Ucieszyła się, kiedy zobaczyła jak samodzielnie wchodzę do jej gabinetu. Usiadłyśmy i pełna szczęścia dzieliłam się moimi emocjami jak to wspaniale, że mogę wreszcie sama dreptać. W pewnym momencie dr Ewa spojrzała na mnie i zapytała, jak wyobrażam sobie swoje kolejne dni. No jak mogę sobie wyobrażać? Normalnie: rehabilitacja, wizyty kontrolne u lekarzy, kolejne operacje. Przecież bardzo chcę być zdrowa. Pani doktor na to: „A gdzie miejsce na prywatne życie, na randki, na spotkania z mężczyznami? Nie powinnaś żyć wyłącznie „naprawianiem” zdrowia po wypadku. Nie jesteś garbata ani brzydka. Masz trochę blizn. I dajesz sobie świetnie radę mając słabszą kondycję niż inni. Twoje dolegliwości powypadkowe nie blokują spotkań z mężczyznami! Jesteś piękną kobietą. Otwórz się na relacje z mężczyznami. Oni nie będą patrzeć na Ciebie przez pryzmat Twoich urazów. Zadaję Tobie pracę domową: proszę załóż konto na portalach randkowych. Proszę o smsa najpóźniej za 3 dni z informacją, że masz już założone konto.”. Zrobiłam duże oczy i zamilkłam zszokowana. Wróciłam do domu i odczuwałam stres przez kilka pierwszych dni. Przecież jestem szczęśliwa, mam dużo przyjaciół. Zaczynam powoli wracać do lepszej kondycji. Dr Ewa jest dla mnie autorytetem i mentorką, zatem w końcu przemogłam się i założyłam konto. I tak zaczęłam rewolucyjny etap w swoim życiu. Początkowo czułam się jak modelka na wybiegu. Mijały kolejne tygodnie, a ja poznawałam różnych mężczyzn – singli, rozwodników, lovelasów. Niestety coraz bardziej utwierdzałam się w swoim przekonaniu, że wolę pozostać singielką niż umęczać się z głupimi facetami tylko dlatego żeby nie być sama. Czułam w tym wszystkim małą satysfakcję, że moje przekonania są prawdziwe i moja terapeutka nie ma racji. 🙂 Doszłam do wniosku, że być może los wyznaczył mi inną misję niż założenie rodziny. Byłam z tym pogodzona od dawna i wcale się nie smuciłam.

W pewnym momencie byłam znużona rozmowami z mężczyznami, którzy nie potrafili zainteresować mnie sobą nawet w najmniejszym stopniu. W połowie lipca trafiłam na artykuł w weekendowej gazecie.pl o aplikacji Tinder. Stwierdziłam, że nie mam nic do stracenia żeby sprawdzić opisaną aplikację. I tak poznałam Jacka, który również przeczytał w prasie o aplikacji i chciał sprawdzić, w jaki sposób aplikacja zarabia na siebie. Kiedy spotkaliśmy się „na żywo” w restauracji w niedzielne popołudnie, spędziliśmy cztery godziny cały czas rozmawiając. Tematów nie było końca. Byłam oczarowana i w lekkim szoku, że spotkałam tak interesującego mężczyznę. Datę 3 sierpnia 2014 roku zapisałam już na zawsze w kalendarzu. Półtora tygodnia później spontanicznie pojechaliśmy na długi sierpniowy weekend do Wiednia. Doszliśmy do wniosku, że co ma być to będzie. Oboje lubimy podróże i poznawać ludzi, więc czemu nie wykorzystać ciekawie czasu. Tym bardziej, że był to mój pierwszy wyjazd zagraniczny od czasu wypadku. I wiecie co? Było wyśmienicie! Oboje byliśmy już w sobie zakochani. Czas płynął, a my coraz bardziej pozwalaliśmy się delektować uczuciem.

smileNiedługo mija rok od naszej pierwszej randki. Wiele się od tego czasu wydarzyło – dużo podróżujemy, w ramach rehabilitacji jestem zabierana często na spacery po Warszawie. Mamy sporo podobnych zainteresowań. Dzięki Jackowi poszłam po raz pierwszy w życiu na balet, na operę, na musical. I pewnego jesiennego dnia, zupełnie spontanicznie, zadecydowaliśmy, że chcemy się pobrać. Zawsze marzyłam o cichym, skromnym ślubie w niewielkim gronie osób. Jacek uważał podobnie. I stało się! Cztery dni przed Bożym Narodzeniem powiedzieliśmy sobie „tak”. Płakałam w tym dniu jak mała dziewczynka. Nie spodziewałam się, że mnie także może spotkać Szczęście, które będzie chciało wspólnie ze mną cieszyć się życiem i wspierać mnie w tym trudnym czasie po wypadku. Dr Ewa jest „matką chrzestną” naszego związku. Gdyby nie ona, z pewnością nadal zajmowałabym się wyłącznie planowaniem zajęć pomagających w powrocie do zdrowia.

Jedno mogę powiedzieć – jeśli w coś się mocno wierzy i uparcie stoi przy swoim przekonaniu, to życie może zaskoczyć. Dostałam pstryczka w nos od losu. Nie jestem już singielką, ale nadal mogę trwać w swoich przekonaniach i planach. Jacek jest moim najlepszym przyjacielem i „poinformował mnie” całkiem poważnie, że nigdy mnie nie opuści. 🙂

Reklamy

2 uwagi do wpisu “Kiedyś byłam singielką z wyboru

  1. Aguś, Ty wiesz, że ja się cieszę razem z Wami, tym bardziej że poznaliście się w moje…38. urodziny! :***

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s