LUDZKA SERDECZNOŚĆ ISTNIEJE

Wracam na chwilę do moich rozważań nt. sąsiedzkich relacji (i nie tylko sąsiedzkich). Otóż w pewien styczniowy weekend postanowiłam przyjrzeć się londyńskiemu otoczeniu pod kątem relacji międzyludzkich. W końcu niezaprzeczalnie jest to inna kultura. Zaplanowałam poznać miasto spacerując ulicami. Obserwowałam podróżujących metrem i londyńskim busem double-decker. Zaglądałam do kawiarni, pubów, parków i innych publicznych miejsc. Przy wejściu do jednego bardzo popularnego pubu (z transmisją meczów piłki nożnej) natrafiłam na poniższą tabliczkę nawiązującą do szacunku dla sąsiadów (pierwsze zdjęcie). IMG_3321I powiem Wam, że biesiadujący tam klienci zachowywali się bardzo poprawnie. 😉 Wychodzili przed pub zapalić papierosa prowadząc bardzo ożywione dyskusje, ale w granicach akceptowalnych przez sąsiadów. Nie zauważyłam sprzeczek ani przywoływania do zachowania ciszy. Obsługa nie miała też żadnych obiekcji, że wynoszono na papierosa swoje kufle z piwem. Zwyczajnie nie obawiali się kradzieży szkła. Wszystko wydawało się w porządku. Bardzo przyjemna atmosfera panowała również między klientami. Zupełnie obcy sobie ludzie zagadywali do sąsiednich stolików. W ten sposób poznałam rodzeństwo z Hiszpanii, które przyjechało do Londynu na weekend. Opowiedzieli kilka ciekawych historii, a na koniec zachęcali do odwiedzenia Madrytu. Podobno zakocham się w mieście od razu jak tyko przyjadę. 🙂 Łatwo można było dostrzec też stałych bywalców pubu. Witali się z ludźmi mijając stoliki i często stawali przy barze porozmawiać z barmanami. Czułam się tam bardzo swojsko. I to nie koniec atrakcji! Dla nowych klientów po wejściu do środka czekała przy drzwiach tablica z instrukcją nt. panujących wewnątrz zasad (zdjęcie nr 2). Bardzo to ułatwiało odnalezienie się nowym gościom lokalu. IMG_3322Na powitanie barmani krzyczeli zza baru uśmiechnięte „Hello! How are you?”. Nie przeszkadzał im panujący wewnątrz gwar żeby obserwować ruch w okolicach drzwi wejściowych. Usiadłam sobie przy stoliku z zamówionym przy barze piwkiem nalanym po brzegi do kufla (bez milimetra pianki!) i „delektowałam się” przyjemną atmosferą. W takcie pojawiała się obsługa pytając, czy wszystko okej. Kiedy ludzie wychodzili, było pożegnalne „Thank you! Bye! See you again!”. Od razu pojawiała się chęć żeby tam wrócić. 🙂 Krótko przed zamknięciem było słychać 3 bicia dzwonka  (lokal zamykano o 23.00):

  • pierwsze bicie – odebraliśmy to jako informację w stylu „niedługo zamykamy, więc kupuj coś do picia”;
  • drugie bicie – sygnał w stylu „last orders”;
  • ostatni dzwonek – „dopijaj do dna i dobranoc, bo zamykamy”.

Przywiozłam sobie do domu mały dzwonek. Jak to się mówi – jaram się takim atrakcjami jak neon na budynku.  🙂

Podsumowując – mam bardzo dobre wrażenie z pobytu w Londynie. Bardzo podobała mi się życzliwość w każdym miejscu, które odwiedziłam. Ludzie chętnie udzielali odpowiedzi na ulicy, kiedy czasami potrzebowałam poradzić się w jakieś sprawie. Nie czułam się przeźroczysta – nikt mnie nie potrącał, nie zahaczał torbą etc. Być może miałam szczęście trafiając na takich ludzi i w przyjazne miejsca. I dobrze! W końcu przyciągam to, w co wierzę. Lubię poznawać ludzi i staram się emanować pozytywną energią. Z pewnością jeszcze tam wrócę, bo nie da się podczas jednego weekendowego pobytu poznać dobrze miasto.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s