Jesienne przesilenie – pokonane!

Coraz krótsze dni, coraz mniej słońca. Skąd brać energię słoneczną żeby naładować mój power? Mój organizm zaczyna reagować jak u misia – ma ochotę zapaść w zimowy sen i obudzić się wiosną wraz z zieloną przyrodą. Siedzę sobie zatem od jakiegoś czasu i wspominam ostatnie miesiące. Znowu doszłam do wniosku, że nie powinnam siedzieć w domu. Im więcej aktywności i wyzwań spotyka mnie w ciągu dnia, tym mój power zaczyna przybierać na mocy. Wystarczy, że wyjdę z domu do kawiarni i tam przy kubku gorącego naparu będę załatwiać swoje sprawy. Słyszę gwar uliczny, widzę innych ludzi wokół siebie. Wyrywam się wtedy z domowego przygaszenia. Nawet po wypadku nie było odpoczynku, bo moja codzienność była podporządkowana terminom hospitalizacji i fizjoterapii. Bez wsparcia rodziny musiałam ogarniać swoje podwórko: uczyć się radzić z nieogarniętymi lekarzami, urzędnikami, prawnikami albo szukać rozwiązań w sposobie leczenia. Pomimo przeszkód życiowych miałam w sobie wolę walki żeby wyzdrowieć i odzyskać aktywność fizyczną. Poznawałam ludzi – jedni byli bardziej interesujący, inni mniej. Kontakt z innymi pozwalał mi utrzymać samą siebie w przekonaniu, że jestem silna i dam radę. Pomogli mi wytrwać w moim postanowieniu.
jesienne przesilenie
Ostatnio znowu musiałam sporo odpoczywać po październikowej operacji i znowu przygasłam. Do tego przyszła jesień. Nie chciało mi się nawet siedzieć przy komputerze albo czytać książek. Nie wspominając o pisaniu swoich przemyśleń na blogu. Na szczęście mój najlepszy przyjaciel i partner dużo ze mną rozmawiał żeby pomóc mi przywrócić mój blask w oku. Dostałam też „pracę domową” od zaprzyjaźnionej psycholog (bo dalej konsultuję swoje nastroje od czasu wypadku). Zaczęłam lepiej planować swój czas i dobrze korzystać z krótkiego dziennego światła. Postanowiłam od dzisiaj wrócić do świata żywych i pokonać jesienne przesilenie. Znowu wychodzę w dzień na miasto żeby posiedzieć ze znajomymi, poczuć ruch uliczny. Oddycham chłodnym powietrzem i powtarzam sobie, że wszystko w porządku. W tygodniu jest czas na basen, kino albo teatr i spotkania. Zawinięta w ciepły koc czytam książki trzymając w ręku rozgrzewającą zimową herbatę. Bo najważniejsze w tym wszystkim jest to żeby znaleźć coś, co sprawi nam frajdę i przyniesie powera każdego dnia. Nie potrzeba wielkich zadań. Często drobne czynności mogą dostarczyć więcej radości niż wygrana na loterii. Powodzenia i dużo ciepła w okresie jesienno-zimowych wyzwań!!!

Możecie spodziewać się kolejnych wpisów. 🙂

Reklamy