KRÓTKIE HISTORIE JESZCZE O WALENTYNKACH

kissesWczoraj święto zakochanych ożywiło ulice miasta – zostały zasypane stoiskami z kwiatami. Pogoda także zachęcała do spacerów randkowych i generalnie do wyjścia z domu. 20 lat temu była to nowość, stąd bardzo pielęgnowano ten dzień różnymi romantycznymi pomysłami. Kilkuletnia wówczas demokracja i otwarcie granic na świat budziła entuzjazm wśród Polaków do wszystkiego, co przychodziło z zagranicy. Wszędzie widać było zakochanych. Z roku na rok zaczęło się to jednak zmieniać. Zauważam obojętność (nie tylko na Święto Zakochanych). Obecnie modne jest „nierobienie tego, co wszyscy”. Inaczej mówiąc – skoro większość lubi Walentynki, to będzie grupa ludzi chcąca być w mniejszości olewającej to święto. Okej, wolny wybór. Jednak nierobienie czegoś dla samej zasady nierobienia jest głupie. Nieprawdaż? Oczywiście każdego dnia powinno okazywać się dobre emocje i więzi wobec partnera/partnerki. Ale tak to już jest ze świętami – to czas, kiedy bardziej pamiętamy o świętowanych okazjach (m.in. o kobietach w Dniu Kobiet, o rodzinie w Boże Narodzenie itd.).

                                                       ~1~
Córeczka w drodze z przedszkola zaskoczyła mnie swoją opowieścią.
– Mamusiu, a dzisiaj dostałam od Michała lizaka! – wyznaje dumnie z uśmiechem.
– O! A z jakiej to okazji Martynko?
– Powiedział, że mnie kocha i chce być moim mężem. Wczoraj był taki dzień dla zakochanych i on zobaczył, że jego tatuś dał mamusi kwiatki. I jeszcze powiedział, że ją kocha. I że jest najlepszą żoną na świecie. A on jest szczęśliwy, że może być jej mężem. No i Michał stwierdził, że da mi dzisiaj prezent, bo mnie bardzo lubi. I nie będzie już się mi psocił. Powiedział, że wczoraj nie mógł, bo była niedziela i to wolny dzień od przedszkola.
– Poważna sprawa, kochanie. I co ty na to? – zapytałam zaciekawiona.
– Yyy… jakby to powiedzieć. Ciebie tatuś też często przytula i mówi, że jesteś kochana. Michał w sumie jest fajny. Ładnie rysuje bohaterów bajek. I lubię z nim układać klocki Lego, kiedy mnie nie ciągnie za kitkę. Zobaczymy, czy dalej będzie taki uprzejmy. – odpowiedziała bardzo poważnie.
Uśmiechnęłam się na odpowiedź córki. Mądra z niej dziewczynka.

                                                       ~2~
Często organizujemy sobie babskie spotkania. Lubimy dużo rozmawiać i dzielić się ważnymi dla nas wydarzeniami. Sporo się śmiejemy albo emocjonujemy jakąś sytuacją. Pewnego razu opowiedziała historię swojego związku:
– Coś Tobie opowiem. On jest łasy na młode blondynki. Wystarczy, że któraś będzie miła i zaczyna szukać okazji żeby znowu natknąć się na nią na mieście. Na początku naszego małżeństwa sypiał z innymi kobietami. Wówczas było ostro i otarło się o rozstanie. Nie byłam głupią babą żeby akceptować takie wybryki. Daliśmy sobie jednak szansę. I to była dobra decyzja. Obecnie kiedy wyczuwam w nim „niepoprawne” myśli, to daję do zrozumienia żeby w czas się opamiętał. Wiem, że mnie kocha i zastanowi się dwa razy zanim pozwoli ponieść się męskim instynktom. Przeżyliśmy wspólnie tyle lat i nie potrafimy żyć bez siebie na dłuższą metę. Dbamy cały czas o nasz dom i rodzinę. Teraz dla nas każdy dzień jest jak Dzień Zakochanych.

                                                       ~3~
Nie jest mi źle bez partnera. Walentynki mnie nie dołują. Wręcz przeciwnie – widok zakochanych par obejmujących się, trzymających się za rękę albo często roześmianych – powodował u mnie uczucie ciepła na sercu. Bo to, że jestem singielką nie oznacza, że inni będący w związkach mają chodzić przy mnie smutni. Często mnie pytano, czy z kimś się związałam. Z biegiem czasu sugrowano, czy przypadkiem nie jestem lesbijką. Że oni to zrozumieją, bo takie są czasy. Obym tylko przyznała się. Kiedy zaprzeczałam, to rodzina pretensjonalnie odnosiła się do mnie komentując brak zrozumienia, że nie mam faceta. I że kłamię – tylko nie wiedzą dlaczego. To było bardziej męczące (te pytania) niż spacer wśród zakochanych par. Ja tam wierzę, że dobro do człowieka wraca. Jeszcze wszystko przede mną. A wszystkim zakochanym życzę Happy Valentines! 😀

                                                       ~4~
Pracuje z ludźmi. Praktycznie każdego dnia poznaje nowe osoby i chętnie daje się wyciągnąć na spotkania po pracy. Lubi swoje towarzyskie życie. Partner z kolei ma pracę bardzo zmianową. Czasami musi być w nocy poza domem albo jedzie w delegację na kilka dni. Zatem mając pusty dom w czasie delegacji partnera zaprasza do siebie znajomych. Bywa również, że jedzie gdzieś na spotkanie. Często kończy się to przelotnym romansem (tzw. jednorazowy strzał). Generalnie każdy z nich robi w życiu to, co lubi w życiu zawodowym. I akceptuje tryb pracy drugiej strony. Nie wiadomo tylko, czy partner nie wie o hedonistycznym życiu drugiej strony, czy nie chce tego wiedzieć. Kiedy są razem w towarzystwie, to widać, że jest im dobrze ze sobą. Znajomi z ich otoczenia w większości wiedzą o jego rozwiązłym życiu, ale nie wtrącają się. Co roku obchodzą Walentynki, bo lubią to święto i kochają się. Przynajmniej tak mówią. Może to już przyzwyczajenie.

                                                       ~5~
– Jakie plany na Walentynki? – pyta znajoma.
– Jeszcze nie wiem. – odpowiadam spokojnie.
Jakiś czas później odzywa się na fejsie inny znajomy. Opowiada o swoim pomyśle spędzenia Dnia Zakochanych. I na końcu pyta:
– A Wy co robicie?
– Jeszcze nie wiem. – odpowiadam krótko. I kończę rozmowę.
Tak naprawdę to nie mam pojęcia jak chciałbym spędzić ten dzień. Najlepiej spontanicznie. Na szczęście Aśka jest kochaną wariatką i pewnych rzeczy nie potrzebuje planować, np. Walentynek. Jedno wiem i czuję: na pewno będzie przyjemnie.
W sobotę dzwoni mama.
– Synku, i jakie macie plany na jutro? Idziecie gdzieś? Kupujesz jakiś prezent?
– Mamo, czemu wszyscy tak ciekawią się moimi planami na jutro?! Czy musimy o tym rozmawiać?
– Kochanie, nie pytam ze wścibstwa. Przecież wiesz. Jesteście bardzo dobrze dobraną parą. Rzadko tak bywa żeby ludzie tak dobrze się dogadywali. Widzę jak Asia przy Tobie promienieje szczęściem.
– No właśnie i niech tak zostanie. Kocham cię mamuś, ale już nie męcz mnie tymi pytaniami.
Byłem wymęczony pytaniami o plany na niedzielne święto.
A jak było? Otóż Dzień Zakochanych spędziliśmy bardzo przyjemnie. Obudziłem Aśkę balonami w kształcie serduszek. Było pyszne śniadanie, a potem poszliśmy na długi spacer zakończony pysznymi lodami w pobliskiej lodziarni. Słońce dawało mocno po oczach i naładowaliśmy baterie powerem na kolejne dni. 😛

W związku z wczorajszym Dniem Zakochanych przypomniały mi się powyższe historie moich znajomych będących w związkach (hetero lub homo) z różnym stażem. Imiona są oczywiście zmienione. 🙂

W POGONI ZA SZCZĘŚCIEM

– Czy jesteś szczęśliwa? Wydajesz się smutna. Nie jesteś sobą. Nie widzę powera.

– Nie wiedziałam, że to widać. Wiesz, staję się obojętna wobec codzienności. Nic mnie nie cieszy i nie rusza. Czuję się zawiedziona sobą.

– Zaskoczyłaś mnie teraz jeszcze bardziej! Co się dzieje?

– Czasami tęsknię do dawnych czasów. Do wydarzeń sprzed wypadku. Smutno mi, że muszę podporządkowywać swoją codzienność „poprawianiem” stanu zdrowia.

– Wyluzuj! Daj sobie czas. Poszukaj w sobie tego, co daje tobie szczęście. Nie obciążaj się obowiązkami, którym nie jesteś w stanie teraz sprostać.

– Ale… Powinnam być w stanie zrobić o wiele więcej! A nie mogę! Nie daję rady!

– Dlaczego POWINNAŚ? Gdzie to napisano? Porównania mogą zepsuć Twoje szczęście. Masz jeszcze sporo do przepracowania. Spróbuj wyhamować ze wszystkimi planami, które ostatnio cię zadręczają. Zamknij oczy i pomyśl o czymś przyjemnym. O! Uśmiechasz się. O czym pomyślałaś?

DS313 ExifImageTitle

Banksy

– Budzę się i widzę błękit morza za oknem. Przeciągam się leniwie i wychodzę na taras własnego domu przy plaży. Ciepły wiatr przyjemnie pieści moją skórę. Zasłaniam ręką słońce i widzę na plaży mojego męża bawiącego się z psem. Wracam do środka żeby przygotować śniadanie. Po wspólnym posiłku mój mąż idzie do własnej restauracji, a ja wracam na taras. Włączam ulubioną muzykę i zaczynam pisać. Jest tak przyjemnie. Myśli same spływają mi wprost do komputera. Mam wypieki na twarzy. Sama nie wiem, czy to od słońca czy od natłoku słów. Mój brzuszek rośnie coraz bardziej. Niedługo nasz rodzina powiększy się. Życie jest piękne!

– To teraz zastanów się, czy jesteś w stanie zrealizować to marzenie. Szczęście to być kochaną za to, kim się jest. Przestań być dla siebie zbyt surowa. Ważne, że nie jesteś sama. Masz kochającego i wyrozumiałego partnera, który ciągnie cię do góry. Sama wspominałaś, że dawniej własną cierpliwością i wytrwałością wspinałaś się w górę. Wypadek wyhamował Twoje plany. Tak miało być. Czas zweryfikować je i opracować nowe. Tylko bez pośpiechu.

– Zacznę od budzenia się w łóżku bez ścisku żołądka, że coś jest nie tak. Spróbuję skupić się na tym, co mnie uspokaja. A wszystkie codzienne obowiązki i plany, których nie mogę uniknąć, przyjmę jako coś oczywistego. Coś, co należy przetrwać.

– Podziwiam Cię za Twoją dotychczasową wytrwałość i siłę. Tylko robot dałby radę bez emocji przejść przez wszystkie przeszkody. Życie jest pełne niespodzianek – nie zawsze tylko tych przyjemnych. Najważniejsze to nie panikować i szukać rozwiązań żeby nieprzyjemne zdarzenia obrócić w coś pożytecznego. Wyciągaj naukę z każdego dnia. Prowadź dalej dziennik, jeśli to ułatwia Tobie życie. Otaczaj się życzliwymi ludźmi. To ważne. I nie bierz do siebie złych zachowań. Co człowiek, to inny charakter. Widzisz, na świecie jest coraz więcej wszystkiego i ludzie sobie z tym nie radzą. Nie doceniają tego, co mają i chcą więcej. Ciesz się, że dostałaś drugie życie. Nie patrz na ograniczenia. Szukaj szczęścia tam, gdzie jesteś w stanie teraz podziałać. Tylko tyle. Albo aż tyle.

ZNAJOMOŚCI PRZYCHODZĄ I ODCHODZĄ

W ciągu naszego życia ciągle poznajemy jakiś ludzi. Część z tych kontaktów pozostaje na dłużej, a nawet – przeistaczają się w głębokie przyjaźnie. Są wśród nich kontakty sporadyczne, które albo sprawiają nam przyjemność albo powodują zmęczenie pochłaniając naszą dobrą energię. Lubię poznawać ludzi, bo często towarzyszą temu ciekawe historie i doświadczenia. Z przyjemnością spędzam czas przy filiżance gorącej kawy wymieniając się poglądami na różne tematy. Jest to dla mnie jeden ze sposobów poznawania świata i zdobywania wiedzy na temat otaczającej nas rzeczywistości. 🙂

Czas płynie, a niektóre kontakty nie przetrzymują próby czasu. Po drodze doświadczamy różnych zdarzeń, które z jakiegoś powodu wpływają na dalsze relacje z wieloletnimi przyjaciółmi/znajomymi. Tak było w moim przypadku. Wypadek zwolnił tempo mojego życia, które prowadziłam wcześniej. To był dla mnie szok i moje strapienie. Większość czasu zaczęłam spędzać w placówkach medycznych, ale mogłam w tym wszystkim mieć więcej chwil na przemyślenia: gdzie jestem i co jeszcze przede mną? Szczególnie, że nagle pojawiły się szokujące dla mnie wyzwania – m.in. nauka chodzenia. Głębokie urazy neurologiczne wymazały kilka ostatnich lat. Widzę je jakby przez mgłę albo słucham opowieści od innych. Czasami kiedy ktoś zaczyna rozmawiać ze mną, to coś tam mi się przypomina. Często jednak patrzę zdziwiona, zupełnie nie pamiętając zdarzenia. Może tak miało być… Może lepiej nie pamiętać? Próbuję sobie wytłumaczyć, że czasu nie cofnę. Ćwiczę pamięć, szukam sposobów żeby było coraz lepiej. Generalnie cieszę się z tego, gdzie dotarłam po tylu miesiącach (baaa – latach!) ciężkiej pracy fizjoterapeutycznej. Zapisuję po drodze pewne wydarzenia żeby ich nie zapomnieć albo sprawdzam starą korespondencję w komputerze. Jestem pogodna, dlatego na pierwszy rzut oka nie widać moich problemów zdrowotnych. I to mnie cieszy, bo nie chcę żeby oceniano mnie przez ich pryzmat.

Piszę o tym, bo spotkałam się w ostatnim czasie z oskarżeniami starych znajomych, że przestałam się regularnie odzywać albo że zapomniałam o ich wsparciu w pierwszych tygodniach po wypadku. Szczególnie podkreśla się czas od momentu, kiedy zaczęłam być w związku. Tak powiedziała mi to osoba, której kiedyś bardzo ufałam i od której otrzymałam sporo pomocy zaraz po wypadku. Rzekomo znajomi poznani przed wypadkiem mają do mnie żal, a część z nich nawet wyrzekła się znajomości ze mną. Podobno jestem niewdzięczna. Byłam bardzo zdziwiona i zatkało mnie. Nie zapomniałam! Nawet napisałam o tym dziękując wszystkim, którzy wtedy się mną opiekowali. Sprawdziłam zarzuty kontaktując się z ludźmi, którzy najbardziej powinni być na mnie obrażeni. Informacje nie potwierdziły się. Usłyszałam, że czas płynie i nie zawsze jest okazja żeby porozmawiać. Czasami nie ma się ochoty opowiadać o swoich problemach. Ja to doskonale rozumiem! W miarę możliwości wrzucałam posty na Facebooka żeby dzielić się aktualnym etapem leczenia i stanem mojego zdrowia (teraz piszę na blogu, bo wiele osób prosiło mnie o dzielenie się swoim spojrzeniem na życie, na otaczający mnie świat). Nie byłam w stanie dzwonić do każdego znajomego osobno, bo to wykańczało mnie fizycznie i psychicznie. Część kontaktów z miesiąca na miesiąc naturalnie słabła. Pamiętam, że odczuwałam trochę znużenie rozmówców, kiedy głównym tematem podczas spotkań był przebieg mojego leczenia i aktualny stan zdrowia. Znajomi z czasem przestali mnie zapraszać. No cóż, nie mogę mieć o to pretensji. Trzeba było pomagać mi w przemieszczaniu się, miałam problemy w poruszaniu się po schodach. Starałam się w tym wszystkim być pogodna i nie skarżyć się na moje życie.

Przyjaźnie przychodzą i odchodzą z jakiegoś powodu. To już wiadomo nie od dzisiaj. W trakcie mojego leczenia pojawiali się nowi znajomi, ale mam też cały czas kontakt ze starymi znajomymi z dawnych czasów (liceum, studia, praca). Z częścią z nich tworzę bardzo przyjacielskie relacje, które trwają do dzisiaj. Nie ma potrzeby codziennych kontaktów żeby utrzymać i pielęgnować z nimi pozytywną więź. Nie ma pretensji, bo każdy ma swoje życie wypełnione różnymi sprawami. Jaki z tego morał? Trzeba słuchać wewnętrznego głosu i postępować według wypracowanych przez lata zasad. Co prawda jestem bardzo wrażliwa i czasami jeszcze łatwowierna, co powoduje wewnętrzne cierpienie i doszukiwanie w sobie winy. Tak było w przypadku oskarżeń, których autorem była jedna nieszczęśliwa osoba. I po co?

Pewnego dnia po wypadku postawiłam sobie jako cel odzyskać chociaż częściowo siłę i powera żeby iść przez życie bez większych problemów. Od ponad roku mam silne wsparcie ze strony kochającego mnie mężczyzny. Są też inne przyjazne dusze, z którymi mogę rozmawiać godzinami. Nikt mnie nie oskarża, a wręcz przeciwnie – prowokują żeby podejmować się ciekawych wyzwań. 🙂

Dziękuję wszystkim, którzy mnie dopingują do dalszej pracy nad swoim zdrowiem i razem ze mną cieszą się codziennością. 🙂 Nie boję się konstruktywnych uwag. Wręcz przeciwnie – cieszą mnie życzliwe sugestie. Mam powera i nie będę odwracać się w poszukiwaniu tego, co straciłam. Wszystkim oskarżycielom mówię: STOP! Odczepcie się! Idę tam, gdzie idę! A wszystkim szczerze życzę powodzenia w realizacji swoich życiowych planów i jak najmniej problemów po drodze. Bo jestem dobrą kobietą! A znajomości zwyczajnie ulegają migracji. 🙂

GRA NA EMOCJACH

Obejrzałam wczoraj bardzo dobry film „Gra tajemnic”. Historia opowiada o matematyku, który rozpracował kod Enigmy podczas II wojny światowej. Najbardziej interesują mnie relacje międzyludzkie i tak też próbowałam rozpracować obejrzaną historię.enigma2

Już od dawna wiadomo, że nieprzeciętni ludzie są specyficzni, mają swój własny świat i sposób patrzenia na rzeczywistość. I kogoś takiego poznajemy w filmie. Alan – skromny i jednocześnie twardy w negocjacjach swoich warunków. Otaczają go ludzie odbierający go jako wariata, aspołecznego myśliciela. Wśród nich pojawia się kobieta, która widzi w Alanie więcej dobrych cech niż przeciętny człowiek. Podpowiada mu pewne właściwe zachowania w stosunku do współpracowników żeby poprawić relacje. Uczy go pracy w zespole. W trakcie rozpracowywania Enigmy główny bohater ociera się o ludzi-niedowiarków w jego pracę oraz tych, którzy chcą mu bardzo pomagać i podkreślają, że Alan tworzy coś ważnego, co wpłynie na bieg historii i skróci wojnę.

W całej tej historii jest jedna ważna tajemnica, którą Alan musi chronić przez całe życie – jest homoseksualistą. To były czasy karania osób innej orientacji seksualnej. Kiedy matematyk jest potrzebny, nikt nie zastanawia się, czemu nie ożenił się albo czemu nie podrywa kobiet podczas spotkań w barze. W jego otoczeniu są osoby, które domyślają się, jakie główny bohater ma upodobania. Akceptuje to nawet jego narzeczona, o czym Alan dowiaduje się w chwili, kiedy wyjawia jej prawdę o sobie. Pomimo to kobieta nie odchodzi i nadal współpracuje przy projekcie. Wywiad wojskowy także współpracuje i nie ujawnia, że zna tajemnicę mężczyzny. Wszyscy cieszą się, że prace idą do przodu. Po wojnie Alan nie jest już potrzebny, zatem otoczeniu zaczyna przeszkadzać inna orientacja mężczyzny. Nie mają co prawda na to dowodów, ale widzą jego odmienność. Nadgorliwość policji doprowadziła do upublicznienia w mediach jego homoseksualizmu. Poddano go chemicznej kastracji. Nie wytrzymał tego psychicznie i popełnił samobójstwo.

W mojej głowie zaczęły pędzić myśli o niesprawiedliwości otaczającej nas rzeczywistości. Póki jesteśmy potrzebni, otoczenie jest w stanie przymknąć oko na niedoskonałości innych. Jednak wszystko zmienia się, gdy wykonamy robotę i stajemy się coraz mniej użyteczni. Wtedy każda rysa, potknięcie czy inne zachowanie zostaje odnotowane i budzi się nagle odraza innych. Dlaczego? Po co szczuć na siebie ludzi? Skąd radość w obnażaniu słabości u innych? Zrobiło mi się zwyczajnie smutno i żal głównego bohatera. Dzielnie skrywał przed innymi to, co było społecznie nieakceptowalne. Szanował prawo. Przyczynił się do wielkiego sukcesu na świecie. Upartość policjanta doprowadziła do tragedii. Nie toleruję takich zachowań. Coraz częściej wyłączam się z otoczenia, kiedy słyszę ludzi szydzących z problemów innych. Za dużo tego w mediach. Każdy ma swoje problemy, ale nie można poprawiać swojego samopoczucia kosztem wywlekania na światło dzienne niedoskonałości innych. Mnie to na pewno nie poprawia mojego humoru. Wolę wyciągnąć rękę żeby pomóc.

Polecam film. Być może i Wam da trochę do myślenia.