SPOTKANIA TRZECIEGO STOPNIA

Życie czasami tak zaskakuje, że głowa nie jest tego w stanie od razu ogarnąć. Potrzeba wówczas przysiąść i zamknąć oczy żeby uwierzyć, że doświadczyliśmy właśnie czegoś prawdziwego. Dzieje się to w miejscach, których wcale nie podejrzewalibyśmy o pozytywnie szokujące sytuacje. I w czasie, w którym nie przypuszczalibyśmy zaskakujących momentów. O co chodzi? Wyobraźcie sobie 30-letniego Kuśtyka (Ja!), który 3-4 razy w tygodniu potrzebuje troski terapeutycznej żeby odzyskać sprawność. W placówce rehabilitacyjnej ma m.in. zabiegi fizykoterapii, gdzie leży się przez max 10-15 minut i pozwala urządzeniom żeby poprawiały kondycję chorej części ciała. Na zabiegi przychodzą ludzie w różnym wieku i z różnymi dolegliwościami. Niektórzy płaczą nad swoim losem, inni dynamicznie ćwiczą z nadzieją na szybki powrót do zdrowia.
starsza paniPewnego dnia Kuśtyk na zajęciach spotyka starszą panią (na pierwszy rzut oka wyglądającą na jakieś 60+), która uśmiechnięta krąży sobie po przychodni rehabilitacyjnej. To przysiada przy różnych urządzeniach do zabiegów fizykoterapeutycznych albo rozmawia z fizjoterapeutą. A to znowu zajmuje specjalne stanowisko, przy którym rękoma obraca koło za pomocą rowerowych pedałów. Cały czas pogodna i uśmiechnięta. Dużo rozmawia z innymi pacjentami. Ubrana w spódniczkę i w sweterek zamiast wymaganego sportowego stroju. W pewnym momencie trafiam na ową panią w pomieszczeniu zabiegowym. Obie mamy zabieg magnetoterapii. Nie wytrzymała ciszy i poczuła, że chcę bardzo poznać tę uroczą kobietkę.
– Dzień dobry. Nie widziałam wcześniej pani. Co się stało w ręce? Widzę, że dzielnie pani ćwiczy na „ręcznym” rowerku. – zagadnęła.
– (znowu śmieje się) Wiesz dziecko, przyszłam tutaj na rehabilitację kolana. Na przedostatnich zajęciach poślizgnęłam się na schodach tutaj w budynku i złamałam rękę w nadgarstku. Pracownicy placówki przejęci moim wypadkiem zaproponowali, że pomogą mi przywrócić sprawność w ręce i mam wrócić po zdjęciu gipsu. No to jestem znowu!
– Jest pani bardzo dzielna. Opowiada pani o tym zdarzeniu bez złości i żalu. Zauważyłam jak sobie pani sprawnie radzi ze wszystkim. Na dodatek wyczuwam sporo energii choć nie jest pani w moim wieku. Niejednego młodego mogłaby pani zawstydzić swoją sprawnością. I w tym wszystkim nie schodzi pani uśmiech z twarzy. Chylę czoła. – odpowiedziała zgodnie z prawdą.
– Dziękuję Tobie za miłe słowa. Nie jestem taka młoda. Urodziłam się w tym samym roku, co papież Jan Paweł II.
– Naprawdę?! Wcale nie wygląda pani na swój wiek! Myślałam, że jest pani po sześćdziesiątce! Tym bardziej jestem pod wrażeniem pani zaradności. – odparowała zgodnie z prawdą.
– Moja babcia zawsze powtarzała, że z uśmiechem raźniej iść przez życie i łatwiej umierać. A ja jestem 20’ rocznik i podążam zgodnie za radą babci. Całe życie starałam się cieszyć z tego, co los mi przyniósł. Nie narzekałam. Zdażały się problemy. Ale co tam! Pogłówkowałam nad rozwiązaniami. Powtarzałam przy tym sobie, że zawsze mogło być gorzej i robiło mi się lepiej. 🙂  Jakoś wszystko szło do przodu. Teraz też już jest lepiej. U siebie na osiedlu jestem przewodniczącą rady osiedla i jeszcze jestem w stowarzyszeniu seniorów naszej dzielnicy. Dużo się dzieje, więc mam co robić! Ale się cieszę, bo nie jest mi w życiu nudno. Nie mam czasu umierać.  – skomentowała szalenie szczerze starsza pani.
– Życzę pani zdrowia i żeby ta energia pozostała już na zawsze. To jest zaraźliwy stan! Do widzenia! – pożegnała na koniec „odlotową” staruszkę. Kiedy Kuśtyk wróciła do domu postanowiła wziąć się w garść i tylko troszkę popłakiwać jak już nie potrafiła inaczej.

3 lata temu Kuśtyk była przed świętami bożonarodzeniowymi przez 3 tygodnie na rehabilitacji w szpitalu. Przydzielono ją na największą 6-osobową salę. Była najmłodsza, a najstarsza pani była po 80-tce. Mimo różnych dolegliwości wszystkie były bardzo energiczne i chętnie dzieliły się ciekawymi doświadczeniami. Stworzyły bardzo zgraną paczkę, o której zaczęli sobie opowiadać inni pacjenci z lekką dozą zazdrości. Plotki doszły nawet do ordynatora i pozostałego personelu. Było naprawdę fajnie. IMG_20131219_175221.jpgPrzed snem czasami śpiewały, innym razem robiły sobie nawzajem kawały. Tuż przed końcem pobytu zorganizowały sobie „mini Wigilię”. Najstarsza koleżanka poprosiła swoją córkę żeby dyskretnie przemyciła butelkę wina. Bardziej sprawne zrobiły zakupy w pobliskim sklepie w stylu turystycznym: „szybko, łatwo i smacznie”. Wówczas to dopiero na oddziale zaczęło ziać zazdrością. Ale miały to gdzieś i rozstały się pamiętając dobrze spędzone wspólnie chwile. Z niektórymi Kuśtyk nadal pozostaje w kontakcie.

Sami widzicie, że nietrudno przyciągnąć ludzi i sytuacje, które wydają się fantazją albo zmyślonymi sytuacjami. Szczególnie, kiedy ktoś nam o tym opowiada. Dużo może dać kontakt ze starszymi osobami zachowującymi się jak „latające marynary”. Długość życia wydłuża się, a oni nie przejmują się dolegliwościami. Choć w ich pamięci pozostają trudne czasy, znane nam jedynie z opowieści, to oni czerpią życie pełnymi garściami i niczego się nie boją. Może właśnie dlatego potrafią cieszyć się każdym dniem. I na dodatek chętnie dzielą się życiowymi mądrościami. Postanowiłam, że podzielę się tym z Wami, bo zdaję sobie sprawę, że życie „częstuje” nas różnymi zdarzeniami – czasami radosnymi, ale też i szokująco dziwnymi. Niech moc będzie z Wami! Nauczyłam się od starszych, że w tym wszystkim jedno trzeba mieć z tyłu głowy: koko dżambo i do przodu! 😀

Reklamy

DOM-PRACA-DOM-PRACA. I PO CO TAK?

mikolajek_rysunek2Przed 2011 rokiem moja codzienność była bardzo aktywna. Nieustannie i świadomie byłam w dużym pędzie. Moje życie zawodowe było bardzo pracowite. Po brzegi wypełnione różnymi zajęciami. Często wracałam do domu późno albo dopełniałam sobie resztę dnia dodatkowymi zajęciami – sport, wycieczki, spotkania. Tak naprawdę wracałam po to żeby się położyć spać. Kiedy miałam więcej wolnego (bo też się zdarzało), czułam się zmęczona i szybciutko wymyślałam dodatkowe zajęcia. I tak mijał dzień za dniem, miesiąc za miesiącem i wreszcie rok za rokiem. Wszelkie problemy albo utrudnienia „brałam na klatę”, czasami popłakałam w samotności albo czułam ścisk w żołądku, ale wszystko szło do przodu. Czułam satysfakcję słysząc i widząc zadowolenie/wdzięczność innych. Wtedy wydawało mi się, że jest super. Życie prywatne zupełnie zepchnęłam na samo dno moich planów. Byłam zadowolona z tamtego „tu i teraz”. W tym wszystkim otaczało mnie dużo ludzi. I tak trwałoby to nadal, gdyby nie pewnego zimowego wieczoru urwał mi się film. Moje życie zmieniło się o 180 stopni. Na początku nie kumałam o co chodzi. Leżałam w szpitalu i mój umysł nie był świadomy, że teraz jest inaczej. Im bardziej się regenerowałam, tym świadomość zaczęła przypominać, że przecież byłam super power i pracowałam. Powtórzę się, ale tamto zdarzenie naprawdę było jedynym sposobem żeby zwolnić tempo mojego życia. Zaczęłam mieć czas dla siebie, co wykorzystałam na uporządkowanie niezałatwionych spraw z przeszłości, zepchniętych wcześniej w głęboką dziurę. Zaczęłam dostrzegać inne zalety życia, których doświadczam w wolnym czasie między kolejnymi operacjami i rehabilitacją.

mikolajek_rysunekCały czas uczę się życia. Jestem wciąż ciekawa świata. Podczas spotkań wypytuję rozmówców m.in. o ich podejście do tematu tworzenia równowagi między życiem zawodowym a prywatnym. I tak poznałam tych, którzy podobnie jak ja przed wypadkiem, koncentrują się głównie na życiu zawodowym. Wracają do domu jedynie po to żeby się wyspać, bez poświęcania uwagi domownikom. Nie wyobrażają sobie, że mogłoby być inaczej. Druga grupa z kolei jest świadoma, że nie jest to do końca dobry stan rzeczy, ale nie zmienia tego w obawie przed utratą pracy. Argumentują to, że takie jest życie i trzeba to przyjąć do wiadomości jako coś naturalnego. Ostatnio rozmawiałam z mężczyzną, który dopiero kiedy został ojcem zaczął rozumieć, że nie do końca dobrze planuje sobie życie. Na szczęście ma żonę, która próbuje mu to wytłumaczyć i przekonać, że życie po pracy jest równie ważne. W tym wszystkim przyjemnie się słuchało jego pozytywnego stosunku do podejścia żony. „Próbuję zmienić w sobie skupianie się wyłącznie na pracy i znaleźć cierpliwość na cieszenie się domowym zaciszem bez spięcia i dużego tempa.”

Obserwuję i rozmawiam ze ludźmi, którzy swoją pracą zaszli wysoko na swojej ścieżce zawodowej. Część z nich prowadzi samodzielny biznes lub szefuje w dużych firmach. Podejście podwładnych jak i przełożonych zaczyna się zmieniać. Zaczęli rozumieć, że ważne jest życie. Z uśmiechem czytam posty przedstawiające sposoby spędzania wolnego czasu, realizacji hobby i przede wszystkim pozytywnego nastawienia do życia. Niektórzy przeprowadzają się poza miasto i zdalnie sterują swoim biznesem. Mają czas na cieszenie się codziennością. Wielu z nas coraz bardziej ma odwagę żeby stawić czoła przeszkodom albo głośno sprzeciwić się spędzaniu nadgodzin w firmie. W miejscach pracy pojawia się więcej empatii i traktowania pracowników po ludzku. Przykładem tego jest sytuacja, która spotkała mnie w ubiegłym roku w centrum medycznym, gdzie uczęszczałam na rehabilitację. Otóż przepraszając mnie poproszono o zrozumienie i o zgodę na odwołanie zajęć w umówionym wcześniej dniu. Nie miałam z tym problemu. Dlaczegóż miałabym mieć z tym problem? 🙂 Dowiedziałam się później, że prowadzący mnie fizjoterapeuta miał rocznicę ślubu i jego żona potajemnie skontaktowała się z szefostwem firmy prosząc o dzień urlopu dla niego. Zaplanowała tego dnia zabrać męża na wycieczkę żeby uczcić z nim ich święto. Fizjoterapeuta nic o tym miał nie wiedzieć do samego końca. Miał rano wstać do pracy, a żona dopiero wtedy miała mu powiedzieć, że ma wolny dzień i ma dla niego niespodziankę. W pracy wszyscy mieli zachować tajemnicę. Szefostwo bez zastanowienia wyraziło zgodę. 🙂 Świetna historia. Sami widzicie, że jak się bardzo czegoś chce, to można nawet z szefami dogadać się i otrzymać zgodę na nieobecność w pracy.

mikolajek_rysunek3No i czas na podsumowanie. Mamy jedno tylko życie (no może ja mam drugie 😉 ). Trzeba dobrze wykorzystać swój czas na ziemi (nie tylko żyjąc samą pracą) i będąc już w sile wieku móc powiedzieć, że „przeżyłam/łem swoje życie najlepiej jak się dało”. Niektórzy (m.in. „Aga Power”) potrzebowali silnego wstrząsu żeby to zrozumieć. Proponuję wziąć czystą kartkę i wypisać sobie swoje marzenia i to, co chciałoby się jeszcze doświadczyć. Na liście mogą oczywiście znaleźć się także plany zawodowe. Następnie dopisuje się sposób, w jaki można zrealizować swoje cele i jakie mogą pojawić się ewentualne przeszkody oraz jak im zaradzić. I już! W tym wszystkim ważną zmienną jest czas. Szybkość często jest niewskazana (przy okazji planowania można poćwiczyć cierpliwość). Jak to się mówi: mierz siły na zamiary i nie ograniczaj się tylko do życia zawodowego. Dobrze rozplanowane cele można zrealizować. A jeśli pojawi się zdarzenie, które spowoduje zmianę, to tak widocznie miało być. Ale to nie oznacza, że nie można znaleźć innych ciekawych rzeczy. Może to zobrazuję. Przed wypadkiem byłam jak burza – dużo energii, biegałam tu i tam. Próbowałam poukładać swoje plany życiowe żeby co roku wyjeżdżać na południe Europy i uprawiać surfing, a także uczestniczyć w wydarzeniach muzycznych. Walnął mnie wóz strażacki i plany uległy drastycznym zmianom. Teraz robię wszystko żeby pobiec przed siebie, np. spiesząc się na tramwaj. Nie potrafię tego jeszcze, ale wierzę, że jeszcze mi się uda. Surfing stanął pod znakiem zapytania, ale kto wie? Może jeszcze kiedyś wrócę do tego sportu? A jeśli nie, to będę pływała na desce leżąc na brzuchu. Teraz spaceruję w towarzystwie mojego męża tu i tam po różnych krainach (kiedy nie rezyduję w szpitalu). A jak się zmęczę, to siadam na ławeczce albo w kawiarni i odpoczywam. 🙂
Do następnego wpisu!

GDYNIA MOJE MIASTO

fontannaObudziła się jak co dzień. Przejrzała poranną prasę i zobaczyła mnóstwo wiadomości poświęconych 90-leciu istnienia miasta Gdynia. Zamknęła oczy i uśmiechnęła się. Przecież to jej rodzinne miasto. Tam się urodziła, mieszkała i skończyła studia na Akademii Morskiej. Kiedyś wydawało się jej, że nigdy nie wyprowadzi się z Trójmiasta, bo przecież od zawsze czuła silną więź z morzem. Życie jednak weryfikuje plany różnymi potrzebami życiowymi. Wyjechała do Warszawy do nowej pracy. Przez pierwsze pół roku płakała, bo czuła się jak w zamknięciu. Z każdej strony otaczał ją mury budynków. Brakowało jej przestrzeni. Do dzisiaj nie znalazła swojego miejsca z dala od morza. Poznała wielu warszawiaków, którzy pokazali jej ciekawe miejsca w stolicy. Lubi je i w żartach powtarza, że Warszawa byłaby idealnym miastem, gdyby leżała nad morzem. 🙂

Kiedy poznała swojego partnera, pojechali do Gdyni i pokazała mu miejsca, o których istnieniu nie wiedział. Po którymś wyjeździe oświadczył, że marzy o zamieszkaniu w jej rodzinnym mieście. Bez problemu mógłby znaleźć tam pracę. Czuje, że morskie powietrze dawałoby mu energię na każdy dzień. Jednak z pewnych powodów ona jeszcze nie może wrócić do Gdyni. Ale kiedyś na pewno to zrobi, bo przecież marzy o domu nad morzem.

dyrygent falGdynia… Czuła przestrzeń i brak ograniczeń ze strony otoczenia. Kiedy potrzebowała przemyśleć swoje sprawy, znaleźć rozwiązania pojawiającym się problemom albo odzyskać energię i power, zawsze szła nad morze. Siadała na plaży i patrzyła przed siebie. Wsłuchiwała się w szum morza i wiatru. Kiedy zamykała oczy zaczynała głęboko oddychać i powoli znikał ucisk w żołądku, a w głowie pojawiały się nowe pomysły. Wracała uśmiechnięta, pełna energii żeby stawić czoła kolejnym dniom. I tak było zawsze.

Katarzyna Foigt2Mieszkając w akademiku, a potem w hotelu asystenckim mogła z okna pokoju podziwiać zatokę. Wieczorami docierało do niej światło portu i istniejącej wówczas jeszcze stoczni. Nie zasłaniała okien. Lubiła to światło. W pewnym momencie otrzymała propozycję pracy w Gdańsku. Nie wyprowadziła się z miasta. Wolała wstawać o świcie i obserwować wschód słońca w drodze do pracy. Hel o poranku nabierał angielskiego znaczenia „hell”, bo słońce wznoszące się nad półwyspem zabarwiało ziemię na pomarańczowo-czerwono i miało się wrażenie, że Hel płonie. Nigdy tego nie zapomniała i do dzisiaj wzdycha, kiedy przypomina sobie tamte chwile. Warszawie udało się „ściągnąć” ją do siebie, ale to po prostu pewien etap życia. Śledzi  oczywiście wiadomości o Gdyni. Widzi zmiany na dobre. Miasto cały czas się rozwija. Jest dumna, że stamtąd pochodzi.

Wszystkiego najlepszego z okazji 90. urodzin, Gdynio!

[wykorzystane w tekście zdjęcia są własnością innych fotografów]

Harmonia i równowaga. Moja wizja związku partnerskiego

Idealny świat to harmonia w życiu zawodowym i osobistym. Swój czas dzielisz na rozwój zawodowy, ale kiedy wracasz do swojego gniazdka, za progiem zostawiasz tamten świat. Zrzucasz maskę stonowanej osoby, trzymającej na wodzy emocje i odczucia. W pracy wszystko idzie zgodnie z planem i założonymi celami. Zachwiania zawodowe to pretekst żeby uruchomić postawę „nie ma możliwości, że czegoś się nie da”. Zawsze można znaleźć sposób na rozwiązanie problemów. Zamykasz oczy, spokojnie zaczynasz głęboko oddychać żeby stworzyć przestrzeń i pozwolić na swobodny przepływ myśli. Otwierasz oczy i już wiesz, co należy zrobić dalej. Uśmiechasz się i uwalniasz działania. Kolejny sukces i zaliczone projekty.

104156319A życie prywatne? No właśnie…wracasz do domu i zastanawiasz się jak swoje zadowolenie wyrazić partnerowi. Czy związek to ubezwłasnowolnienie? To zależy kim jest druga strona. Jeśli znajdziesz kogoś nadającego na wysokich falach energetycznych i bratnią duszę, wszystko jest łatwiejsze. Skrępowanie i zażenowanie znikają. Przestajesz się bać, że go odstraszysz i ucieknie. Partnerski związek – tak. Małżeństwo – niekoniecznie. Porozumienie i przyjaźń są wystarczającym argumentem żeby z kimś być. W takich związkach każda ze stron ma swoje własne podwórko, które ma wspólną część z podwórkiem drugiej osoby. Kiedy potrzeba oddechu, własnej przestrzeni, wracasz do swojej prywatnej części. Towarzyszy temu zrozumienie, bo czasy niewolnicze dawno się skończyły. Ślepy posłuch i oddawanie całej siebie partnerowi to zły związek. Przytakiwanie na każdy temat to złe relacje. Jesteś wolna właśnie dlatego, że możesz postępować zgodnie ze swoim wewnętrznym „ja”. Mimo wszystko dobrze jest wracać do miejsca, które dzielisz z kimś, kto Cię kręci. Z kim chcesz spędzić urlop, obejrzeć film i kochać się. No właśnie seks… jeśli możesz pokazać swoje prawdziwe oblicze, wyrażać swoje odczucia w seksie i to Cię nie krępuje, to właśnie jest równowaga i harmonia. Kochasz się na różne sposoby, w różnych miejscach i kiedy przyjdzie na to ochota. Możesz o tym mówić głośno partnerowi i czujesz spełnienie. Pełna perwersja. Opowiadasz o swoich oczekiwaniach i tego samego domagasz się od partnera. Czy to tak wiele? Nie…

166272098To w czym tkwi problem? Czasami w nieoczekiwanych momentach wraca przeszłość i odruchy żeby się bronić. Dlaczego obrzydliwe jest podrywanie i dotykanie przez facetów, których nie chcesz? Proste zachowanie jest nieakceptowalne. Są na szczęście mężczyźni, przy których obnażanie nie jest czymś wstydliwym. Spotykasz się z interesującym Cię mężczyzną po tym jak przejdzie Twoją własną cichą selekcję. Przyciąga Cię jego intelekt i fizyczność. Czujesz się przy nim kobietą i chcesz szaleć. Swobodnie wyrażasz siebie. Stajesz przed nim naga i chcesz żeby Cię dotykał i pieścił. Tak właśnie powinno być. Jesteś zmęczona selekcją i chcesz żeby został już z Tobą jako Twój partner.
Harmonia i równowaga.