MIĘDZYNARODOWY SZOK URODZINOWY

– Cześć, Malwina. Wchodź. Moje ostatnie urodziny były ciągiem emocjonalnych wydarzeń. Ledwo żyję.
– Oj tam! Ty się ciesz, że masz tylu życzliwych znajomych, którzy pamiętają o tobie, wariatko.
6– A wiesz, że wszystko zaczęło się w tygodniu. Najpierw spontaniczne wyjście do teatru i znalazłam tajemniczą kopertę z „6”, w której był voucher na dowolny spektakl? Ucieszyłam się jak mała dziewczynka.
– Przyciągasz ciekawe chwile. To dobrze. Przynajmniej łatwiej znieść Tobie nieprzyjemne zdarzenia jak piątkowy wygłup ortopedy. – pocieszała mnie Malwina.
– Oj to prawda. Dzień przed urodzinami wywinął mi niezły numer. Czekając na głupią wizytę lekarską przynajmniej przeczytałam całego „Małego Księcia” i znalazłam mądry fragment, który pomógł mi się ogarnąć i nie zrobić nic głupiego później po wyjściu z gabinetu.
– A co znalazłaś? Może i mnie się przyda. – uśmiechnęła się koleżanka.
– „Postaraj się być szczęśliwa! Nie zwlekaj dłużej, to tylko denerwuje!” szepnął mi do ucha Mały Książę. – odpowiedziałam.
– No widzisz? Ty to masz dobrze! A co to za międzynarodowy szok, o którym wspomniałaś przez telefon? 🙂
– Wyobraź sobie popołudnie urodzinowe. Telefon parzy od gorącej linii z życzeniami. Bardzo przyjemne uczucie. I nagle dzwoni domofon. Słyszę jak Jacek rozmawia i kogoś wpuszcza. „Kto to?” – zapytałam. „Nie wiem, jakiś facet ma coś dla Ciebie. Chyba kwiaty, ale nie jestem pewien.” – odpowiedział Jacek. „Jakie kwiaty? Od kogo?! Od twoich rodziców? Coś ściemniasz!” – odpowiedziałam zaskoczona. „Kochanie, naprawdę nie wiem. Idź otworzyć drzwi.”. Rzeczywiście przyszedł kurier z kwiatami i zapakowanym prezentem dla mnie. Myślałam, że to jakiś żart!
– Co Ty mówisz?! Ale fajna niespodzianka! – wtrąciła Malwina.

kwiaty Justa2

– No właśnie. Rozpakowałam kwiaty i prezent. Był tam bilecik z życzeniami. I nie uwierzysz od kogo! Prezent od przyjaciół z Londynu! Przysłali mi go z tak daleka.
– Super, po prostu wow!
– Dokładnie! Czytam bilecik z pięknymi życzeniami i oniemiałam. Stanęłam nieporadnie nie wiedząc jak się dalej zachować. Patrzyłam z otwartą buzią i niedowierzaniem, to na prezent zza granicy, to na Jacka z zapytaniem. Rozpłakałam się jak małe dziecko. Jeszcze nikt tak mnie nie zaskoczył!!!
– Powiem ci Aga, że ty to masz szczęście przyciągać super ludzi. Niby to tylko kwiaty i czekoladki. Ale pamiętali o tobie ludzie z dalek!. Urocze! – powiedziała Malwina.

Pokazałam jej moje prezenty, m.in. wymarzony album o mojej Gdyni. Nigdy nie liczę na prezenty. Ani nie oczekuję od ludzi jakiegokolwiek wysiłku z okazji mojego święta. Zawsze powtarzałam, że dostrzegą mnie właściwe osoby, które powinny. Dobrze mieć przyjemne wspomnienia po urodzinach…

Reklamy

TRUDNE PYTANIE

Ciepły wieczór jest dobrą okazją żeby wyjść z domu i wyskoczyć na miasto ze znajomymi. Zdecydowała się na spotkanie z Alicją – znajomą poznaną na ostatniej imprezie urodzinowej u przyjaciół. Rozmawiały ochoczo o ostatnich wydarzeniach w kręgu ich znajomych. To zawsze jest nigdy niewyczerpujący się temat. Śmiały się i przerywały sobie nawzajem chcąc dodać więcej pikanterii do wypowiedzi. Dobrze im się gadało. Wieczór niestety szybko zleciał i trzeba było wrócić wypocząć przed kolejnym dniem pracy. Wracały pieszo, bo mieszkały blisko siebie. Alicja zaczęła opowiadać o przeczytanej niedawno książce, w której główna bohaterka po złych doświadczeniach odnalazła na nowo cel życia i zaczęła cieszyć się każdym dniem. W pewnym momencie zadała zaskakujące pytanie:
– A co ciebie spotkało najgorszego w życiu?
Zatrzymała się i spojrzała uważnie na Alicję. Zacisnęła usta i przez chwilę milczała. Po chwili zaczęła spokojnym głosem:
– Mój tata zmarł na zawał serca, kiedy byłam w podstawówce. IMG_3668.JPGMiał 32 lata. Byłam jego ukochaną córeczką. Uwielbiał czytać mi książki, wygłupiać się. Potrafił mówić do mnie „po kaczorsku”, tzn. świetnie udawał głos Kaczora Donalda. Zabierał mnie ze sobą nawet, kiedy szedł wyrzucić śmieci. Był cudowny dla mnie! Bardzo opiekuńczy. Nie masz pojęcia jak wszystko może się szybko rozpaść po stracie ukochanej osoby. Cały świat staje się inny. Nikt nie jest w stanie zastąpić ci jego osoby. Patrzysz na szczęśliwych kolegów i koleżanki w towarzystwie swoich rodziców… i serce Tobie ściska. Łzy same napływają do oczu. To nie była nigdy zazdrość. To tęsknota za ciepłem ukochanego rodzica.
– Hmmm… to moje problemy są niczym w porównaniu z twoimi… – odparła zaskoczona Alicja i spojrzała gdzieś w dal.
– Myślę, że każdy ma swoje problemy i złe doświadczenia. Nie ma co porównywać. To było dla mnie okropne doświadczenie. Spowodowało, że nie chcesz potem rezygnować z niczego dobrego. Spędzasz czas w towarzystwie innych ludzi tylko po to żeby poznać lepszy świat. Chłoniesz wszystkie informacje, poszerzasz wiedzę czytając m.in. książki biograficzne. Wracasz do domu żeby położyć się i zamknąć oczy. A potem wyobraźnia przenosi Cię w ten lepszy świat, w którym znowu jesteś szczęśliwa jak przy tacie. Wiesz, po śmierci taty postanowiłam sobie, że będę zdobywać wiedzę, rozmawiać z ludźmi żeby wiedzieć jak ułożyć sobie życie kiedy dorosnę. I wiesz co? Spotkałam wielu mądrych ludzi. Wyrzuciłam z siebie smutek i starałam się nie przejmować porażkami.I tak jest do teraz. IMG_3593.JPGPrzyciągam ciekawe osoby i cały czas dowiaduję się czegoś nowego o życiu. Czasami mogę z kimś długo się nie widzieć, a potem spotykamy się i gadamy non stop. Czasami brakuje mi taty, ale postanowiłam stworzyć własną rodzinę, w której będziemy sobie dawać nawzajem wszystko, co daje szczęście. I to zaczyna się spełniać. Naprawdę kiedy wierzysz w coś bardzo mocno i dążysz do tego, to w pewnym momencie zaczynasz czuć, że to już się zaczęło. Spełniają się twoje marzenia. Poza tym czuję, że tata patrzy na mnie gdzieś z góry i czuwa cały czas nade mną.

– Mhhh… powiem tobie, że nie spodziewałam się tak fajnego wieczoru. Cieszę się, że cię poznałam. To co? Do następnego razu? 🙂 Jesteśmy w kontakcie. Dobrej nocy! – odparła z uśmiechem Ala.
– Wzajemnie, kochana. Kolorowych snów. Do miłego!

LUDZKA SERDECZNOŚĆ ISTNIEJE

Wracam na chwilę do moich rozważań nt. sąsiedzkich relacji (i nie tylko sąsiedzkich). Otóż w pewien styczniowy weekend postanowiłam przyjrzeć się londyńskiemu otoczeniu pod kątem relacji międzyludzkich. W końcu niezaprzeczalnie jest to inna kultura. Zaplanowałam poznać miasto spacerując ulicami. Obserwowałam podróżujących metrem i londyńskim busem double-decker. Zaglądałam do kawiarni, pubów, parków i innych publicznych miejsc. Przy wejściu do jednego bardzo popularnego pubu (z transmisją meczów piłki nożnej) natrafiłam na poniższą tabliczkę nawiązującą do szacunku dla sąsiadów (pierwsze zdjęcie). IMG_3321I powiem Wam, że biesiadujący tam klienci zachowywali się bardzo poprawnie. 😉 Wychodzili przed pub zapalić papierosa prowadząc bardzo ożywione dyskusje, ale w granicach akceptowalnych przez sąsiadów. Nie zauważyłam sprzeczek ani przywoływania do zachowania ciszy. Obsługa nie miała też żadnych obiekcji, że wynoszono na papierosa swoje kufle z piwem. Zwyczajnie nie obawiali się kradzieży szkła. Wszystko wydawało się w porządku. Bardzo przyjemna atmosfera panowała również między klientami. Zupełnie obcy sobie ludzie zagadywali do sąsiednich stolików. W ten sposób poznałam rodzeństwo z Hiszpanii, które przyjechało do Londynu na weekend. Opowiedzieli kilka ciekawych historii, a na koniec zachęcali do odwiedzenia Madrytu. Podobno zakocham się w mieście od razu jak tyko przyjadę. 🙂 Łatwo można było dostrzec też stałych bywalców pubu. Witali się z ludźmi mijając stoliki i często stawali przy barze porozmawiać z barmanami. Czułam się tam bardzo swojsko. I to nie koniec atrakcji! Dla nowych klientów po wejściu do środka czekała przy drzwiach tablica z instrukcją nt. panujących wewnątrz zasad (zdjęcie nr 2). Bardzo to ułatwiało odnalezienie się nowym gościom lokalu. IMG_3322Na powitanie barmani krzyczeli zza baru uśmiechnięte „Hello! How are you?”. Nie przeszkadzał im panujący wewnątrz gwar żeby obserwować ruch w okolicach drzwi wejściowych. Usiadłam sobie przy stoliku z zamówionym przy barze piwkiem nalanym po brzegi do kufla (bez milimetra pianki!) i „delektowałam się” przyjemną atmosferą. W takcie pojawiała się obsługa pytając, czy wszystko okej. Kiedy ludzie wychodzili, było pożegnalne „Thank you! Bye! See you again!”. Od razu pojawiała się chęć żeby tam wrócić. 🙂 Krótko przed zamknięciem było słychać 3 bicia dzwonka  (lokal zamykano o 23.00):

  • pierwsze bicie – odebraliśmy to jako informację w stylu „niedługo zamykamy, więc kupuj coś do picia”;
  • drugie bicie – sygnał w stylu „last orders”;
  • ostatni dzwonek – „dopijaj do dna i dobranoc, bo zamykamy”.

Przywiozłam sobie do domu mały dzwonek. Jak to się mówi – jaram się takim atrakcjami jak neon na budynku.  🙂

Podsumowując – mam bardzo dobre wrażenie z pobytu w Londynie. Bardzo podobała mi się życzliwość w każdym miejscu, które odwiedziłam. Ludzie chętnie udzielali odpowiedzi na ulicy, kiedy czasami potrzebowałam poradzić się w jakieś sprawie. Nie czułam się przeźroczysta – nikt mnie nie potrącał, nie zahaczał torbą etc. Być może miałam szczęście trafiając na takich ludzi i w przyjazne miejsca. I dobrze! W końcu przyciągam to, w co wierzę. Lubię poznawać ludzi i staram się emanować pozytywną energią. Z pewnością jeszcze tam wrócę, bo nie da się podczas jednego weekendowego pobytu poznać dobrze miasto.

KRÓTKIE HISTORIE JESZCZE O WALENTYNKACH

kissesWczoraj święto zakochanych ożywiło ulice miasta – zostały zasypane stoiskami z kwiatami. Pogoda także zachęcała do spacerów randkowych i generalnie do wyjścia z domu. 20 lat temu była to nowość, stąd bardzo pielęgnowano ten dzień różnymi romantycznymi pomysłami. Kilkuletnia wówczas demokracja i otwarcie granic na świat budziła entuzjazm wśród Polaków do wszystkiego, co przychodziło z zagranicy. Wszędzie widać było zakochanych. Z roku na rok zaczęło się to jednak zmieniać. Zauważam obojętność (nie tylko na Święto Zakochanych). Obecnie modne jest „nierobienie tego, co wszyscy”. Inaczej mówiąc – skoro większość lubi Walentynki, to będzie grupa ludzi chcąca być w mniejszości olewającej to święto. Okej, wolny wybór. Jednak nierobienie czegoś dla samej zasady nierobienia jest głupie. Nieprawdaż? Oczywiście każdego dnia powinno okazywać się dobre emocje i więzi wobec partnera/partnerki. Ale tak to już jest ze świętami – to czas, kiedy bardziej pamiętamy o świętowanych okazjach (m.in. o kobietach w Dniu Kobiet, o rodzinie w Boże Narodzenie itd.).

                                                       ~1~
Córeczka w drodze z przedszkola zaskoczyła mnie swoją opowieścią.
– Mamusiu, a dzisiaj dostałam od Michała lizaka! – wyznaje dumnie z uśmiechem.
– O! A z jakiej to okazji Martynko?
– Powiedział, że mnie kocha i chce być moim mężem. Wczoraj był taki dzień dla zakochanych i on zobaczył, że jego tatuś dał mamusi kwiatki. I jeszcze powiedział, że ją kocha. I że jest najlepszą żoną na świecie. A on jest szczęśliwy, że może być jej mężem. No i Michał stwierdził, że da mi dzisiaj prezent, bo mnie bardzo lubi. I nie będzie już się mi psocił. Powiedział, że wczoraj nie mógł, bo była niedziela i to wolny dzień od przedszkola.
– Poważna sprawa, kochanie. I co ty na to? – zapytałam zaciekawiona.
– Yyy… jakby to powiedzieć. Ciebie tatuś też często przytula i mówi, że jesteś kochana. Michał w sumie jest fajny. Ładnie rysuje bohaterów bajek. I lubię z nim układać klocki Lego, kiedy mnie nie ciągnie za kitkę. Zobaczymy, czy dalej będzie taki uprzejmy. – odpowiedziała bardzo poważnie.
Uśmiechnęłam się na odpowiedź córki. Mądra z niej dziewczynka.

                                                       ~2~
Często organizujemy sobie babskie spotkania. Lubimy dużo rozmawiać i dzielić się ważnymi dla nas wydarzeniami. Sporo się śmiejemy albo emocjonujemy jakąś sytuacją. Pewnego razu opowiedziała historię swojego związku:
– Coś Tobie opowiem. On jest łasy na młode blondynki. Wystarczy, że któraś będzie miła i zaczyna szukać okazji żeby znowu natknąć się na nią na mieście. Na początku naszego małżeństwa sypiał z innymi kobietami. Wówczas było ostro i otarło się o rozstanie. Nie byłam głupią babą żeby akceptować takie wybryki. Daliśmy sobie jednak szansę. I to była dobra decyzja. Obecnie kiedy wyczuwam w nim „niepoprawne” myśli, to daję do zrozumienia żeby w czas się opamiętał. Wiem, że mnie kocha i zastanowi się dwa razy zanim pozwoli ponieść się męskim instynktom. Przeżyliśmy wspólnie tyle lat i nie potrafimy żyć bez siebie na dłuższą metę. Dbamy cały czas o nasz dom i rodzinę. Teraz dla nas każdy dzień jest jak Dzień Zakochanych.

                                                       ~3~
Nie jest mi źle bez partnera. Walentynki mnie nie dołują. Wręcz przeciwnie – widok zakochanych par obejmujących się, trzymających się za rękę albo często roześmianych – powodował u mnie uczucie ciepła na sercu. Bo to, że jestem singielką nie oznacza, że inni będący w związkach mają chodzić przy mnie smutni. Często mnie pytano, czy z kimś się związałam. Z biegiem czasu sugrowano, czy przypadkiem nie jestem lesbijką. Że oni to zrozumieją, bo takie są czasy. Obym tylko przyznała się. Kiedy zaprzeczałam, to rodzina pretensjonalnie odnosiła się do mnie komentując brak zrozumienia, że nie mam faceta. I że kłamię – tylko nie wiedzą dlaczego. To było bardziej męczące (te pytania) niż spacer wśród zakochanych par. Ja tam wierzę, że dobro do człowieka wraca. Jeszcze wszystko przede mną. A wszystkim zakochanym życzę Happy Valentines! 😀

                                                       ~4~
Pracuje z ludźmi. Praktycznie każdego dnia poznaje nowe osoby i chętnie daje się wyciągnąć na spotkania po pracy. Lubi swoje towarzyskie życie. Partner z kolei ma pracę bardzo zmianową. Czasami musi być w nocy poza domem albo jedzie w delegację na kilka dni. Zatem mając pusty dom w czasie delegacji partnera zaprasza do siebie znajomych. Bywa również, że jedzie gdzieś na spotkanie. Często kończy się to przelotnym romansem (tzw. jednorazowy strzał). Generalnie każdy z nich robi w życiu to, co lubi w życiu zawodowym. I akceptuje tryb pracy drugiej strony. Nie wiadomo tylko, czy partner nie wie o hedonistycznym życiu drugiej strony, czy nie chce tego wiedzieć. Kiedy są razem w towarzystwie, to widać, że jest im dobrze ze sobą. Znajomi z ich otoczenia w większości wiedzą o jego rozwiązłym życiu, ale nie wtrącają się. Co roku obchodzą Walentynki, bo lubią to święto i kochają się. Przynajmniej tak mówią. Może to już przyzwyczajenie.

                                                       ~5~
– Jakie plany na Walentynki? – pyta znajoma.
– Jeszcze nie wiem. – odpowiadam spokojnie.
Jakiś czas później odzywa się na fejsie inny znajomy. Opowiada o swoim pomyśle spędzenia Dnia Zakochanych. I na końcu pyta:
– A Wy co robicie?
– Jeszcze nie wiem. – odpowiadam krótko. I kończę rozmowę.
Tak naprawdę to nie mam pojęcia jak chciałbym spędzić ten dzień. Najlepiej spontanicznie. Na szczęście Aśka jest kochaną wariatką i pewnych rzeczy nie potrzebuje planować, np. Walentynek. Jedno wiem i czuję: na pewno będzie przyjemnie.
W sobotę dzwoni mama.
– Synku, i jakie macie plany na jutro? Idziecie gdzieś? Kupujesz jakiś prezent?
– Mamo, czemu wszyscy tak ciekawią się moimi planami na jutro?! Czy musimy o tym rozmawiać?
– Kochanie, nie pytam ze wścibstwa. Przecież wiesz. Jesteście bardzo dobrze dobraną parą. Rzadko tak bywa żeby ludzie tak dobrze się dogadywali. Widzę jak Asia przy Tobie promienieje szczęściem.
– No właśnie i niech tak zostanie. Kocham cię mamuś, ale już nie męcz mnie tymi pytaniami.
Byłem wymęczony pytaniami o plany na niedzielne święto.
A jak było? Otóż Dzień Zakochanych spędziliśmy bardzo przyjemnie. Obudziłem Aśkę balonami w kształcie serduszek. Było pyszne śniadanie, a potem poszliśmy na długi spacer zakończony pysznymi lodami w pobliskiej lodziarni. Słońce dawało mocno po oczach i naładowaliśmy baterie powerem na kolejne dni. 😛

W związku z wczorajszym Dniem Zakochanych przypomniały mi się powyższe historie moich znajomych będących w związkach (hetero lub homo) z różnym stażem. Imiona są oczywiście zmienione. 🙂

SPONTANICZNY PONIEDZIAŁEK

Dzisiaj obudziłam się w dobrym nastroju. Nie było problemów z zaplanowanymi zadaniami. Próbuję dodzwonić się do dawno niewidzianej koleżanki. Nie odebrała. „Hmmmm… pewnie jest zajęta w pracy.” – pomyślałam.
Oddzwoniła później.
canstock8178873– Cześć, kochana! Co u Ciebie? Widzisz, odwołali mi właśnie szkolenie. Co teraz robisz? Jesteś bardzo zajęta? Mam tobie tyle do opowiedzenia! Dawno się nie widziałyśmy. Ostatnio to widziałyśmy się jesienią, kiedy gorączkowo szukałaś placówki medycznej żeby wykonać badanie. To może pójdźmy do kina? Na co możemy pójść? – wyrzuciła z siebie słowotok.
– Zaraz sprawdzę i dam ci znać. Oddzwonię. – przerwałam jej zanim zasypałaby mnie kolejnymi nowinkami.
Umówiłyśmy się na miejscu. Wbiegła zadyszana tuż przed seansem.
– Matko, ale dobrze wyglądasz! Zapuściłaś włosy. Wyglądasz łagodniej niż wtedy, kiedy się poznałyśmy. Miałaś krótkie włosy i wyglądałaś jak businesswoman z mocnym charakterem. A teraz widzę uśmiechniętą dziewczynę o wesołych oczach. Super! Dobrze, że nosisz taką długość włosów. Naprawdę! – zaczęła na dzień dobry.
– Naprawdę? Bardzo dziękuję. Ale przywitanie! – odpowiedziałam mile zaskoczona.
Opowiedziała, co zdążyła jeszcze zrobić między naszą telefoniczną rozmową a dotarciem do kina. Mówiła o kilku rzeczach na raz. Przy niej potrzebuję bardzo się skupiać żeby nadążyć za jej tokiem myślenia. Dla mnie to dobry sposób rehabilitacji głowy. Szczególnie, że koleżanka pracuje w branży medycznej. 😉
Film się skończył i zaczęłyśmy zbierać się do wyjścia z sali kinowej. Patrzę, a ona trzyma oklejoną taśmą kopertę.
– A co Ty nosisz tym razem ze sobą?! – pytam rozbawiona, bo zawsze spotykamy się, kiedy jest obładowana notatkami i książkami.
– No właśnie nie wiem co to. Przykleiło mi się do torby. Czekaj, sprawdzę.
Rozbawione zaglądamy do koperty, a tam kartka z napisem: „WYGRANA!:) ZAPRASZAMY PO ODBIÓR DO KASY KINA. GRATULUJEMY!”. Patrzymy na siebie zaskoczone z szeroko otwartymi oczami. Poszłyśmy, a pan w kasie mówi, że to książka. Dostałyśmy „Stuhrmówka, czyli wewnętrzny gen wolności” Macieja Stuhra. Zrobiło nam się jeszcze przyjemniej. Skomentowałam wszystko jednym zdaniem: „Dobro wraca do tych, którzy dzielą się dobrem z innymi”. I żeby było jeszcze bardziej zaskakująco, koleżanka zdecydowała, że to ja mam najpierw przeczytać prezent, bo ona teraz nie ma czasu. Trochę próbowałyśmy argumentować, dlaczego to ta druga z nas ma najpierw przeczytać książkę. I postawiła na swoim – ja pierwsza mam przeczytać. Co za dawka emocji. Ach!
Poszłyśmy na metro. Koleżanka cały czas wyrzucała z siebie słowotok. Ja wracałam do domu, ona dalej w miasto z innymi planami. Tak zagadała samą siebie, że chciała wysiąść na mojej stacji.
Po drodze drobne zakupy i miłe rozmowy z ekspedientkami. Zwróciły uwagę na książkę, więc opowiedziałam im o przygodzie w kinie. Zasugerowały, że powinnam zagrać w totolotka, bo miałam dzisiaj szczęście. W dobrym nastroju wróciłam do domu. Potem wrócił mój mąż. Rozmawialiśmy o dzisiejszym dniu przy kawie i ponownie zostałam zaskoczona. Tym razem przez mojego Ukochanego: „Jesteś najlepszą żoną na świecie!”.
Tyle emocji od poniedziałku! Ciekawe, co przyniosą kolejne dni? 🙂

ONCE UPON A TIME…

Pewnego razu szłam sobie z przyjaciółmi porozmawiać o nudnym wernisażu, w którym dopiero co uczestniczyliśmy. Zielone światło, weszliśmy na jezdnię i… film mi się urwał. 😦 Ocknęłam się po kilku dniach i zobaczyłam biały sufit. Nie kumałam o co chodzi. Potem dobroduszni ludzie zmienili mi pokój na mniejszy z gorszą obsługą. Nie rozumiałam czemu przestałam być samodzielna. Na szczęście dawni ziomkowie dobrodusznie zaglądali do mnie żeby nie było mi smutno. Pomagali dbać o higienę i mówili miłe rzeczy żebym się uśmiechała. Zabrali mnie po miesiącu do domu i rozpisali dyżury 24-godzinnej opieki domowej. Dzięki pomocy dobrych ludzi nie smuciłam się z powodu braku rodziny. Właściwie nie było w tym nic dziwnego dla mnie, bo dawno odzwyczaiłam się od myśli, że jestem bez rodzinnego wsparcia. Ale nie o tym chciałam pisać…

Opieka ziomków 24 godziny na dobę pozwoliła mi nie smucić się przez jakiś czas, że jestem niesamodzielna. Co prawda byłam uparciuchem i próbowałam samodzielności wbrew zaleceniom medycznym i swoim rzeczywistym możliwościom. Jednak czujni i cierpliwi „strażnicy” dbali żeby mnie oduczyć głupich zachowań. Prowadziłam ciekawe rozmowy podczas odwiedzin. Przypominano mi mój power i zaradność sprzed kraksy ze strażakami ( by the way – ponad 3 lata później poinformowano mnie, że duży samochód strażacki zderzając się ze mną doznał całkowitego zniszczenia i poszedł na złom 🙂 ). To były dobre czasy dla mnie. Wcześniej dużo pomagałam innym zupełnie bezinteresownie. Po wypadku sprawdziło się powiedzenie, że dobro wraca do dobrych ludzi. U mnie wróciło ze zdwojoną siłą, choć nie chciałam nigdy tego sprawdzać. Zawsze kochałam ludzi i kiedy pomagałam czułam się szczęśliwa widząc uśmiech na twarzach innych. Nie potrafiłam prosić o pomoc i nadal nie potrafię. Zwyczajnie zawstydzenie, że zabieram czas innym. A oni powtarzali uparcie: „Ty pomagałaś nam wcześniej, a teraz sama potrzebujesz pomocy. Pozwól nam pokazać, że też potrafimy nieść pomoc potrzebującym.”

Wczoraj obejrzałam teledysk Rudimental, który przypomniał mi tamte czasy. Wzruszyłam się i płakałam. Jestem wdzięczna wszystkim, którzy nie zostawili mnie wtedy, kiedy najbardziej potrzebowałam pomocy.

Być dla siebie na pierwszym miejscu

Cel: postawić siebie na pierwszym miejscu. Jestem najważniejszą osobą w swoim życiu. Mam również swoje problemy do rozwiązania.

Ale jak to wprowadzić w życie? Przecież łatwiej dawać niż brać… Ale pamiętaj, że ofiarowywane dobro wraca ze zdwojoną siłą! Nie krzywdź innych mówiąc o swoich potrzebach. Ludzie dobrze Cię znają – mam na myśli tych z najbliższego otoczenia. Radują się, kiedy mogą pomóc i przynieść tobie ulgę. Nie musisz przecież ich błagać – wiedzą, że zawsze byłaś zaradna i potrafiłaś ogarnąć własne sprawy bez burzy i rozgłosu. Za to właśnie cię szanują i chylą czoła twojej osobie. Nie miej wyrzutów sumienia! Oni naprawdę są tobie życzliwi i pragną uśmierzyć choć trochę twoje cierpienie i ból. Powinnaś czuć szczęście, że otaczasz się tak mądrymi i roztropnymi osobami. Każdy dzień powinien przynieść coraz większe ukojenie twoim słabościom i niedomaganiom. Ludzie z twojego otoczenia doskonale cię znają i wyczuwają emocje, bo SĄ TWOIMI PRZYJACIÓŁMI!

Skąd to wiem? Bo wcześniej mimo stresu i problemów wychodziłaś z uśmiechem i serdecznością. Miałaś serce na dłoni, chętnie pomagałaś innym i wysłuchiwałaś ich prośby. Mając wiele swoich obowiązków, organizowałaś czas żeby jeszcze znaleźć możliwość pomocy innym. Nic, co ludzkie, nie jest ci obce. Cierpiałaś w samotności ze swoimi problemami. Czasami roniłaś łzy smutku albo strachu, czy dasz radę wszystkiemu podołać… Marzyłaś, tęskniłaś żeby dosięgnąć upragnionych celów… One zazwyczaj realizowały się pomyślnie, choć często z opóźnieniem. Ale się realizowały! Twoje serce i dusza radowały się. Marzenia/cele, które inaczej rozwiązywały się, były słuszną skuchą i potknięciem. Przecież jesteś człowiekiem, więc masz prawo chcieć czegoś, co w rzeczywistości może nie być dobrem dla ciebie. Nie popełnia błędów tylko ten, kto nic nie robi. Sytuacje, które ułożyły się w inny niż zaplanowałaś sposób, były właściwym rozwiązaniem. Dowiadywałaś się o tym po fakcie, ale potrafiłaś cieszyć się z otrzymanych efektów.

youcandoitJesteś istotą, która bez strachu przyjmuje na klatę spadające rozwiązania i nieoczekiwany przebieg zdarzeń. Nic nie dzieje się bez przyczyny i powodu. Tak miało być. Koniec i kropka. Nie oglądaj się za siebie. Patrz przed siebie. Poznałaś już sporo życia i wiele szlaków masz przetartych. Są pewne sytuacje, które w jakiś sposób się powtarzają. Pewne rozwiązania można spokojnie powielać – o ile były to właściwe dla Ciebie rozwiązania. Żyj swoją hierarchią wartości. Jeśli potrafisz spojrzeć sobie w lustro z uśmiechem, to oznacza, że postępujesz w zgodzie ze swoją naturą i wypracowanym przez lata systemem wartości. Ten system wpływa także na właściwe postrzeganie i ocenę ciebie przez innych ludzi z otoczenia. Oni po prostu widzą twoją życiową mądrość we wszystkich aspektach życia. Efektem jest zbudowanie w ich oczach twojego autorytetu i wiarygodności, co oznacza, że zawsze otoczysz się życzliwymi duszami. Zatem przestań mieć wyrzuty sumienia, że inni niosą pomoc, którą ty bierzesz!!! Bierz ją i ciesz się, że przekazywane dobro do ciebie wraca!