DZISIEJSZA SĄSIEDZKA CODZIENNOŚĆ

sasiad

maroko.republika.pl/savoir/uprzejm.htm

Często w swoim życiu wspominam, że lubię ludzi. Sprawia mi przyjemność np. mijanie uśmiechnięte osoby, sąsiedzki ukłon o poranku albo uśmiech ekspedientki, kiedy po raz kolejny robię zakupy w tym samym sklepie. Przyjemna jest wymiana kilku uprzejmych słów z ochroną wychodząc albo wchodząc do budynku, w którym mieszkam. Oczywiście powiecie, że są to „płytkie kontakty”, ale czy nie jest miło otaczać się życzliwymi ludźmi?

Dzisiaj piszę Wam o tym, bo jestem zawiedziona otoczeniem na nowym osiedlu, które jest moim domem od kilku miesięcy. Jest bardzo cicho. Mijam mieszkańców, którzy są nieobecni duchem albo odwracają wzrok. W windzie sąsiedzi odwracają się często ode mnie (także od mojego męża) żeby nie odpowiedzieć „dzień dobry”. Któregoś razu mój partner wyszedł z domu w sportowym stroju po bułki na śniadanie. Spotkał sąsiadów, którzy usłyszawszy jego „dzień dobry”, najpierw zmierzyli go z góry do dołu i uznając go za robotnika odwrócili się plecami. Skandal!

Jeden z sąsiadów, tzw. „społeczniak”, pozbierał część kontaktów od mieszkańców naszego bloku żeby stworzyć zorganizowaną grupę lokatorów budynku walczących m.in. z deweloperem i jego podwykonawcami. Z jednej strony dobrze, że dba się w ten sposób o interesy Wspólnoty, z drugiej strony – zignorowano moją propozycję spotkania się na patio budynku żeby poznać się osobiście. Zasugerowałam jednocześnie żeby podczas spotkania pozbierać wszystkie uwagi, co ułatwi przekazanie informacji deweloperowi. Nie wyrażono chęci – przemilczano moją propozycję. Zamiast tego moją skrzynkę pocztową codziennie zapychają ich gorzkie żale na otaczający świat. Oczywiście wszyscy są ekspertami w temacie zarządzania wspólną częścią bloku. Nadal unika się sąsiadów na korytarzu albo w garażu. Zdarza się, że któryś z sąsiadów widząc innego zawraca nagle albo odwraca się pozorując szukania czegoś. To przykre. Ale takie są dzisiaj czasy. Internet stworzył samych ekspertów na masową skalę, którzy w obliczu „face to face” nie mają odwagi powtórzyć swoich internetowych opinii.

Zauważyłam, że każdy budynek na moim osiedlu ma ogrodzone własne podwórko. „Nie jesteś z naszego budynku, więc nie wolno Wam tutaj przebywać!” – to usłyszał rodzić po przybyciu ze swoim dzieckiem na plac zabaw sąsiedniego budynku. „Ten płot daje mi poczucie bezpieczeństwa” – jedna z odpowiedzi mieszkańca sąsiedniego bloku na prośbę ze strony mieszkańca naszego osiedla dot. usunięcia płotu między blokami (sięgającego max. do wysokości kolan) żeby można było krótszą drogą dotrzeć na przystanek tramwajowy. Oczywiście płotu nie usunięto, a ja muszę iść „na około” żeby dotrzeć na przystanek.

Tęsknię za czasami, kiedy można było wyjść przed blok i spotkać życzliwych sąsiadów. Włączam wtedy „Alternatywy 4” żeby poprawić sobie humor w temacie sąsiedzkiej życzliwości. 😀 Kiedyś dzieciaki biegały od podwórka do podwórka radośnie krzycząc do siebie w trakcie zabawy. Wiem, że czasy się zmieniły i jest bardziej niebezpiecznie. Czasami jednak wyolbrzymia się owe niebezpieczeństwo. Któregoś dnia w wakacje byłam w odwiedzinach na starym praskim osiedlu – podobno bardzo niebezpiecznym. Moje serce ujął widok dzieciaków, które przed 21.00 radośnie bawiły się na podwórku. Słońce jeszcze było na niebie. Widziałam sąsiadów, którzy mijając się, przystawali na chwilę żeby pokonwersować. Była też młodzież przesiadująca na schodach i głośno o czymś dyskutowali. Nikt nie krzyczał, że jest zbyt głośno. To było niesamowite. Lubię tam wracać żeby choć przez chwilę poczuć, że taki świat nie został zniszczony przez zmieniającą się współczesną cywilizację. 🙂

Mam wrażenie, że interpretacja wolności została dokonana w niewłaściwy sposób. Pomylono ją skutecznie z krótkowzrocznością i widzeniem tylko własnego czubka nosa. Im więcej czasu mija od uzyskania wolności, tym więcej obserwuję udziwnień – mnóstwo ekspertów, krytyki, trollowania i ciągłego „ja”. Owszem dbanie o własne życie i otoczenie jest bardzo ważne, jednak nie żyjemy sami na tej planecie. Jesteśmy gatunkiem, które na dłuższą metę nie jest w stanie żyć w pojedynkę. Nie chodzi o poprawność polityczną, ale o umiejętność relacji z otoczeniem. Uprzejmość, życzliwość, zwyczajne „dzień dobry”, „miłego dnia” mogą poprawić codzienność, w której żyjemy. To wcale nie doprowadzi do sytuacji, że inni „wejdą nam na głowę”. Lepiej wymieniać się opiniami niż narzucać sobie przemądrzale swoje postrzeganie świata. Pewne rzeczy na tym świecie nie zmieniają się przez stulecia. Życzliwe relacje między ludźmi – choćby nawet w małym społeczeństwie – są w stanie stworzyć harmonię i porządek.

W wakacje wpadła mi do rąk najnowsza książka Marcina Kołodziejczyka „Dysforia. Przypadki mieszczan polskich”. Znajdziecie tu portrety mieszkańców różnych miast – zarówno przyjezdnych jak i autochtonów. Piętnaście historii nt. relacji międzyludzkich opisanych w różnych miejscach – balkony bloków, parki, korytarze i biesiadowanie przy stole. Czytam już kolejną książkę dot. kontaktów twarzą w twarz, więc jeszcze będę wracać do tematu postaw między ludźmi.

Może i jestem idealistką, ale co mi tam! Przynajmniej mam dobre samopoczucie wychodząc z domu albo czytając Wasze komentarze pod moimi wpisami/postami. Dziękuję Wam za to! 🙂

Reklamy

Jedna uwaga do wpisu “DZISIEJSZA SĄSIEDZKA CODZIENNOŚĆ

  1. Pingback: LUDZKA SERDECZNOŚĆ ISTNIEJE | Pozytywna Energia

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s