DOM-PRACA-DOM-PRACA. I PO CO TAK?

mikolajek_rysunek2Przed 2011 rokiem moja codzienność była bardzo aktywna. Nieustannie i świadomie byłam w dużym pędzie. Moje życie zawodowe było bardzo pracowite. Po brzegi wypełnione różnymi zajęciami. Często wracałam do domu późno albo dopełniałam sobie resztę dnia dodatkowymi zajęciami – sport, wycieczki, spotkania. Tak naprawdę wracałam po to żeby się położyć spać. Kiedy miałam więcej wolnego (bo też się zdarzało), czułam się zmęczona i szybciutko wymyślałam dodatkowe zajęcia. I tak mijał dzień za dniem, miesiąc za miesiącem i wreszcie rok za rokiem. Wszelkie problemy albo utrudnienia „brałam na klatę”, czasami popłakałam w samotności albo czułam ścisk w żołądku, ale wszystko szło do przodu. Czułam satysfakcję słysząc i widząc zadowolenie/wdzięczność innych. Wtedy wydawało mi się, że jest super. Życie prywatne zupełnie zepchnęłam na samo dno moich planów. Byłam zadowolona z tamtego „tu i teraz”. W tym wszystkim otaczało mnie dużo ludzi. I tak trwałoby to nadal, gdyby nie pewnego zimowego wieczoru urwał mi się film. Moje życie zmieniło się o 180 stopni. Na początku nie kumałam o co chodzi. Leżałam w szpitalu i mój umysł nie był świadomy, że teraz jest inaczej. Im bardziej się regenerowałam, tym świadomość zaczęła przypominać, że przecież byłam super power i pracowałam. Powtórzę się, ale tamto zdarzenie naprawdę było jedynym sposobem żeby zwolnić tempo mojego życia. Zaczęłam mieć czas dla siebie, co wykorzystałam na uporządkowanie niezałatwionych spraw z przeszłości, zepchniętych wcześniej w głęboką dziurę. Zaczęłam dostrzegać inne zalety życia, których doświadczam w wolnym czasie między kolejnymi operacjami i rehabilitacją.

mikolajek_rysunekCały czas uczę się życia. Jestem wciąż ciekawa świata. Podczas spotkań wypytuję rozmówców m.in. o ich podejście do tematu tworzenia równowagi między życiem zawodowym a prywatnym. I tak poznałam tych, którzy podobnie jak ja przed wypadkiem, koncentrują się głównie na życiu zawodowym. Wracają do domu jedynie po to żeby się wyspać, bez poświęcania uwagi domownikom. Nie wyobrażają sobie, że mogłoby być inaczej. Druga grupa z kolei jest świadoma, że nie jest to do końca dobry stan rzeczy, ale nie zmienia tego w obawie przed utratą pracy. Argumentują to, że takie jest życie i trzeba to przyjąć do wiadomości jako coś naturalnego. Ostatnio rozmawiałam z mężczyzną, który dopiero kiedy został ojcem zaczął rozumieć, że nie do końca dobrze planuje sobie życie. Na szczęście ma żonę, która próbuje mu to wytłumaczyć i przekonać, że życie po pracy jest równie ważne. W tym wszystkim przyjemnie się słuchało jego pozytywnego stosunku do podejścia żony. „Próbuję zmienić w sobie skupianie się wyłącznie na pracy i znaleźć cierpliwość na cieszenie się domowym zaciszem bez spięcia i dużego tempa.”

Obserwuję i rozmawiam ze ludźmi, którzy swoją pracą zaszli wysoko na swojej ścieżce zawodowej. Część z nich prowadzi samodzielny biznes lub szefuje w dużych firmach. Podejście podwładnych jak i przełożonych zaczyna się zmieniać. Zaczęli rozumieć, że ważne jest życie. Z uśmiechem czytam posty przedstawiające sposoby spędzania wolnego czasu, realizacji hobby i przede wszystkim pozytywnego nastawienia do życia. Niektórzy przeprowadzają się poza miasto i zdalnie sterują swoim biznesem. Mają czas na cieszenie się codziennością. Wielu z nas coraz bardziej ma odwagę żeby stawić czoła przeszkodom albo głośno sprzeciwić się spędzaniu nadgodzin w firmie. W miejscach pracy pojawia się więcej empatii i traktowania pracowników po ludzku. Przykładem tego jest sytuacja, która spotkała mnie w ubiegłym roku w centrum medycznym, gdzie uczęszczałam na rehabilitację. Otóż przepraszając mnie poproszono o zrozumienie i o zgodę na odwołanie zajęć w umówionym wcześniej dniu. Nie miałam z tym problemu. Dlaczegóż miałabym mieć z tym problem? 🙂 Dowiedziałam się później, że prowadzący mnie fizjoterapeuta miał rocznicę ślubu i jego żona potajemnie skontaktowała się z szefostwem firmy prosząc o dzień urlopu dla niego. Zaplanowała tego dnia zabrać męża na wycieczkę żeby uczcić z nim ich święto. Fizjoterapeuta nic o tym miał nie wiedzieć do samego końca. Miał rano wstać do pracy, a żona dopiero wtedy miała mu powiedzieć, że ma wolny dzień i ma dla niego niespodziankę. W pracy wszyscy mieli zachować tajemnicę. Szefostwo bez zastanowienia wyraziło zgodę. 🙂 Świetna historia. Sami widzicie, że jak się bardzo czegoś chce, to można nawet z szefami dogadać się i otrzymać zgodę na nieobecność w pracy.

mikolajek_rysunek3No i czas na podsumowanie. Mamy jedno tylko życie (no może ja mam drugie 😉 ). Trzeba dobrze wykorzystać swój czas na ziemi (nie tylko żyjąc samą pracą) i będąc już w sile wieku móc powiedzieć, że „przeżyłam/łem swoje życie najlepiej jak się dało”. Niektórzy (m.in. „Aga Power”) potrzebowali silnego wstrząsu żeby to zrozumieć. Proponuję wziąć czystą kartkę i wypisać sobie swoje marzenia i to, co chciałoby się jeszcze doświadczyć. Na liście mogą oczywiście znaleźć się także plany zawodowe. Następnie dopisuje się sposób, w jaki można zrealizować swoje cele i jakie mogą pojawić się ewentualne przeszkody oraz jak im zaradzić. I już! W tym wszystkim ważną zmienną jest czas. Szybkość często jest niewskazana (przy okazji planowania można poćwiczyć cierpliwość). Jak to się mówi: mierz siły na zamiary i nie ograniczaj się tylko do życia zawodowego. Dobrze rozplanowane cele można zrealizować. A jeśli pojawi się zdarzenie, które spowoduje zmianę, to tak widocznie miało być. Ale to nie oznacza, że nie można znaleźć innych ciekawych rzeczy. Może to zobrazuję. Przed wypadkiem byłam jak burza – dużo energii, biegałam tu i tam. Próbowałam poukładać swoje plany życiowe żeby co roku wyjeżdżać na południe Europy i uprawiać surfing, a także uczestniczyć w wydarzeniach muzycznych. Walnął mnie wóz strażacki i plany uległy drastycznym zmianom. Teraz robię wszystko żeby pobiec przed siebie, np. spiesząc się na tramwaj. Nie potrafię tego jeszcze, ale wierzę, że jeszcze mi się uda. Surfing stanął pod znakiem zapytania, ale kto wie? Może jeszcze kiedyś wrócę do tego sportu? A jeśli nie, to będę pływała na desce leżąc na brzuchu. Teraz spaceruję w towarzystwie mojego męża tu i tam po różnych krainach (kiedy nie rezyduję w szpitalu). A jak się zmęczę, to siadam na ławeczce albo w kawiarni i odpoczywam. 🙂
Do następnego wpisu!

Kilka słów w temacie poszukiwania pracy

kawa&lapsWczorajszy dzień na mojej stronie Agnis Power Pozytywna Energia poświęciłam poszukiwaniu pracy. Umieściłam kilka wpisów, które są przykładem pomysłu na autoprezentację i zwrócenie na siebie uwagi przyszłego pracodawcy. Bardzo wierzę, że pozytywne nastawienie do znalezienia pracy pomaga w osiągnięciu celu. Co przez to rozumiem? Właściwe zaplanowanie całego procesu rekrutacji siebie, tj. analiza swojego doświadczenia pod kątem wymaganych umiejętności na potencjalnych stanowiskach pracy, przygotowanie odpowiedniego CV oraz autoprezenacja podczas spotkania rekrutacyjnego. Na pierwszym miejscu powinna być pewność siebie i wiara w swoje umiejętności. To zmniejsza stres i odrzuca myśli, że „na pewno mnie nie wybiorą” albo „nie dam rady”. Należy mierzyć swoje siły na zamiary – czyli dobrze zbadać sytuację rynkową na podobnych stanowiskach żeby dopasować m.in. swoje oczekiwania wynagrodzenia do posiadanego doświadczenia.

Powinniśmy iść na spotkanie z pracodawcą tak jakbyśmy szli np. na lunch albo piwo żeby porozmawiać o bieżących wydarzeniach. Zupełnie na luzie. To obniży spięcie i sztywność. Po drugiej stronie to z pewnością wyczują. Zanim dojedzie do spotkania, dobrze jest znaleźć sposób żeby zwrócić na siebie uwagę. Przedstawione przeze mnie wczoraj przykłady osób były bardzo inspirujące. Nie oznacza to, że mamy teraz „zgapiać” i tak samo działać. Człowiek jest istotą myślącą i pełną pomysłów. Usiądź spokojnie i zastanów się, np. czym ostatnio się zajmujesz albo co sprawia Tobie radochę w życiu codziennym. Może to jest sposób na inspirację.

Czytałam wczoraj komentarze pod artykułami portalu NaTemat.pl dot. sposobów na znalezienie pracy. Oczywiście była krytyka, że przewagę w znalezieniu pracy mają mieszkańcy Warszawy, specyficzne zawody albo pytania, czy każdy ma teraz korzystać z Foursquare tak jak Kinga? Nie. Pochodzę z niezamożnej rodziny. Zaczęłam pracować mając 12 lat udzielalając korepetycji. Dużo czytałam, rozmawiałam z doświadczonymi ludźmi żeby poznać świat. Na początku wybierałam miejsca pracy, gdzie mogłam przede wszystkim zdobyć doświadczenie. Czasami oznaczało to pracę za grosze albo bezpłatne praktyki. Dorabiałam korepetycjami albo pracą fizyczną, np. w sklepie na kasach. To wszystko owocowało ofertami w coraz lepszych miejscach pracy. W pewnym momencie w trakcie studiów dziennych pracowałam 2 miejscach pracy (w tym jedno na umowę o pracę na pełen etat) i jeszcze udzielałam korepetycji. Miałam także czas na spotkania z przyjaciółmi. I wiecie co? Obroniłam się druga na roku i podczas obrony dziekan zaproponował mi pracę managera mojego wydziału. Wszystko jest możliwe! Mieszkałam w Gdyni i w pewnym momencie zdałam sobie sprawę, że mój dalszy rozwój zawodowy będzie bardziej realny, gdy znajdę pracę w Warszawie. Chciałam z marketingu przejść do pracy w reklamie. Znalazłam sposób żeby dostać pracę. Nie szukałam ofert pracy. Wzięłam do ręki „Media i Marketing” i sprawdziłam rankingi agencji reklamowych. Wysłałam CV tylko w te miejsca, gdzie uważałam, że chcę pracować. Po pół godzinie miałam już odpowiedzi. Na drugi dzień już jechałam z Gdańska na rozmowę do Warszawy na godz. 18.00, a 2 tygodnie później przenosiłam się do stolicy nie mając mieszkania i znając 2 osoby. Wynegocjowałam warunki pozwalające na samodzielne wynajęcie mieszkania i normalne życie. Dzięki poznanym na miejscu ludziom otrzymałam wsparcie – pomogli w poszukiwaniach mieszkania. Nowopoznane osoby w pracy pokazały mi Warszawę. I dalej potoczyło się dobrze. Teraz mam przerwę w aktywności spowodowaną wypadkiem. Mimo wszystko będąc niepełnosprawna nadal staram się w miarę możliwości rozwijać swoje zainteresowania, spotykam się z ciekawymi ludźmi. To pomaga mi się odbić od dna, w które wpadłam 2,5 roku temu. Wiem, że dam radę. I tego także Wam życzę – znajdźcie w sobie talenty, które ułatwią życie i pozwolą pełną piersią cieszyć się każdym dniem. Nie bójcie się ryzykować. Moc jest w Was! Powodzenia!

Codzienność: dziwnie zachowania ludzi próbujących grać nam na emocjach

Czasami znajdujemy się w sytuacjach, w których przewijają się różni ludzie. Myślę tu np. o szpitalu czy też miejscach publicznych takich jak odprawa bagażowa, kontrola biletów w pociągu, a nawet sama droga praca-dom-praca. Pomaga umiejętność odnajdywania się wśród osób o różnym charakterze. Niektórzy będą uprzejmi i sympatyczni. Trafi się jednak odsetek tych, którzy odczuwają spokój ducha widząc nieszczęście u innych. Są też tacy, którzy strasznie narzekają na swój los i próbują nas osaczyć informacjami o sobie żeby dostrzec współczucie, a najlepiej – pomoc. Dlaczego inni mają mieć lepiej od nas? To smutne.

cicho_kulturo1Wszystkie powyższe przypadki wymagają od nas nie lada spostrzegawczości i zachowania własnej równowagi umysłu. Musimy być silni i nie poddawać się gorszym chwilom. Oznacza to, że nadal powinniśmy postępować zgodnie z naszym systemem wartości. Na złe zachowania trzeba reagować uprzejmym, ale stanowczym dystansem. Lubimy ludzi, ale to nie oznacza 100-procentowego dostosowywania się do nieodpowiedzialnych zachowań. Mądrze postępować wcale nie oznacza całkowitego ulegania żądaniom innych. Uprzejmie odpowiedzmy słowami, które nie obrażają rozmówców, a w nas wywołują poczucie kontroli nad sobą w danej sytuacji. To droga do sukcesu.

Z ostatnich wydarzeń w swoim życiu chciałabym przywołać swój pobyt na oddziale rehabilitacyjnym w szpitalu. Podczas tego pobytu miałam do czynienia z ludźmi o różnych charakterach. Jedni – uprzejmi, zadowoleni z życia, dzielący się mądrymi radami. Inni – uprzykrzający życie poprzez marudne wyznania, narzekający na swój stan zdrowia i bytu. Szukali współczucia żeby móc wykorzystać  dobroć wrażliwych osób. Były to osoby absorbujące sobą – chciały adoracji, próbowały nawet nawiązać kontakty seksualne. Były też na sali osoby chrapiące, które obrażały się, kiedy zwracano im uwagę żeby kontrolowali bardziej te odgłosy przy innych. Powtarzały, że im wolno. 🙂

imagesPodsumowując, wszystko należy przetrwać i nie pozwolić na dominację innych. Najprościej wpuszczać informacje jednym uchem, a wypuszczać drugim z uśmiechem. Szukamy najprostszych rozwiązań. Przy tym wszystkim odpowiadamy „tak, tak, oczywiście”, po czym odchodzimy i postępujemy wg swojego uznania. Nie dajmy się, niech dziwne rzeczy spływają po nas jak po kaczce. Żyjmy pełną piersią i proszę nie łamać się dziwnymi zachowaniami innych. Szkoda energii na niereformowalnych ludzi, z którymi jesteśmy tylko przez chwilę naszego życia.