LUDZKA SERDECZNOŚĆ ISTNIEJE

Wracam na chwilę do moich rozważań nt. sąsiedzkich relacji (i nie tylko sąsiedzkich). Otóż w pewien styczniowy weekend postanowiłam przyjrzeć się londyńskiemu otoczeniu pod kątem relacji międzyludzkich. W końcu niezaprzeczalnie jest to inna kultura. Zaplanowałam poznać miasto spacerując ulicami. Obserwowałam podróżujących metrem i londyńskim busem double-decker. Zaglądałam do kawiarni, pubów, parków i innych publicznych miejsc. Przy wejściu do jednego bardzo popularnego pubu (z transmisją meczów piłki nożnej) natrafiłam na poniższą tabliczkę nawiązującą do szacunku dla sąsiadów (pierwsze zdjęcie). IMG_3321I powiem Wam, że biesiadujący tam klienci zachowywali się bardzo poprawnie. 😉 Wychodzili przed pub zapalić papierosa prowadząc bardzo ożywione dyskusje, ale w granicach akceptowalnych przez sąsiadów. Nie zauważyłam sprzeczek ani przywoływania do zachowania ciszy. Obsługa nie miała też żadnych obiekcji, że wynoszono na papierosa swoje kufle z piwem. Zwyczajnie nie obawiali się kradzieży szkła. Wszystko wydawało się w porządku. Bardzo przyjemna atmosfera panowała również między klientami. Zupełnie obcy sobie ludzie zagadywali do sąsiednich stolików. W ten sposób poznałam rodzeństwo z Hiszpanii, które przyjechało do Londynu na weekend. Opowiedzieli kilka ciekawych historii, a na koniec zachęcali do odwiedzenia Madrytu. Podobno zakocham się w mieście od razu jak tyko przyjadę. 🙂 Łatwo można było dostrzec też stałych bywalców pubu. Witali się z ludźmi mijając stoliki i często stawali przy barze porozmawiać z barmanami. Czułam się tam bardzo swojsko. I to nie koniec atrakcji! Dla nowych klientów po wejściu do środka czekała przy drzwiach tablica z instrukcją nt. panujących wewnątrz zasad (zdjęcie nr 2). Bardzo to ułatwiało odnalezienie się nowym gościom lokalu. IMG_3322Na powitanie barmani krzyczeli zza baru uśmiechnięte „Hello! How are you?”. Nie przeszkadzał im panujący wewnątrz gwar żeby obserwować ruch w okolicach drzwi wejściowych. Usiadłam sobie przy stoliku z zamówionym przy barze piwkiem nalanym po brzegi do kufla (bez milimetra pianki!) i „delektowałam się” przyjemną atmosferą. W takcie pojawiała się obsługa pytając, czy wszystko okej. Kiedy ludzie wychodzili, było pożegnalne „Thank you! Bye! See you again!”. Od razu pojawiała się chęć żeby tam wrócić. 🙂 Krótko przed zamknięciem było słychać 3 bicia dzwonka  (lokal zamykano o 23.00):

  • pierwsze bicie – odebraliśmy to jako informację w stylu „niedługo zamykamy, więc kupuj coś do picia”;
  • drugie bicie – sygnał w stylu „last orders”;
  • ostatni dzwonek – „dopijaj do dna i dobranoc, bo zamykamy”.

Przywiozłam sobie do domu mały dzwonek. Jak to się mówi – jaram się takim atrakcjami jak neon na budynku.  🙂

Podsumowując – mam bardzo dobre wrażenie z pobytu w Londynie. Bardzo podobała mi się życzliwość w każdym miejscu, które odwiedziłam. Ludzie chętnie udzielali odpowiedzi na ulicy, kiedy czasami potrzebowałam poradzić się w jakieś sprawie. Nie czułam się przeźroczysta – nikt mnie nie potrącał, nie zahaczał torbą etc. Być może miałam szczęście trafiając na takich ludzi i w przyjazne miejsca. I dobrze! W końcu przyciągam to, w co wierzę. Lubię poznawać ludzi i staram się emanować pozytywną energią. Z pewnością jeszcze tam wrócę, bo nie da się podczas jednego weekendowego pobytu poznać dobrze miasto.

DZISIEJSZA SĄSIEDZKA CODZIENNOŚĆ

sasiad

maroko.republika.pl/savoir/uprzejm.htm

Często w swoim życiu wspominam, że lubię ludzi. Sprawia mi przyjemność np. mijanie uśmiechnięte osoby, sąsiedzki ukłon o poranku albo uśmiech ekspedientki, kiedy po raz kolejny robię zakupy w tym samym sklepie. Przyjemna jest wymiana kilku uprzejmych słów z ochroną wychodząc albo wchodząc do budynku, w którym mieszkam. Oczywiście powiecie, że są to „płytkie kontakty”, ale czy nie jest miło otaczać się życzliwymi ludźmi?

Dzisiaj piszę Wam o tym, bo jestem zawiedziona otoczeniem na nowym osiedlu, które jest moim domem od kilku miesięcy. Jest bardzo cicho. Mijam mieszkańców, którzy są nieobecni duchem albo odwracają wzrok. W windzie sąsiedzi odwracają się często ode mnie (także od mojego męża) żeby nie odpowiedzieć „dzień dobry”. Któregoś razu mój partner wyszedł z domu w sportowym stroju po bułki na śniadanie. Spotkał sąsiadów, którzy usłyszawszy jego „dzień dobry”, najpierw zmierzyli go z góry do dołu i uznając go za robotnika odwrócili się plecami. Skandal!

Jeden z sąsiadów, tzw. „społeczniak”, pozbierał część kontaktów od mieszkańców naszego bloku żeby stworzyć zorganizowaną grupę lokatorów budynku walczących m.in. z deweloperem i jego podwykonawcami. Z jednej strony dobrze, że dba się w ten sposób o interesy Wspólnoty, z drugiej strony – zignorowano moją propozycję spotkania się na patio budynku żeby poznać się osobiście. Zasugerowałam jednocześnie żeby podczas spotkania pozbierać wszystkie uwagi, co ułatwi przekazanie informacji deweloperowi. Nie wyrażono chęci – przemilczano moją propozycję. Zamiast tego moją skrzynkę pocztową codziennie zapychają ich gorzkie żale na otaczający świat. Oczywiście wszyscy są ekspertami w temacie zarządzania wspólną częścią bloku. Nadal unika się sąsiadów na korytarzu albo w garażu. Zdarza się, że któryś z sąsiadów widząc innego zawraca nagle albo odwraca się pozorując szukania czegoś. To przykre. Ale takie są dzisiaj czasy. Internet stworzył samych ekspertów na masową skalę, którzy w obliczu „face to face” nie mają odwagi powtórzyć swoich internetowych opinii.

Zauważyłam, że każdy budynek na moim osiedlu ma ogrodzone własne podwórko. „Nie jesteś z naszego budynku, więc nie wolno Wam tutaj przebywać!” – to usłyszał rodzić po przybyciu ze swoim dzieckiem na plac zabaw sąsiedniego budynku. „Ten płot daje mi poczucie bezpieczeństwa” – jedna z odpowiedzi mieszkańca sąsiedniego bloku na prośbę ze strony mieszkańca naszego osiedla dot. usunięcia płotu między blokami (sięgającego max. do wysokości kolan) żeby można było krótszą drogą dotrzeć na przystanek tramwajowy. Oczywiście płotu nie usunięto, a ja muszę iść „na około” żeby dotrzeć na przystanek.

Tęsknię za czasami, kiedy można było wyjść przed blok i spotkać życzliwych sąsiadów. Włączam wtedy „Alternatywy 4” żeby poprawić sobie humor w temacie sąsiedzkiej życzliwości. 😀 Kiedyś dzieciaki biegały od podwórka do podwórka radośnie krzycząc do siebie w trakcie zabawy. Wiem, że czasy się zmieniły i jest bardziej niebezpiecznie. Czasami jednak wyolbrzymia się owe niebezpieczeństwo. Któregoś dnia w wakacje byłam w odwiedzinach na starym praskim osiedlu – podobno bardzo niebezpiecznym. Moje serce ujął widok dzieciaków, które przed 21.00 radośnie bawiły się na podwórku. Słońce jeszcze było na niebie. Widziałam sąsiadów, którzy mijając się, przystawali na chwilę żeby pokonwersować. Była też młodzież przesiadująca na schodach i głośno o czymś dyskutowali. Nikt nie krzyczał, że jest zbyt głośno. To było niesamowite. Lubię tam wracać żeby choć przez chwilę poczuć, że taki świat nie został zniszczony przez zmieniającą się współczesną cywilizację. 🙂

Mam wrażenie, że interpretacja wolności została dokonana w niewłaściwy sposób. Pomylono ją skutecznie z krótkowzrocznością i widzeniem tylko własnego czubka nosa. Im więcej czasu mija od uzyskania wolności, tym więcej obserwuję udziwnień – mnóstwo ekspertów, krytyki, trollowania i ciągłego „ja”. Owszem dbanie o własne życie i otoczenie jest bardzo ważne, jednak nie żyjemy sami na tej planecie. Jesteśmy gatunkiem, które na dłuższą metę nie jest w stanie żyć w pojedynkę. Nie chodzi o poprawność polityczną, ale o umiejętność relacji z otoczeniem. Uprzejmość, życzliwość, zwyczajne „dzień dobry”, „miłego dnia” mogą poprawić codzienność, w której żyjemy. To wcale nie doprowadzi do sytuacji, że inni „wejdą nam na głowę”. Lepiej wymieniać się opiniami niż narzucać sobie przemądrzale swoje postrzeganie świata. Pewne rzeczy na tym świecie nie zmieniają się przez stulecia. Życzliwe relacje między ludźmi – choćby nawet w małym społeczeństwie – są w stanie stworzyć harmonię i porządek.

W wakacje wpadła mi do rąk najnowsza książka Marcina Kołodziejczyka „Dysforia. Przypadki mieszczan polskich”. Znajdziecie tu portrety mieszkańców różnych miast – zarówno przyjezdnych jak i autochtonów. Piętnaście historii nt. relacji międzyludzkich opisanych w różnych miejscach – balkony bloków, parki, korytarze i biesiadowanie przy stole. Czytam już kolejną książkę dot. kontaktów twarzą w twarz, więc jeszcze będę wracać do tematu postaw między ludźmi.

Może i jestem idealistką, ale co mi tam! Przynajmniej mam dobre samopoczucie wychodząc z domu albo czytając Wasze komentarze pod moimi wpisami/postami. Dziękuję Wam za to! 🙂

POLISH WOMAN IN NEW YORK

Przez pierwsze 2 tygodnie września mogłam obserwować pasażerów w nowojorskim metrze. Było to bardzo ciekawe doświadczenie. Co prawda ostrzegano mnie kiedyś żeby nie przyglądać się mieszkańcom Nowego Jorku zbyt natarczywie, bo może to skończyć się awanturą. Mając to na uwadze postarałam się niezauważalnie zostać obserwatorką innych. Od zawsze lubiłam przyglądać się ludziom dyskretnie. Wyłapywałam wówczas fragmenty rozmów albo różne zachowania i dziwne relacje między ludźmi. 🙂

Zauważyłam, że pasażerowie w metrze lubią drzemać. Odległości między stacjami jest znaczna w porównaniu z warszawskim metrem, więc pozwalała na chwilę snu. Ludzie w półśnie uśmiechali się (zapewne robili to nieświadomie). Bywało, że opadała im głowa…ale… niemal od razu podnosiła się. I tak ich głowa pasażera walczyła z grawitacją aż poczuł, że czas otworzyć oczy i wysiąść. Inni opierali głowę o szybę lub ścianę pociągu z założonymi jednocześnie rękoma. Zabawne było podróżować w długim wagonie pełnym śpiochów. Niczym w dormitorium. Zadziwiające było, że nie obawiali się kradzieży w trakcie drzemania. Było to dla mnie jednocześnie odprężające, że można poczuć się bezpiecznie w podróży w obcym towarzystwie. Awsome!

Oprócz śpiochów spotykałam w metrze ludzi podróżujących w dziwnych pozycjach, np. mężczyzna wracający z pracy, który podtrzymywał nogami swoją torbę NA STOJĄCO żeby móc przeglądać podczas podróży swoją komórkę. 🙂

podroz metrem

Zdarzały się sytuacje jak z filmu – tancerze street dance śmiało tańczący w wagonie, a na koniec zbierający datki na dalszy rozwój umiejętności. Innym razem czarnoskóry bezdomny zbierał pieniądze na jedzenie. Sprzedawał lizaki żeby nie zarzucić mu że jest darmozjadem. Opowiedział o swoim codziennym życiu i podziękował za uwagę.

lizak od bezdomnego

Wspominałam Wam w którymś poście na moim fan page’u, że po pierwszym dniu w Nowym Jorku wyzbyłam się wszelkich kompleksów nt. swojego ciała. Myślę, że ich zasady obyczajności… u nas nie pozwolono by na taką frywolność i niechlujność. Niektórzy chodzili śmiało w dziurawych, znoszonych  ubraniach. Inni odsłaniali niezbyt ładne ciało. Nawet powszechny nadzór policyjny w mieście na każdym kroku nie zakłócał swobody w wyglądzie. Ludzie nie czuli ograniczeń w przestrzeganiu zasad kultury. Trafiliśmy na święto pracy i ich paradę „West Indian Day Parade” akurat w dzielnicy, w której nocowaliśmy. Zobaczyłam kobiety w odważnych strojach – zarówno mające piękne ciała, ale i te puszyste, z cellulitem, fałdkami albo rozstępami. Można było zauważyć, że są pogodzone ze swoim wyglądem i śmiało kroczyły w tłumie.

#westindiandayparade2

#westindiandayparade

Bardzo podobał mi się charakter miasta – to tętniące życiem miejsce. Każda większa przestrzeń jest wypełniona krzesełkami i stolikami żeby można na chwilę przysiąść podążając ulicami NYC. Parki, skwerki, przestrzenie osiedlowe były pełne ludzi. Bez względu na porę dnia. Brakuje mi tego w Polsce. Ludzie chętnie jadali posiłki na świeżym powietrzu. Widziałam kolejki do food trucków. Nikt nie miał problemu, że musi poczekać na swoją kolej. Białe kołnierzyki wychodziły z biur i chętnie kupowali lunch w małych bistro albo z ulicznych samochodów z jedzeniem. Siadali w parkach albo wracali do budynku.

NYC everyday

To był bardzo ciekawy wyjazd. Z jednej strony czułam odprężenie, że dobrze wyglądam pomimo swoich problemów zdrowotnych. Z drugiej strony poczułam tęsknotę za Europą, gdzie panują stare zasady bon ton – etykiety, sposób zachowywania się w stosunku do drugiej osoby, ubiór. A to dla mnie bardzo ważne. Cieszę się, że mieszkam na starym kontynencie. Podróż do Nowego Jorku pozwoliła mi bardziej docenić to, co mam i gdzie jestem. Jak to śpiewał Sting: „Be yourself no matter what they say”. 🙂

GRA NA EMOCJACH

Obejrzałam wczoraj bardzo dobry film „Gra tajemnic”. Historia opowiada o matematyku, który rozpracował kod Enigmy podczas II wojny światowej. Najbardziej interesują mnie relacje międzyludzkie i tak też próbowałam rozpracować obejrzaną historię.enigma2

Już od dawna wiadomo, że nieprzeciętni ludzie są specyficzni, mają swój własny świat i sposób patrzenia na rzeczywistość. I kogoś takiego poznajemy w filmie. Alan – skromny i jednocześnie twardy w negocjacjach swoich warunków. Otaczają go ludzie odbierający go jako wariata, aspołecznego myśliciela. Wśród nich pojawia się kobieta, która widzi w Alanie więcej dobrych cech niż przeciętny człowiek. Podpowiada mu pewne właściwe zachowania w stosunku do współpracowników żeby poprawić relacje. Uczy go pracy w zespole. W trakcie rozpracowywania Enigmy główny bohater ociera się o ludzi-niedowiarków w jego pracę oraz tych, którzy chcą mu bardzo pomagać i podkreślają, że Alan tworzy coś ważnego, co wpłynie na bieg historii i skróci wojnę.

W całej tej historii jest jedna ważna tajemnica, którą Alan musi chronić przez całe życie – jest homoseksualistą. To były czasy karania osób innej orientacji seksualnej. Kiedy matematyk jest potrzebny, nikt nie zastanawia się, czemu nie ożenił się albo czemu nie podrywa kobiet podczas spotkań w barze. W jego otoczeniu są osoby, które domyślają się, jakie główny bohater ma upodobania. Akceptuje to nawet jego narzeczona, o czym Alan dowiaduje się w chwili, kiedy wyjawia jej prawdę o sobie. Pomimo to kobieta nie odchodzi i nadal współpracuje przy projekcie. Wywiad wojskowy także współpracuje i nie ujawnia, że zna tajemnicę mężczyzny. Wszyscy cieszą się, że prace idą do przodu. Po wojnie Alan nie jest już potrzebny, zatem otoczeniu zaczyna przeszkadzać inna orientacja mężczyzny. Nie mają co prawda na to dowodów, ale widzą jego odmienność. Nadgorliwość policji doprowadziła do upublicznienia w mediach jego homoseksualizmu. Poddano go chemicznej kastracji. Nie wytrzymał tego psychicznie i popełnił samobójstwo.

W mojej głowie zaczęły pędzić myśli o niesprawiedliwości otaczającej nas rzeczywistości. Póki jesteśmy potrzebni, otoczenie jest w stanie przymknąć oko na niedoskonałości innych. Jednak wszystko zmienia się, gdy wykonamy robotę i stajemy się coraz mniej użyteczni. Wtedy każda rysa, potknięcie czy inne zachowanie zostaje odnotowane i budzi się nagle odraza innych. Dlaczego? Po co szczuć na siebie ludzi? Skąd radość w obnażaniu słabości u innych? Zrobiło mi się zwyczajnie smutno i żal głównego bohatera. Dzielnie skrywał przed innymi to, co było społecznie nieakceptowalne. Szanował prawo. Przyczynił się do wielkiego sukcesu na świecie. Upartość policjanta doprowadziła do tragedii. Nie toleruję takich zachowań. Coraz częściej wyłączam się z otoczenia, kiedy słyszę ludzi szydzących z problemów innych. Za dużo tego w mediach. Każdy ma swoje problemy, ale nie można poprawiać swojego samopoczucia kosztem wywlekania na światło dzienne niedoskonałości innych. Mnie to na pewno nie poprawia mojego humoru. Wolę wyciągnąć rękę żeby pomóc.

Polecam film. Być może i Wam da trochę do myślenia.

Muzyka moim życiem

ilovemusicChciałabym opowiedzieć Wam o moim hobby – muzyce. Jest to waża część mojego życia. Pozwala wyrażać moje emocje, wprowadza mnie w odpowiedni nastrój, inspiruje do działań, a nawet pozwala przekazywać moje stanowisko w określonej sytuacji. 🙂 Kiedy byłam dzieckiem w domu dużo słuchało się Bee Gees, Modern Talking, C.C. Catch, London Boys, Abba etc. Muzyka towarzyszyła mi od dziecka. Ponieważ jestem ciekawa świata, dużo rozmawiałam z ludźmi. Interesowało mnie, czego słuchają. I tak zagłębiałam się w muzykę klasyczną. Zbierałam kolekcję „Muzyka Mistrzów”. W podstawówce muzyki uczyłam się z radiowej Trójki. Audycje towarzyszyły mi sporą część dnia i nocy, tzn. zasypiałam z słuchawkami na uszach. Piękne momenty to takie, gdy czasami w nocy budziłam się, bo np. w MiniMax leciał „No quarter” Tool.  Gęsia skórka i uczta duchowa. Łzy w oczach, że akurat obudziłam się w takim momencie. Słuchałam także dawnej Radiostacji, gdzie w autorskich audycjach prezenterzy dzielili się swoją muzyką.

Kocham muzykę na żywo. Często uczęszczałam na różne koncerty, festiwale i juwenalia. Zachęcałam ludzi z mojego otoczenia żeby swój czas spędzali ciekawie i radośnie. Lubiłam organizować tego typu wyjścia. Był to czas zabawy, spędzanie wolnych chwil z innymi ludźmi. Po prostu muzyczna wspólnota. 🙂 Potrafiłam z przyjaciółmi zerwać się po południu z pracy (nie było szans na wolny dzień), wsiąść w pociąg do Łodzi na koncert Depeche Mode w Atlas Arenie, bawić się cały wieczór i większą część nocy. A na drugi dzień wsiadałam o 9.00 rano w pociąg do Warszawy prosto do pracy. Innym razem z przyjaciółmi z pracy po południu jechaliśmy do Poznania na Radiohead. To nie były dla mnie poświęcenia. To było bezgraniczne szczęście, że udało się zorganizować sobie ucztę dla ducha w życiowym biegu. 🙂 Dzień wolny w pracy (mieszkałam w Gdyni) i sruuu! do Katowic, gdzie odbywał się festiwal Metal Hammer (m.in. Tool, Coma, Fair to Midland). Nocleg u kolegi z pracy w Rybniku. Wszystko jest możliwe! 😛  Albo moje 2 ukochane festiwale: Heineken Open’er Festival i Off Festival. Zawsze z dużym wyprzedzeniem rozmawiałam z pracodawcą żeby na ten czas otrzymać wolne. 😀

W 2011 roku przeżyłam traumę. Utraciłam przez chwilę słuch, bo w wyniku wypadku potrzaskało mi kosteczki słuchowe. Na szczęście pozrastało się. Słyszę trochę gorzej przez urazy neurologiczne. Ale słyszę! Powtarzałam, że gdybym utraciła słuch, nie chciałoby mi się żyć. Bez muzyki mój świat byłby dziwny. Dopiero w tym roku zaczęła wracać mi pamięć i kojarzenie zdarzeń. Przez 2 lata było dla mnie straszne słuchać znajomej muzyki, ale nie pamiętać wykonawców. Kiedy w tym roku zaczęło to wracać, płakałam ze szczęścia. Pamiętacie, wspominałam w innym wpisie, że dużo zawdzięczam ludziom. Otóż po wypadku zaprzyjaźniony kolega – znawca muzyki – Karol Shav był ze mną w kontakcie. Pokazywał mi nowe publikacje muzyczne. Wraz z partnerką Agnieszką odwiedzali mnie w szpitalu przynosząc płyty do przesłuchania. Obserwuję jego profil na Facebooku oraz czytuję blog Violet Street, gdzie ZAWSZE mam ucztę duchową poznając jego emocjonalne rekomendacje. Ostatnio poznaję bardziej muzykę klubową dzięki spotkaniom z DJ Ideepop i jego Smoothrhythm. Pracowałam z Karolem Soczewką, który w każdy czwartek od 23.00 prowadzi audycję „Muzyczna Karczma” na antenie Radio Kampus. Czasami początkujący muzycy sami odzywają się do mnie i proszą o przesłuchanie ich dźwięków. Uwielbiam próbować nowych dźwięków. Fajnie otaczać się ludźmi, dzięki którym można rozwijać swoje pasje. 🙂

W następnych wpisach opowiem Wam jak rozmawiam z ludźmi za pomocą muzyki i jakie możliwości daje dzisiejsza nowa technologia.

 

Codzienność: dziwnie zachowania ludzi próbujących grać nam na emocjach

Czasami znajdujemy się w sytuacjach, w których przewijają się różni ludzie. Myślę tu np. o szpitalu czy też miejscach publicznych takich jak odprawa bagażowa, kontrola biletów w pociągu, a nawet sama droga praca-dom-praca. Pomaga umiejętność odnajdywania się wśród osób o różnym charakterze. Niektórzy będą uprzejmi i sympatyczni. Trafi się jednak odsetek tych, którzy odczuwają spokój ducha widząc nieszczęście u innych. Są też tacy, którzy strasznie narzekają na swój los i próbują nas osaczyć informacjami o sobie żeby dostrzec współczucie, a najlepiej – pomoc. Dlaczego inni mają mieć lepiej od nas? To smutne.

cicho_kulturo1Wszystkie powyższe przypadki wymagają od nas nie lada spostrzegawczości i zachowania własnej równowagi umysłu. Musimy być silni i nie poddawać się gorszym chwilom. Oznacza to, że nadal powinniśmy postępować zgodnie z naszym systemem wartości. Na złe zachowania trzeba reagować uprzejmym, ale stanowczym dystansem. Lubimy ludzi, ale to nie oznacza 100-procentowego dostosowywania się do nieodpowiedzialnych zachowań. Mądrze postępować wcale nie oznacza całkowitego ulegania żądaniom innych. Uprzejmie odpowiedzmy słowami, które nie obrażają rozmówców, a w nas wywołują poczucie kontroli nad sobą w danej sytuacji. To droga do sukcesu.

Z ostatnich wydarzeń w swoim życiu chciałabym przywołać swój pobyt na oddziale rehabilitacyjnym w szpitalu. Podczas tego pobytu miałam do czynienia z ludźmi o różnych charakterach. Jedni – uprzejmi, zadowoleni z życia, dzielący się mądrymi radami. Inni – uprzykrzający życie poprzez marudne wyznania, narzekający na swój stan zdrowia i bytu. Szukali współczucia żeby móc wykorzystać  dobroć wrażliwych osób. Były to osoby absorbujące sobą – chciały adoracji, próbowały nawet nawiązać kontakty seksualne. Były też na sali osoby chrapiące, które obrażały się, kiedy zwracano im uwagę żeby kontrolowali bardziej te odgłosy przy innych. Powtarzały, że im wolno. 🙂

imagesPodsumowując, wszystko należy przetrwać i nie pozwolić na dominację innych. Najprościej wpuszczać informacje jednym uchem, a wypuszczać drugim z uśmiechem. Szukamy najprostszych rozwiązań. Przy tym wszystkim odpowiadamy „tak, tak, oczywiście”, po czym odchodzimy i postępujemy wg swojego uznania. Nie dajmy się, niech dziwne rzeczy spływają po nas jak po kaczce. Żyjmy pełną piersią i proszę nie łamać się dziwnymi zachowaniami innych. Szkoda energii na niereformowalnych ludzi, z którymi jesteśmy tylko przez chwilę naszego życia.