LUDZKA SERDECZNOŚĆ ISTNIEJE

Wracam na chwilę do moich rozważań nt. sąsiedzkich relacji (i nie tylko sąsiedzkich). Otóż w pewien styczniowy weekend postanowiłam przyjrzeć się londyńskiemu otoczeniu pod kątem relacji międzyludzkich. W końcu niezaprzeczalnie jest to inna kultura. Zaplanowałam poznać miasto spacerując ulicami. Obserwowałam podróżujących metrem i londyńskim busem double-decker. Zaglądałam do kawiarni, pubów, parków i innych publicznych miejsc. Przy wejściu do jednego bardzo popularnego pubu (z transmisją meczów piłki nożnej) natrafiłam na poniższą tabliczkę nawiązującą do szacunku dla sąsiadów (pierwsze zdjęcie). IMG_3321I powiem Wam, że biesiadujący tam klienci zachowywali się bardzo poprawnie. 😉 Wychodzili przed pub zapalić papierosa prowadząc bardzo ożywione dyskusje, ale w granicach akceptowalnych przez sąsiadów. Nie zauważyłam sprzeczek ani przywoływania do zachowania ciszy. Obsługa nie miała też żadnych obiekcji, że wynoszono na papierosa swoje kufle z piwem. Zwyczajnie nie obawiali się kradzieży szkła. Wszystko wydawało się w porządku. Bardzo przyjemna atmosfera panowała również między klientami. Zupełnie obcy sobie ludzie zagadywali do sąsiednich stolików. W ten sposób poznałam rodzeństwo z Hiszpanii, które przyjechało do Londynu na weekend. Opowiedzieli kilka ciekawych historii, a na koniec zachęcali do odwiedzenia Madrytu. Podobno zakocham się w mieście od razu jak tyko przyjadę. 🙂 Łatwo można było dostrzec też stałych bywalców pubu. Witali się z ludźmi mijając stoliki i często stawali przy barze porozmawiać z barmanami. Czułam się tam bardzo swojsko. I to nie koniec atrakcji! Dla nowych klientów po wejściu do środka czekała przy drzwiach tablica z instrukcją nt. panujących wewnątrz zasad (zdjęcie nr 2). Bardzo to ułatwiało odnalezienie się nowym gościom lokalu. IMG_3322Na powitanie barmani krzyczeli zza baru uśmiechnięte „Hello! How are you?”. Nie przeszkadzał im panujący wewnątrz gwar żeby obserwować ruch w okolicach drzwi wejściowych. Usiadłam sobie przy stoliku z zamówionym przy barze piwkiem nalanym po brzegi do kufla (bez milimetra pianki!) i „delektowałam się” przyjemną atmosferą. W takcie pojawiała się obsługa pytając, czy wszystko okej. Kiedy ludzie wychodzili, było pożegnalne „Thank you! Bye! See you again!”. Od razu pojawiała się chęć żeby tam wrócić. 🙂 Krótko przed zamknięciem było słychać 3 bicia dzwonka  (lokal zamykano o 23.00):

  • pierwsze bicie – odebraliśmy to jako informację w stylu „niedługo zamykamy, więc kupuj coś do picia”;
  • drugie bicie – sygnał w stylu „last orders”;
  • ostatni dzwonek – „dopijaj do dna i dobranoc, bo zamykamy”.

Przywiozłam sobie do domu mały dzwonek. Jak to się mówi – jaram się takim atrakcjami jak neon na budynku.  🙂

Podsumowując – mam bardzo dobre wrażenie z pobytu w Londynie. Bardzo podobała mi się życzliwość w każdym miejscu, które odwiedziłam. Ludzie chętnie udzielali odpowiedzi na ulicy, kiedy czasami potrzebowałam poradzić się w jakieś sprawie. Nie czułam się przeźroczysta – nikt mnie nie potrącał, nie zahaczał torbą etc. Być może miałam szczęście trafiając na takich ludzi i w przyjazne miejsca. I dobrze! W końcu przyciągam to, w co wierzę. Lubię poznawać ludzi i staram się emanować pozytywną energią. Z pewnością jeszcze tam wrócę, bo nie da się podczas jednego weekendowego pobytu poznać dobrze miasto.

Reklamy

ŻYCIE TO NIEKOŃCZĄCY SIĘ CIĄG LOTÓW

Sala jest już prawie wypełniona po brzegi. Znają już swoją profesor z zaskakujących tematów wykładów z socjologii. Dzisiejszy temat o porównaniu życia do rozkładu lotów wzbudziło ciekawość młodzieży. Kiedy pojawiła się profesor, aula zamilkła. Ona usiadła na krawędzi biurka i uśmiechnęła się do słuchaczy.
– Witajcie. Zaintrygowani tytułem? To dobrze. Oto chodziło. Zapewne zastanawiacie się, co autorka miała na myśli? – zamilkła żeby na chwilę przyjrzeć się studentom. I ponownie zabrała głos. – No dobrze, już wyjaśniam. Nasze życie toczy się pewnym rytmem, który w dużym stopniu zależy od nas samych. Od dziecka dorośli pokazują nam różne aspekty życia albo dzielą się swoimi pasjami. I oczywiście „wdrukowują w nas” podstawowe zasady kultury między ludźmi. Społeczne relacje są bardzo ważne. Ile ludzi tyle pomysłów na życie. Cały czas szukamy właściwej ścieżki rozwoju lub co jakiś czas weryfikujemy wybrany kierunek. Dzisiejsze czasy – dzięki Internetowi – umożliwiają nam nieograniczony dostęp do wiedzy i do kontaktów z osobą mieszkającą na drugim końcu świata. Możemy obserwować innych, a także ich pomysły rozwoju zawodowego tudzież opinii na interesujące nas tematy. To może nieźle namieszać w głowie i spowodować helikopter myśli. W jednej chwili czujesz, że chcesz zająć się analizą finansową, by za chwilę podjąć decyzję o pracy jako tłumacz. Samoloty22I właśnie w tym znaczeniu będę porównywała życie do ciągu odlotów i przylotów pomysłów na życie. To od Ciebie zależy jaki wybierzesz kierunek żeby szukać szczęścia. Skrzydła można rozwijać na różne sposoby. Czasami wybór dwóch kierunków będzie powodował utratę sterów nad sytuacją. Ale wcale nie musi. Fajnie, kiedy mamy koło siebie drugiego pilota. Życie zaskakuje – na pewno przyznacie mi tutaj rację. Często w pojedynkę ciężko odzyskać swój lot we właściwym kierunku. Bywa, że trzeba się zatrzymać żeby „zatankować” energię lub zdobyć dodatkową wiedzę. Dobrze wówczas mieć wsparcie kogoś innego. Ludzie nie lubią prosić o pomoc, choć jesteśmy gatunkiem lubiącym żyć w skupisku. piolot-i-ja.jpgA jednak współcześnie zatracamy się w swoich sprawach i zapominamy rozejrzeć się dookoła. – Tu przerwała na koniec żeby dać słuchaczom chwilę na przyswojenie przekazanych informacji. Uśmiechnęła się i jeszcze dodała. – Przemyślcie, co Wam dzisiaj powiedziałam. Bądźcie dobrymi pilotami własnego życia. Inaczej mówiąc – nie zapominajcie o drugim pilocie. Wówczas skrzydła będziesz rozwijać tak jak czujesz, że chcesz. I nie będzie problemu z wyborem kierunku, którym będziesz podążać. Bo zawsze możesz drogę dopasować do swoich potrzeb. A jak na chwilę zrobisz postój, to złapiesz świeży ciąg pędzących dookoła myśli. 😀

KRÓTKIE HISTORIE JESZCZE O WALENTYNKACH

kissesWczoraj święto zakochanych ożywiło ulice miasta – zostały zasypane stoiskami z kwiatami. Pogoda także zachęcała do spacerów randkowych i generalnie do wyjścia z domu. 20 lat temu była to nowość, stąd bardzo pielęgnowano ten dzień różnymi romantycznymi pomysłami. Kilkuletnia wówczas demokracja i otwarcie granic na świat budziła entuzjazm wśród Polaków do wszystkiego, co przychodziło z zagranicy. Wszędzie widać było zakochanych. Z roku na rok zaczęło się to jednak zmieniać. Zauważam obojętność (nie tylko na Święto Zakochanych). Obecnie modne jest „nierobienie tego, co wszyscy”. Inaczej mówiąc – skoro większość lubi Walentynki, to będzie grupa ludzi chcąca być w mniejszości olewającej to święto. Okej, wolny wybór. Jednak nierobienie czegoś dla samej zasady nierobienia jest głupie. Nieprawdaż? Oczywiście każdego dnia powinno okazywać się dobre emocje i więzi wobec partnera/partnerki. Ale tak to już jest ze świętami – to czas, kiedy bardziej pamiętamy o świętowanych okazjach (m.in. o kobietach w Dniu Kobiet, o rodzinie w Boże Narodzenie itd.).

                                                       ~1~
Córeczka w drodze z przedszkola zaskoczyła mnie swoją opowieścią.
– Mamusiu, a dzisiaj dostałam od Michała lizaka! – wyznaje dumnie z uśmiechem.
– O! A z jakiej to okazji Martynko?
– Powiedział, że mnie kocha i chce być moim mężem. Wczoraj był taki dzień dla zakochanych i on zobaczył, że jego tatuś dał mamusi kwiatki. I jeszcze powiedział, że ją kocha. I że jest najlepszą żoną na świecie. A on jest szczęśliwy, że może być jej mężem. No i Michał stwierdził, że da mi dzisiaj prezent, bo mnie bardzo lubi. I nie będzie już się mi psocił. Powiedział, że wczoraj nie mógł, bo była niedziela i to wolny dzień od przedszkola.
– Poważna sprawa, kochanie. I co ty na to? – zapytałam zaciekawiona.
– Yyy… jakby to powiedzieć. Ciebie tatuś też często przytula i mówi, że jesteś kochana. Michał w sumie jest fajny. Ładnie rysuje bohaterów bajek. I lubię z nim układać klocki Lego, kiedy mnie nie ciągnie za kitkę. Zobaczymy, czy dalej będzie taki uprzejmy. – odpowiedziała bardzo poważnie.
Uśmiechnęłam się na odpowiedź córki. Mądra z niej dziewczynka.

                                                       ~2~
Często organizujemy sobie babskie spotkania. Lubimy dużo rozmawiać i dzielić się ważnymi dla nas wydarzeniami. Sporo się śmiejemy albo emocjonujemy jakąś sytuacją. Pewnego razu opowiedziała historię swojego związku:
– Coś Tobie opowiem. On jest łasy na młode blondynki. Wystarczy, że któraś będzie miła i zaczyna szukać okazji żeby znowu natknąć się na nią na mieście. Na początku naszego małżeństwa sypiał z innymi kobietami. Wówczas było ostro i otarło się o rozstanie. Nie byłam głupią babą żeby akceptować takie wybryki. Daliśmy sobie jednak szansę. I to była dobra decyzja. Obecnie kiedy wyczuwam w nim „niepoprawne” myśli, to daję do zrozumienia żeby w czas się opamiętał. Wiem, że mnie kocha i zastanowi się dwa razy zanim pozwoli ponieść się męskim instynktom. Przeżyliśmy wspólnie tyle lat i nie potrafimy żyć bez siebie na dłuższą metę. Dbamy cały czas o nasz dom i rodzinę. Teraz dla nas każdy dzień jest jak Dzień Zakochanych.

                                                       ~3~
Nie jest mi źle bez partnera. Walentynki mnie nie dołują. Wręcz przeciwnie – widok zakochanych par obejmujących się, trzymających się za rękę albo często roześmianych – powodował u mnie uczucie ciepła na sercu. Bo to, że jestem singielką nie oznacza, że inni będący w związkach mają chodzić przy mnie smutni. Często mnie pytano, czy z kimś się związałam. Z biegiem czasu sugrowano, czy przypadkiem nie jestem lesbijką. Że oni to zrozumieją, bo takie są czasy. Obym tylko przyznała się. Kiedy zaprzeczałam, to rodzina pretensjonalnie odnosiła się do mnie komentując brak zrozumienia, że nie mam faceta. I że kłamię – tylko nie wiedzą dlaczego. To było bardziej męczące (te pytania) niż spacer wśród zakochanych par. Ja tam wierzę, że dobro do człowieka wraca. Jeszcze wszystko przede mną. A wszystkim zakochanym życzę Happy Valentines! 😀

                                                       ~4~
Pracuje z ludźmi. Praktycznie każdego dnia poznaje nowe osoby i chętnie daje się wyciągnąć na spotkania po pracy. Lubi swoje towarzyskie życie. Partner z kolei ma pracę bardzo zmianową. Czasami musi być w nocy poza domem albo jedzie w delegację na kilka dni. Zatem mając pusty dom w czasie delegacji partnera zaprasza do siebie znajomych. Bywa również, że jedzie gdzieś na spotkanie. Często kończy się to przelotnym romansem (tzw. jednorazowy strzał). Generalnie każdy z nich robi w życiu to, co lubi w życiu zawodowym. I akceptuje tryb pracy drugiej strony. Nie wiadomo tylko, czy partner nie wie o hedonistycznym życiu drugiej strony, czy nie chce tego wiedzieć. Kiedy są razem w towarzystwie, to widać, że jest im dobrze ze sobą. Znajomi z ich otoczenia w większości wiedzą o jego rozwiązłym życiu, ale nie wtrącają się. Co roku obchodzą Walentynki, bo lubią to święto i kochają się. Przynajmniej tak mówią. Może to już przyzwyczajenie.

                                                       ~5~
– Jakie plany na Walentynki? – pyta znajoma.
– Jeszcze nie wiem. – odpowiadam spokojnie.
Jakiś czas później odzywa się na fejsie inny znajomy. Opowiada o swoim pomyśle spędzenia Dnia Zakochanych. I na końcu pyta:
– A Wy co robicie?
– Jeszcze nie wiem. – odpowiadam krótko. I kończę rozmowę.
Tak naprawdę to nie mam pojęcia jak chciałbym spędzić ten dzień. Najlepiej spontanicznie. Na szczęście Aśka jest kochaną wariatką i pewnych rzeczy nie potrzebuje planować, np. Walentynek. Jedno wiem i czuję: na pewno będzie przyjemnie.
W sobotę dzwoni mama.
– Synku, i jakie macie plany na jutro? Idziecie gdzieś? Kupujesz jakiś prezent?
– Mamo, czemu wszyscy tak ciekawią się moimi planami na jutro?! Czy musimy o tym rozmawiać?
– Kochanie, nie pytam ze wścibstwa. Przecież wiesz. Jesteście bardzo dobrze dobraną parą. Rzadko tak bywa żeby ludzie tak dobrze się dogadywali. Widzę jak Asia przy Tobie promienieje szczęściem.
– No właśnie i niech tak zostanie. Kocham cię mamuś, ale już nie męcz mnie tymi pytaniami.
Byłem wymęczony pytaniami o plany na niedzielne święto.
A jak było? Otóż Dzień Zakochanych spędziliśmy bardzo przyjemnie. Obudziłem Aśkę balonami w kształcie serduszek. Było pyszne śniadanie, a potem poszliśmy na długi spacer zakończony pysznymi lodami w pobliskiej lodziarni. Słońce dawało mocno po oczach i naładowaliśmy baterie powerem na kolejne dni. 😛

W związku z wczorajszym Dniem Zakochanych przypomniały mi się powyższe historie moich znajomych będących w związkach (hetero lub homo) z różnym stażem. Imiona są oczywiście zmienione. 🙂

PIĄTEK – WEEKENDU POCZĄTEK

Budzik dzwoni jak co dzień. O matko, znowu trzeba zwlec się z łóżka! Pierwszy moment przebudzenia jest zazwyczaj męczący. Trzeba złapać kontakt z rzeczywistością. A jeszcze jak śni się coś przyjemnego, to nie chce się otwierać oczu. Ręka automatycznie kieruję się w stronę odbiornika. Nie lubię ciszy kiedy już krzątam się po mieszkaniu. Włączam radio i słyszę prezentera: „Dzień dobry! Witam was w piątek! Ostatni dzień pracy. Już prawie weekend!”. Weekend?! Yes, yes, yes! No dobra, trzeba dokończyć zaplanowane sprawy. A potem wolne aż do poniedziałku! Jem śniadanie i zaglądam do kalendarza. Co my tu mamy… Mhmmm… Walentynki wypadają w niedzielę! Dobra, czas wyjść z domu, bo spóźnię się do pracy.

Wsiadam do metra w dobrym humorze. Piątek ma to do siebie, że jak już uświadomię sobie ten dzień to czuję się rześko i tryskam dobrym humorem. Tydzień szybko zleciał. Dużo się działo, ale najlepsze przede mną. Dobrze, że jest czas żeby zaprzątnąć głowę „niezawodowymi” pomysłami. Jak to jest, że organizm dostaje powera, kiedy z tyłu głowy pojawia się myśl o Weekendzie? Dobrze, że na niego zawsze można liczyć. Oj będzie się działo! 🙂

GDYNIA MOJE MIASTO

fontannaObudziła się jak co dzień. Przejrzała poranną prasę i zobaczyła mnóstwo wiadomości poświęconych 90-leciu istnienia miasta Gdynia. Zamknęła oczy i uśmiechnęła się. Przecież to jej rodzinne miasto. Tam się urodziła, mieszkała i skończyła studia na Akademii Morskiej. Kiedyś wydawało się jej, że nigdy nie wyprowadzi się z Trójmiasta, bo przecież od zawsze czuła silną więź z morzem. Życie jednak weryfikuje plany różnymi potrzebami życiowymi. Wyjechała do Warszawy do nowej pracy. Przez pierwsze pół roku płakała, bo czuła się jak w zamknięciu. Z każdej strony otaczał ją mury budynków. Brakowało jej przestrzeni. Do dzisiaj nie znalazła swojego miejsca z dala od morza. Poznała wielu warszawiaków, którzy pokazali jej ciekawe miejsca w stolicy. Lubi je i w żartach powtarza, że Warszawa byłaby idealnym miastem, gdyby leżała nad morzem. 🙂

Kiedy poznała swojego partnera, pojechali do Gdyni i pokazała mu miejsca, o których istnieniu nie wiedział. Po którymś wyjeździe oświadczył, że marzy o zamieszkaniu w jej rodzinnym mieście. Bez problemu mógłby znaleźć tam pracę. Czuje, że morskie powietrze dawałoby mu energię na każdy dzień. Jednak z pewnych powodów ona jeszcze nie może wrócić do Gdyni. Ale kiedyś na pewno to zrobi, bo przecież marzy o domu nad morzem.

dyrygent falGdynia… Czuła przestrzeń i brak ograniczeń ze strony otoczenia. Kiedy potrzebowała przemyśleć swoje sprawy, znaleźć rozwiązania pojawiającym się problemom albo odzyskać energię i power, zawsze szła nad morze. Siadała na plaży i patrzyła przed siebie. Wsłuchiwała się w szum morza i wiatru. Kiedy zamykała oczy zaczynała głęboko oddychać i powoli znikał ucisk w żołądku, a w głowie pojawiały się nowe pomysły. Wracała uśmiechnięta, pełna energii żeby stawić czoła kolejnym dniom. I tak było zawsze.

Katarzyna Foigt2Mieszkając w akademiku, a potem w hotelu asystenckim mogła z okna pokoju podziwiać zatokę. Wieczorami docierało do niej światło portu i istniejącej wówczas jeszcze stoczni. Nie zasłaniała okien. Lubiła to światło. W pewnym momencie otrzymała propozycję pracy w Gdańsku. Nie wyprowadziła się z miasta. Wolała wstawać o świcie i obserwować wschód słońca w drodze do pracy. Hel o poranku nabierał angielskiego znaczenia „hell”, bo słońce wznoszące się nad półwyspem zabarwiało ziemię na pomarańczowo-czerwono i miało się wrażenie, że Hel płonie. Nigdy tego nie zapomniała i do dzisiaj wzdycha, kiedy przypomina sobie tamte chwile. Warszawie udało się „ściągnąć” ją do siebie, ale to po prostu pewien etap życia. Śledzi  oczywiście wiadomości o Gdyni. Widzi zmiany na dobre. Miasto cały czas się rozwija. Jest dumna, że stamtąd pochodzi.

Wszystkiego najlepszego z okazji 90. urodzin, Gdynio!

[wykorzystane w tekście zdjęcia są własnością innych fotografów]

SPONTANICZNY PONIEDZIAŁEK

Dzisiaj obudziłam się w dobrym nastroju. Nie było problemów z zaplanowanymi zadaniami. Próbuję dodzwonić się do dawno niewidzianej koleżanki. Nie odebrała. „Hmmmm… pewnie jest zajęta w pracy.” – pomyślałam.
Oddzwoniła później.
canstock8178873– Cześć, kochana! Co u Ciebie? Widzisz, odwołali mi właśnie szkolenie. Co teraz robisz? Jesteś bardzo zajęta? Mam tobie tyle do opowiedzenia! Dawno się nie widziałyśmy. Ostatnio to widziałyśmy się jesienią, kiedy gorączkowo szukałaś placówki medycznej żeby wykonać badanie. To może pójdźmy do kina? Na co możemy pójść? – wyrzuciła z siebie słowotok.
– Zaraz sprawdzę i dam ci znać. Oddzwonię. – przerwałam jej zanim zasypałaby mnie kolejnymi nowinkami.
Umówiłyśmy się na miejscu. Wbiegła zadyszana tuż przed seansem.
– Matko, ale dobrze wyglądasz! Zapuściłaś włosy. Wyglądasz łagodniej niż wtedy, kiedy się poznałyśmy. Miałaś krótkie włosy i wyglądałaś jak businesswoman z mocnym charakterem. A teraz widzę uśmiechniętą dziewczynę o wesołych oczach. Super! Dobrze, że nosisz taką długość włosów. Naprawdę! – zaczęła na dzień dobry.
– Naprawdę? Bardzo dziękuję. Ale przywitanie! – odpowiedziałam mile zaskoczona.
Opowiedziała, co zdążyła jeszcze zrobić między naszą telefoniczną rozmową a dotarciem do kina. Mówiła o kilku rzeczach na raz. Przy niej potrzebuję bardzo się skupiać żeby nadążyć za jej tokiem myślenia. Dla mnie to dobry sposób rehabilitacji głowy. Szczególnie, że koleżanka pracuje w branży medycznej. 😉
Film się skończył i zaczęłyśmy zbierać się do wyjścia z sali kinowej. Patrzę, a ona trzyma oklejoną taśmą kopertę.
– A co Ty nosisz tym razem ze sobą?! – pytam rozbawiona, bo zawsze spotykamy się, kiedy jest obładowana notatkami i książkami.
– No właśnie nie wiem co to. Przykleiło mi się do torby. Czekaj, sprawdzę.
Rozbawione zaglądamy do koperty, a tam kartka z napisem: „WYGRANA!:) ZAPRASZAMY PO ODBIÓR DO KASY KINA. GRATULUJEMY!”. Patrzymy na siebie zaskoczone z szeroko otwartymi oczami. Poszłyśmy, a pan w kasie mówi, że to książka. Dostałyśmy „Stuhrmówka, czyli wewnętrzny gen wolności” Macieja Stuhra. Zrobiło nam się jeszcze przyjemniej. Skomentowałam wszystko jednym zdaniem: „Dobro wraca do tych, którzy dzielą się dobrem z innymi”. I żeby było jeszcze bardziej zaskakująco, koleżanka zdecydowała, że to ja mam najpierw przeczytać prezent, bo ona teraz nie ma czasu. Trochę próbowałyśmy argumentować, dlaczego to ta druga z nas ma najpierw przeczytać książkę. I postawiła na swoim – ja pierwsza mam przeczytać. Co za dawka emocji. Ach!
Poszłyśmy na metro. Koleżanka cały czas wyrzucała z siebie słowotok. Ja wracałam do domu, ona dalej w miasto z innymi planami. Tak zagadała samą siebie, że chciała wysiąść na mojej stacji.
Po drodze drobne zakupy i miłe rozmowy z ekspedientkami. Zwróciły uwagę na książkę, więc opowiedziałam im o przygodzie w kinie. Zasugerowały, że powinnam zagrać w totolotka, bo miałam dzisiaj szczęście. W dobrym nastroju wróciłam do domu. Potem wrócił mój mąż. Rozmawialiśmy o dzisiejszym dniu przy kawie i ponownie zostałam zaskoczona. Tym razem przez mojego Ukochanego: „Jesteś najlepszą żoną na świecie!”.
Tyle emocji od poniedziałku! Ciekawe, co przyniosą kolejne dni? 🙂

W POGONI ZA SZCZĘŚCIEM

– Czy jesteś szczęśliwa? Wydajesz się smutna. Nie jesteś sobą. Nie widzę powera.

– Nie wiedziałam, że to widać. Wiesz, staję się obojętna wobec codzienności. Nic mnie nie cieszy i nie rusza. Czuję się zawiedziona sobą.

– Zaskoczyłaś mnie teraz jeszcze bardziej! Co się dzieje?

– Czasami tęsknię do dawnych czasów. Do wydarzeń sprzed wypadku. Smutno mi, że muszę podporządkowywać swoją codzienność „poprawianiem” stanu zdrowia.

– Wyluzuj! Daj sobie czas. Poszukaj w sobie tego, co daje tobie szczęście. Nie obciążaj się obowiązkami, którym nie jesteś w stanie teraz sprostać.

– Ale… Powinnam być w stanie zrobić o wiele więcej! A nie mogę! Nie daję rady!

– Dlaczego POWINNAŚ? Gdzie to napisano? Porównania mogą zepsuć Twoje szczęście. Masz jeszcze sporo do przepracowania. Spróbuj wyhamować ze wszystkimi planami, które ostatnio cię zadręczają. Zamknij oczy i pomyśl o czymś przyjemnym. O! Uśmiechasz się. O czym pomyślałaś?

DS313 ExifImageTitle

Banksy

– Budzę się i widzę błękit morza za oknem. Przeciągam się leniwie i wychodzę na taras własnego domu przy plaży. Ciepły wiatr przyjemnie pieści moją skórę. Zasłaniam ręką słońce i widzę na plaży mojego męża bawiącego się z psem. Wracam do środka żeby przygotować śniadanie. Po wspólnym posiłku mój mąż idzie do własnej restauracji, a ja wracam na taras. Włączam ulubioną muzykę i zaczynam pisać. Jest tak przyjemnie. Myśli same spływają mi wprost do komputera. Mam wypieki na twarzy. Sama nie wiem, czy to od słońca czy od natłoku słów. Mój brzuszek rośnie coraz bardziej. Niedługo nasz rodzina powiększy się. Życie jest piękne!

– To teraz zastanów się, czy jesteś w stanie zrealizować to marzenie. Szczęście to być kochaną za to, kim się jest. Przestań być dla siebie zbyt surowa. Ważne, że nie jesteś sama. Masz kochającego i wyrozumiałego partnera, który ciągnie cię do góry. Sama wspominałaś, że dawniej własną cierpliwością i wytrwałością wspinałaś się w górę. Wypadek wyhamował Twoje plany. Tak miało być. Czas zweryfikować je i opracować nowe. Tylko bez pośpiechu.

– Zacznę od budzenia się w łóżku bez ścisku żołądka, że coś jest nie tak. Spróbuję skupić się na tym, co mnie uspokaja. A wszystkie codzienne obowiązki i plany, których nie mogę uniknąć, przyjmę jako coś oczywistego. Coś, co należy przetrwać.

– Podziwiam Cię za Twoją dotychczasową wytrwałość i siłę. Tylko robot dałby radę bez emocji przejść przez wszystkie przeszkody. Życie jest pełne niespodzianek – nie zawsze tylko tych przyjemnych. Najważniejsze to nie panikować i szukać rozwiązań żeby nieprzyjemne zdarzenia obrócić w coś pożytecznego. Wyciągaj naukę z każdego dnia. Prowadź dalej dziennik, jeśli to ułatwia Tobie życie. Otaczaj się życzliwymi ludźmi. To ważne. I nie bierz do siebie złych zachowań. Co człowiek, to inny charakter. Widzisz, na świecie jest coraz więcej wszystkiego i ludzie sobie z tym nie radzą. Nie doceniają tego, co mają i chcą więcej. Ciesz się, że dostałaś drugie życie. Nie patrz na ograniczenia. Szukaj szczęścia tam, gdzie jesteś w stanie teraz podziałać. Tylko tyle. Albo aż tyle.