DOM-PRACA-DOM-PRACA. I PO CO TAK?

mikolajek_rysunek2Przed 2011 rokiem moja codzienność była bardzo aktywna. Nieustannie i świadomie byłam w dużym pędzie. Moje życie zawodowe było bardzo pracowite. Po brzegi wypełnione różnymi zajęciami. Często wracałam do domu późno albo dopełniałam sobie resztę dnia dodatkowymi zajęciami – sport, wycieczki, spotkania. Tak naprawdę wracałam po to żeby się położyć spać. Kiedy miałam więcej wolnego (bo też się zdarzało), czułam się zmęczona i szybciutko wymyślałam dodatkowe zajęcia. I tak mijał dzień za dniem, miesiąc za miesiącem i wreszcie rok za rokiem. Wszelkie problemy albo utrudnienia „brałam na klatę”, czasami popłakałam w samotności albo czułam ścisk w żołądku, ale wszystko szło do przodu. Czułam satysfakcję słysząc i widząc zadowolenie/wdzięczność innych. Wtedy wydawało mi się, że jest super. Życie prywatne zupełnie zepchnęłam na samo dno moich planów. Byłam zadowolona z tamtego „tu i teraz”. W tym wszystkim otaczało mnie dużo ludzi. I tak trwałoby to nadal, gdyby nie pewnego zimowego wieczoru urwał mi się film. Moje życie zmieniło się o 180 stopni. Na początku nie kumałam o co chodzi. Leżałam w szpitalu i mój umysł nie był świadomy, że teraz jest inaczej. Im bardziej się regenerowałam, tym świadomość zaczęła przypominać, że przecież byłam super power i pracowałam. Powtórzę się, ale tamto zdarzenie naprawdę było jedynym sposobem żeby zwolnić tempo mojego życia. Zaczęłam mieć czas dla siebie, co wykorzystałam na uporządkowanie niezałatwionych spraw z przeszłości, zepchniętych wcześniej w głęboką dziurę. Zaczęłam dostrzegać inne zalety życia, których doświadczam w wolnym czasie między kolejnymi operacjami i rehabilitacją.

mikolajek_rysunekCały czas uczę się życia. Jestem wciąż ciekawa świata. Podczas spotkań wypytuję rozmówców m.in. o ich podejście do tematu tworzenia równowagi między życiem zawodowym a prywatnym. I tak poznałam tych, którzy podobnie jak ja przed wypadkiem, koncentrują się głównie na życiu zawodowym. Wracają do domu jedynie po to żeby się wyspać, bez poświęcania uwagi domownikom. Nie wyobrażają sobie, że mogłoby być inaczej. Druga grupa z kolei jest świadoma, że nie jest to do końca dobry stan rzeczy, ale nie zmienia tego w obawie przed utratą pracy. Argumentują to, że takie jest życie i trzeba to przyjąć do wiadomości jako coś naturalnego. Ostatnio rozmawiałam z mężczyzną, który dopiero kiedy został ojcem zaczął rozumieć, że nie do końca dobrze planuje sobie życie. Na szczęście ma żonę, która próbuje mu to wytłumaczyć i przekonać, że życie po pracy jest równie ważne. W tym wszystkim przyjemnie się słuchało jego pozytywnego stosunku do podejścia żony. „Próbuję zmienić w sobie skupianie się wyłącznie na pracy i znaleźć cierpliwość na cieszenie się domowym zaciszem bez spięcia i dużego tempa.”

Obserwuję i rozmawiam ze ludźmi, którzy swoją pracą zaszli wysoko na swojej ścieżce zawodowej. Część z nich prowadzi samodzielny biznes lub szefuje w dużych firmach. Podejście podwładnych jak i przełożonych zaczyna się zmieniać. Zaczęli rozumieć, że ważne jest życie. Z uśmiechem czytam posty przedstawiające sposoby spędzania wolnego czasu, realizacji hobby i przede wszystkim pozytywnego nastawienia do życia. Niektórzy przeprowadzają się poza miasto i zdalnie sterują swoim biznesem. Mają czas na cieszenie się codziennością. Wielu z nas coraz bardziej ma odwagę żeby stawić czoła przeszkodom albo głośno sprzeciwić się spędzaniu nadgodzin w firmie. W miejscach pracy pojawia się więcej empatii i traktowania pracowników po ludzku. Przykładem tego jest sytuacja, która spotkała mnie w ubiegłym roku w centrum medycznym, gdzie uczęszczałam na rehabilitację. Otóż przepraszając mnie poproszono o zrozumienie i o zgodę na odwołanie zajęć w umówionym wcześniej dniu. Nie miałam z tym problemu. Dlaczegóż miałabym mieć z tym problem? 🙂 Dowiedziałam się później, że prowadzący mnie fizjoterapeuta miał rocznicę ślubu i jego żona potajemnie skontaktowała się z szefostwem firmy prosząc o dzień urlopu dla niego. Zaplanowała tego dnia zabrać męża na wycieczkę żeby uczcić z nim ich święto. Fizjoterapeuta nic o tym miał nie wiedzieć do samego końca. Miał rano wstać do pracy, a żona dopiero wtedy miała mu powiedzieć, że ma wolny dzień i ma dla niego niespodziankę. W pracy wszyscy mieli zachować tajemnicę. Szefostwo bez zastanowienia wyraziło zgodę. 🙂 Świetna historia. Sami widzicie, że jak się bardzo czegoś chce, to można nawet z szefami dogadać się i otrzymać zgodę na nieobecność w pracy.

mikolajek_rysunek3No i czas na podsumowanie. Mamy jedno tylko życie (no może ja mam drugie 😉 ). Trzeba dobrze wykorzystać swój czas na ziemi (nie tylko żyjąc samą pracą) i będąc już w sile wieku móc powiedzieć, że „przeżyłam/łem swoje życie najlepiej jak się dało”. Niektórzy (m.in. „Aga Power”) potrzebowali silnego wstrząsu żeby to zrozumieć. Proponuję wziąć czystą kartkę i wypisać sobie swoje marzenia i to, co chciałoby się jeszcze doświadczyć. Na liście mogą oczywiście znaleźć się także plany zawodowe. Następnie dopisuje się sposób, w jaki można zrealizować swoje cele i jakie mogą pojawić się ewentualne przeszkody oraz jak im zaradzić. I już! W tym wszystkim ważną zmienną jest czas. Szybkość często jest niewskazana (przy okazji planowania można poćwiczyć cierpliwość). Jak to się mówi: mierz siły na zamiary i nie ograniczaj się tylko do życia zawodowego. Dobrze rozplanowane cele można zrealizować. A jeśli pojawi się zdarzenie, które spowoduje zmianę, to tak widocznie miało być. Ale to nie oznacza, że nie można znaleźć innych ciekawych rzeczy. Może to zobrazuję. Przed wypadkiem byłam jak burza – dużo energii, biegałam tu i tam. Próbowałam poukładać swoje plany życiowe żeby co roku wyjeżdżać na południe Europy i uprawiać surfing, a także uczestniczyć w wydarzeniach muzycznych. Walnął mnie wóz strażacki i plany uległy drastycznym zmianom. Teraz robię wszystko żeby pobiec przed siebie, np. spiesząc się na tramwaj. Nie potrafię tego jeszcze, ale wierzę, że jeszcze mi się uda. Surfing stanął pod znakiem zapytania, ale kto wie? Może jeszcze kiedyś wrócę do tego sportu? A jeśli nie, to będę pływała na desce leżąc na brzuchu. Teraz spaceruję w towarzystwie mojego męża tu i tam po różnych krainach (kiedy nie rezyduję w szpitalu). A jak się zmęczę, to siadam na ławeczce albo w kawiarni i odpoczywam. 🙂
Do następnego wpisu!

Reklamy

LUDZKA SERDECZNOŚĆ ISTNIEJE

Wracam na chwilę do moich rozważań nt. sąsiedzkich relacji (i nie tylko sąsiedzkich). Otóż w pewien styczniowy weekend postanowiłam przyjrzeć się londyńskiemu otoczeniu pod kątem relacji międzyludzkich. W końcu niezaprzeczalnie jest to inna kultura. Zaplanowałam poznać miasto spacerując ulicami. Obserwowałam podróżujących metrem i londyńskim busem double-decker. Zaglądałam do kawiarni, pubów, parków i innych publicznych miejsc. Przy wejściu do jednego bardzo popularnego pubu (z transmisją meczów piłki nożnej) natrafiłam na poniższą tabliczkę nawiązującą do szacunku dla sąsiadów (pierwsze zdjęcie). IMG_3321I powiem Wam, że biesiadujący tam klienci zachowywali się bardzo poprawnie. 😉 Wychodzili przed pub zapalić papierosa prowadząc bardzo ożywione dyskusje, ale w granicach akceptowalnych przez sąsiadów. Nie zauważyłam sprzeczek ani przywoływania do zachowania ciszy. Obsługa nie miała też żadnych obiekcji, że wynoszono na papierosa swoje kufle z piwem. Zwyczajnie nie obawiali się kradzieży szkła. Wszystko wydawało się w porządku. Bardzo przyjemna atmosfera panowała również między klientami. Zupełnie obcy sobie ludzie zagadywali do sąsiednich stolików. W ten sposób poznałam rodzeństwo z Hiszpanii, które przyjechało do Londynu na weekend. Opowiedzieli kilka ciekawych historii, a na koniec zachęcali do odwiedzenia Madrytu. Podobno zakocham się w mieście od razu jak tyko przyjadę. 🙂 Łatwo można było dostrzec też stałych bywalców pubu. Witali się z ludźmi mijając stoliki i często stawali przy barze porozmawiać z barmanami. Czułam się tam bardzo swojsko. I to nie koniec atrakcji! Dla nowych klientów po wejściu do środka czekała przy drzwiach tablica z instrukcją nt. panujących wewnątrz zasad (zdjęcie nr 2). Bardzo to ułatwiało odnalezienie się nowym gościom lokalu. IMG_3322Na powitanie barmani krzyczeli zza baru uśmiechnięte „Hello! How are you?”. Nie przeszkadzał im panujący wewnątrz gwar żeby obserwować ruch w okolicach drzwi wejściowych. Usiadłam sobie przy stoliku z zamówionym przy barze piwkiem nalanym po brzegi do kufla (bez milimetra pianki!) i „delektowałam się” przyjemną atmosferą. W takcie pojawiała się obsługa pytając, czy wszystko okej. Kiedy ludzie wychodzili, było pożegnalne „Thank you! Bye! See you again!”. Od razu pojawiała się chęć żeby tam wrócić. 🙂 Krótko przed zamknięciem było słychać 3 bicia dzwonka  (lokal zamykano o 23.00):

  • pierwsze bicie – odebraliśmy to jako informację w stylu „niedługo zamykamy, więc kupuj coś do picia”;
  • drugie bicie – sygnał w stylu „last orders”;
  • ostatni dzwonek – „dopijaj do dna i dobranoc, bo zamykamy”.

Przywiozłam sobie do domu mały dzwonek. Jak to się mówi – jaram się takim atrakcjami jak neon na budynku.  🙂

Podsumowując – mam bardzo dobre wrażenie z pobytu w Londynie. Bardzo podobała mi się życzliwość w każdym miejscu, które odwiedziłam. Ludzie chętnie udzielali odpowiedzi na ulicy, kiedy czasami potrzebowałam poradzić się w jakieś sprawie. Nie czułam się przeźroczysta – nikt mnie nie potrącał, nie zahaczał torbą etc. Być może miałam szczęście trafiając na takich ludzi i w przyjazne miejsca. I dobrze! W końcu przyciągam to, w co wierzę. Lubię poznawać ludzi i staram się emanować pozytywną energią. Z pewnością jeszcze tam wrócę, bo nie da się podczas jednego weekendowego pobytu poznać dobrze miasto.

ŻYCIE TO NIEKOŃCZĄCY SIĘ CIĄG LOTÓW

Sala jest już prawie wypełniona po brzegi. Znają już swoją profesor z zaskakujących tematów wykładów z socjologii. Dzisiejszy temat o porównaniu życia do rozkładu lotów wzbudziło ciekawość młodzieży. Kiedy pojawiła się profesor, aula zamilkła. Ona usiadła na krawędzi biurka i uśmiechnęła się do słuchaczy.
– Witajcie. Zaintrygowani tytułem? To dobrze. Oto chodziło. Zapewne zastanawiacie się, co autorka miała na myśli? – zamilkła żeby na chwilę przyjrzeć się studentom. I ponownie zabrała głos. – No dobrze, już wyjaśniam. Nasze życie toczy się pewnym rytmem, który w dużym stopniu zależy od nas samych. Od dziecka dorośli pokazują nam różne aspekty życia albo dzielą się swoimi pasjami. I oczywiście „wdrukowują w nas” podstawowe zasady kultury między ludźmi. Społeczne relacje są bardzo ważne. Ile ludzi tyle pomysłów na życie. Cały czas szukamy właściwej ścieżki rozwoju lub co jakiś czas weryfikujemy wybrany kierunek. Dzisiejsze czasy – dzięki Internetowi – umożliwiają nam nieograniczony dostęp do wiedzy i do kontaktów z osobą mieszkającą na drugim końcu świata. Możemy obserwować innych, a także ich pomysły rozwoju zawodowego tudzież opinii na interesujące nas tematy. To może nieźle namieszać w głowie i spowodować helikopter myśli. W jednej chwili czujesz, że chcesz zająć się analizą finansową, by za chwilę podjąć decyzję o pracy jako tłumacz. Samoloty22I właśnie w tym znaczeniu będę porównywała życie do ciągu odlotów i przylotów pomysłów na życie. To od Ciebie zależy jaki wybierzesz kierunek żeby szukać szczęścia. Skrzydła można rozwijać na różne sposoby. Czasami wybór dwóch kierunków będzie powodował utratę sterów nad sytuacją. Ale wcale nie musi. Fajnie, kiedy mamy koło siebie drugiego pilota. Życie zaskakuje – na pewno przyznacie mi tutaj rację. Często w pojedynkę ciężko odzyskać swój lot we właściwym kierunku. Bywa, że trzeba się zatrzymać żeby „zatankować” energię lub zdobyć dodatkową wiedzę. Dobrze wówczas mieć wsparcie kogoś innego. Ludzie nie lubią prosić o pomoc, choć jesteśmy gatunkiem lubiącym żyć w skupisku. piolot-i-ja.jpgA jednak współcześnie zatracamy się w swoich sprawach i zapominamy rozejrzeć się dookoła. – Tu przerwała na koniec żeby dać słuchaczom chwilę na przyswojenie przekazanych informacji. Uśmiechnęła się i jeszcze dodała. – Przemyślcie, co Wam dzisiaj powiedziałam. Bądźcie dobrymi pilotami własnego życia. Inaczej mówiąc – nie zapominajcie o drugim pilocie. Wówczas skrzydła będziesz rozwijać tak jak czujesz, że chcesz. I nie będzie problemu z wyborem kierunku, którym będziesz podążać. Bo zawsze możesz drogę dopasować do swoich potrzeb. A jak na chwilę zrobisz postój, to złapiesz świeży ciąg pędzących dookoła myśli. 😀

PIĄTEK – WEEKENDU POCZĄTEK

Budzik dzwoni jak co dzień. O matko, znowu trzeba zwlec się z łóżka! Pierwszy moment przebudzenia jest zazwyczaj męczący. Trzeba złapać kontakt z rzeczywistością. A jeszcze jak śni się coś przyjemnego, to nie chce się otwierać oczu. Ręka automatycznie kieruję się w stronę odbiornika. Nie lubię ciszy kiedy już krzątam się po mieszkaniu. Włączam radio i słyszę prezentera: „Dzień dobry! Witam was w piątek! Ostatni dzień pracy. Już prawie weekend!”. Weekend?! Yes, yes, yes! No dobra, trzeba dokończyć zaplanowane sprawy. A potem wolne aż do poniedziałku! Jem śniadanie i zaglądam do kalendarza. Co my tu mamy… Mhmmm… Walentynki wypadają w niedzielę! Dobra, czas wyjść z domu, bo spóźnię się do pracy.

Wsiadam do metra w dobrym humorze. Piątek ma to do siebie, że jak już uświadomię sobie ten dzień to czuję się rześko i tryskam dobrym humorem. Tydzień szybko zleciał. Dużo się działo, ale najlepsze przede mną. Dobrze, że jest czas żeby zaprzątnąć głowę „niezawodowymi” pomysłami. Jak to jest, że organizm dostaje powera, kiedy z tyłu głowy pojawia się myśl o Weekendzie? Dobrze, że na niego zawsze można liczyć. Oj będzie się działo! 🙂

GDYNIA MOJE MIASTO

fontannaObudziła się jak co dzień. Przejrzała poranną prasę i zobaczyła mnóstwo wiadomości poświęconych 90-leciu istnienia miasta Gdynia. Zamknęła oczy i uśmiechnęła się. Przecież to jej rodzinne miasto. Tam się urodziła, mieszkała i skończyła studia na Akademii Morskiej. Kiedyś wydawało się jej, że nigdy nie wyprowadzi się z Trójmiasta, bo przecież od zawsze czuła silną więź z morzem. Życie jednak weryfikuje plany różnymi potrzebami życiowymi. Wyjechała do Warszawy do nowej pracy. Przez pierwsze pół roku płakała, bo czuła się jak w zamknięciu. Z każdej strony otaczał ją mury budynków. Brakowało jej przestrzeni. Do dzisiaj nie znalazła swojego miejsca z dala od morza. Poznała wielu warszawiaków, którzy pokazali jej ciekawe miejsca w stolicy. Lubi je i w żartach powtarza, że Warszawa byłaby idealnym miastem, gdyby leżała nad morzem. 🙂

Kiedy poznała swojego partnera, pojechali do Gdyni i pokazała mu miejsca, o których istnieniu nie wiedział. Po którymś wyjeździe oświadczył, że marzy o zamieszkaniu w jej rodzinnym mieście. Bez problemu mógłby znaleźć tam pracę. Czuje, że morskie powietrze dawałoby mu energię na każdy dzień. Jednak z pewnych powodów ona jeszcze nie może wrócić do Gdyni. Ale kiedyś na pewno to zrobi, bo przecież marzy o domu nad morzem.

dyrygent falGdynia… Czuła przestrzeń i brak ograniczeń ze strony otoczenia. Kiedy potrzebowała przemyśleć swoje sprawy, znaleźć rozwiązania pojawiającym się problemom albo odzyskać energię i power, zawsze szła nad morze. Siadała na plaży i patrzyła przed siebie. Wsłuchiwała się w szum morza i wiatru. Kiedy zamykała oczy zaczynała głęboko oddychać i powoli znikał ucisk w żołądku, a w głowie pojawiały się nowe pomysły. Wracała uśmiechnięta, pełna energii żeby stawić czoła kolejnym dniom. I tak było zawsze.

Katarzyna Foigt2Mieszkając w akademiku, a potem w hotelu asystenckim mogła z okna pokoju podziwiać zatokę. Wieczorami docierało do niej światło portu i istniejącej wówczas jeszcze stoczni. Nie zasłaniała okien. Lubiła to światło. W pewnym momencie otrzymała propozycję pracy w Gdańsku. Nie wyprowadziła się z miasta. Wolała wstawać o świcie i obserwować wschód słońca w drodze do pracy. Hel o poranku nabierał angielskiego znaczenia „hell”, bo słońce wznoszące się nad półwyspem zabarwiało ziemię na pomarańczowo-czerwono i miało się wrażenie, że Hel płonie. Nigdy tego nie zapomniała i do dzisiaj wzdycha, kiedy przypomina sobie tamte chwile. Warszawie udało się „ściągnąć” ją do siebie, ale to po prostu pewien etap życia. Śledzi  oczywiście wiadomości o Gdyni. Widzi zmiany na dobre. Miasto cały czas się rozwija. Jest dumna, że stamtąd pochodzi.

Wszystkiego najlepszego z okazji 90. urodzin, Gdynio!

[wykorzystane w tekście zdjęcia są własnością innych fotografów]

W POGONI ZA SZCZĘŚCIEM

– Czy jesteś szczęśliwa? Wydajesz się smutna. Nie jesteś sobą. Nie widzę powera.

– Nie wiedziałam, że to widać. Wiesz, staję się obojętna wobec codzienności. Nic mnie nie cieszy i nie rusza. Czuję się zawiedziona sobą.

– Zaskoczyłaś mnie teraz jeszcze bardziej! Co się dzieje?

– Czasami tęsknię do dawnych czasów. Do wydarzeń sprzed wypadku. Smutno mi, że muszę podporządkowywać swoją codzienność „poprawianiem” stanu zdrowia.

– Wyluzuj! Daj sobie czas. Poszukaj w sobie tego, co daje tobie szczęście. Nie obciążaj się obowiązkami, którym nie jesteś w stanie teraz sprostać.

– Ale… Powinnam być w stanie zrobić o wiele więcej! A nie mogę! Nie daję rady!

– Dlaczego POWINNAŚ? Gdzie to napisano? Porównania mogą zepsuć Twoje szczęście. Masz jeszcze sporo do przepracowania. Spróbuj wyhamować ze wszystkimi planami, które ostatnio cię zadręczają. Zamknij oczy i pomyśl o czymś przyjemnym. O! Uśmiechasz się. O czym pomyślałaś?

DS313 ExifImageTitle

Banksy

– Budzę się i widzę błękit morza za oknem. Przeciągam się leniwie i wychodzę na taras własnego domu przy plaży. Ciepły wiatr przyjemnie pieści moją skórę. Zasłaniam ręką słońce i widzę na plaży mojego męża bawiącego się z psem. Wracam do środka żeby przygotować śniadanie. Po wspólnym posiłku mój mąż idzie do własnej restauracji, a ja wracam na taras. Włączam ulubioną muzykę i zaczynam pisać. Jest tak przyjemnie. Myśli same spływają mi wprost do komputera. Mam wypieki na twarzy. Sama nie wiem, czy to od słońca czy od natłoku słów. Mój brzuszek rośnie coraz bardziej. Niedługo nasz rodzina powiększy się. Życie jest piękne!

– To teraz zastanów się, czy jesteś w stanie zrealizować to marzenie. Szczęście to być kochaną za to, kim się jest. Przestań być dla siebie zbyt surowa. Ważne, że nie jesteś sama. Masz kochającego i wyrozumiałego partnera, który ciągnie cię do góry. Sama wspominałaś, że dawniej własną cierpliwością i wytrwałością wspinałaś się w górę. Wypadek wyhamował Twoje plany. Tak miało być. Czas zweryfikować je i opracować nowe. Tylko bez pośpiechu.

– Zacznę od budzenia się w łóżku bez ścisku żołądka, że coś jest nie tak. Spróbuję skupić się na tym, co mnie uspokaja. A wszystkie codzienne obowiązki i plany, których nie mogę uniknąć, przyjmę jako coś oczywistego. Coś, co należy przetrwać.

– Podziwiam Cię za Twoją dotychczasową wytrwałość i siłę. Tylko robot dałby radę bez emocji przejść przez wszystkie przeszkody. Życie jest pełne niespodzianek – nie zawsze tylko tych przyjemnych. Najważniejsze to nie panikować i szukać rozwiązań żeby nieprzyjemne zdarzenia obrócić w coś pożytecznego. Wyciągaj naukę z każdego dnia. Prowadź dalej dziennik, jeśli to ułatwia Tobie życie. Otaczaj się życzliwymi ludźmi. To ważne. I nie bierz do siebie złych zachowań. Co człowiek, to inny charakter. Widzisz, na świecie jest coraz więcej wszystkiego i ludzie sobie z tym nie radzą. Nie doceniają tego, co mają i chcą więcej. Ciesz się, że dostałaś drugie życie. Nie patrz na ograniczenia. Szukaj szczęścia tam, gdzie jesteś w stanie teraz podziałać. Tylko tyle. Albo aż tyle.

POLISH WOMAN IN NEW YORK

Przez pierwsze 2 tygodnie września mogłam obserwować pasażerów w nowojorskim metrze. Było to bardzo ciekawe doświadczenie. Co prawda ostrzegano mnie kiedyś żeby nie przyglądać się mieszkańcom Nowego Jorku zbyt natarczywie, bo może to skończyć się awanturą. Mając to na uwadze postarałam się niezauważalnie zostać obserwatorką innych. Od zawsze lubiłam przyglądać się ludziom dyskretnie. Wyłapywałam wówczas fragmenty rozmów albo różne zachowania i dziwne relacje między ludźmi. 🙂

Zauważyłam, że pasażerowie w metrze lubią drzemać. Odległości między stacjami jest znaczna w porównaniu z warszawskim metrem, więc pozwalała na chwilę snu. Ludzie w półśnie uśmiechali się (zapewne robili to nieświadomie). Bywało, że opadała im głowa…ale… niemal od razu podnosiła się. I tak ich głowa pasażera walczyła z grawitacją aż poczuł, że czas otworzyć oczy i wysiąść. Inni opierali głowę o szybę lub ścianę pociągu z założonymi jednocześnie rękoma. Zabawne było podróżować w długim wagonie pełnym śpiochów. Niczym w dormitorium. Zadziwiające było, że nie obawiali się kradzieży w trakcie drzemania. Było to dla mnie jednocześnie odprężające, że można poczuć się bezpiecznie w podróży w obcym towarzystwie. Awsome!

Oprócz śpiochów spotykałam w metrze ludzi podróżujących w dziwnych pozycjach, np. mężczyzna wracający z pracy, który podtrzymywał nogami swoją torbę NA STOJĄCO żeby móc przeglądać podczas podróży swoją komórkę. 🙂

podroz metrem

Zdarzały się sytuacje jak z filmu – tancerze street dance śmiało tańczący w wagonie, a na koniec zbierający datki na dalszy rozwój umiejętności. Innym razem czarnoskóry bezdomny zbierał pieniądze na jedzenie. Sprzedawał lizaki żeby nie zarzucić mu że jest darmozjadem. Opowiedział o swoim codziennym życiu i podziękował za uwagę.

lizak od bezdomnego

Wspominałam Wam w którymś poście na moim fan page’u, że po pierwszym dniu w Nowym Jorku wyzbyłam się wszelkich kompleksów nt. swojego ciała. Myślę, że ich zasady obyczajności… u nas nie pozwolono by na taką frywolność i niechlujność. Niektórzy chodzili śmiało w dziurawych, znoszonych  ubraniach. Inni odsłaniali niezbyt ładne ciało. Nawet powszechny nadzór policyjny w mieście na każdym kroku nie zakłócał swobody w wyglądzie. Ludzie nie czuli ograniczeń w przestrzeganiu zasad kultury. Trafiliśmy na święto pracy i ich paradę „West Indian Day Parade” akurat w dzielnicy, w której nocowaliśmy. Zobaczyłam kobiety w odważnych strojach – zarówno mające piękne ciała, ale i te puszyste, z cellulitem, fałdkami albo rozstępami. Można było zauważyć, że są pogodzone ze swoim wyglądem i śmiało kroczyły w tłumie.

#westindiandayparade2

#westindiandayparade

Bardzo podobał mi się charakter miasta – to tętniące życiem miejsce. Każda większa przestrzeń jest wypełniona krzesełkami i stolikami żeby można na chwilę przysiąść podążając ulicami NYC. Parki, skwerki, przestrzenie osiedlowe były pełne ludzi. Bez względu na porę dnia. Brakuje mi tego w Polsce. Ludzie chętnie jadali posiłki na świeżym powietrzu. Widziałam kolejki do food trucków. Nikt nie miał problemu, że musi poczekać na swoją kolej. Białe kołnierzyki wychodziły z biur i chętnie kupowali lunch w małych bistro albo z ulicznych samochodów z jedzeniem. Siadali w parkach albo wracali do budynku.

NYC everyday

To był bardzo ciekawy wyjazd. Z jednej strony czułam odprężenie, że dobrze wyglądam pomimo swoich problemów zdrowotnych. Z drugiej strony poczułam tęsknotę za Europą, gdzie panują stare zasady bon ton – etykiety, sposób zachowywania się w stosunku do drugiej osoby, ubiór. A to dla mnie bardzo ważne. Cieszę się, że mieszkam na starym kontynencie. Podróż do Nowego Jorku pozwoliła mi bardziej docenić to, co mam i gdzie jestem. Jak to śpiewał Sting: „Be yourself no matter what they say”. 🙂