ŻYCIE TO NIEKOŃCZĄCY SIĘ CIĄG LOTÓW

Sala jest już prawie wypełniona po brzegi. Znają już swoją profesor z zaskakujących tematów wykładów z socjologii. Dzisiejszy temat o porównaniu życia do rozkładu lotów wzbudziło ciekawość młodzieży. Kiedy pojawiła się profesor, aula zamilkła. Ona usiadła na krawędzi biurka i uśmiechnęła się do słuchaczy.
– Witajcie. Zaintrygowani tytułem? To dobrze. Oto chodziło. Zapewne zastanawiacie się, co autorka miała na myśli? – zamilkła żeby na chwilę przyjrzeć się studentom. I ponownie zabrała głos. – No dobrze, już wyjaśniam. Nasze życie toczy się pewnym rytmem, który w dużym stopniu zależy od nas samych. Od dziecka dorośli pokazują nam różne aspekty życia albo dzielą się swoimi pasjami. I oczywiście „wdrukowują w nas” podstawowe zasady kultury między ludźmi. Społeczne relacje są bardzo ważne. Ile ludzi tyle pomysłów na życie. Cały czas szukamy właściwej ścieżki rozwoju lub co jakiś czas weryfikujemy wybrany kierunek. Dzisiejsze czasy – dzięki Internetowi – umożliwiają nam nieograniczony dostęp do wiedzy i do kontaktów z osobą mieszkającą na drugim końcu świata. Możemy obserwować innych, a także ich pomysły rozwoju zawodowego tudzież opinii na interesujące nas tematy. To może nieźle namieszać w głowie i spowodować helikopter myśli. W jednej chwili czujesz, że chcesz zająć się analizą finansową, by za chwilę podjąć decyzję o pracy jako tłumacz. Samoloty22I właśnie w tym znaczeniu będę porównywała życie do ciągu odlotów i przylotów pomysłów na życie. To od Ciebie zależy jaki wybierzesz kierunek żeby szukać szczęścia. Skrzydła można rozwijać na różne sposoby. Czasami wybór dwóch kierunków będzie powodował utratę sterów nad sytuacją. Ale wcale nie musi. Fajnie, kiedy mamy koło siebie drugiego pilota. Życie zaskakuje – na pewno przyznacie mi tutaj rację. Często w pojedynkę ciężko odzyskać swój lot we właściwym kierunku. Bywa, że trzeba się zatrzymać żeby „zatankować” energię lub zdobyć dodatkową wiedzę. Dobrze wówczas mieć wsparcie kogoś innego. Ludzie nie lubią prosić o pomoc, choć jesteśmy gatunkiem lubiącym żyć w skupisku. piolot-i-ja.jpgA jednak współcześnie zatracamy się w swoich sprawach i zapominamy rozejrzeć się dookoła. – Tu przerwała na koniec żeby dać słuchaczom chwilę na przyswojenie przekazanych informacji. Uśmiechnęła się i jeszcze dodała. – Przemyślcie, co Wam dzisiaj powiedziałam. Bądźcie dobrymi pilotami własnego życia. Inaczej mówiąc – nie zapominajcie o drugim pilocie. Wówczas skrzydła będziesz rozwijać tak jak czujesz, że chcesz. I nie będzie problemu z wyborem kierunku, którym będziesz podążać. Bo zawsze możesz drogę dopasować do swoich potrzeb. A jak na chwilę zrobisz postój, to złapiesz świeży ciąg pędzących dookoła myśli. 😀

Bardzo optymistyczna osóbka :)

Pewnego dnia (mogło to być 3 lata temu) odwiedziła mnie bliska koleżanka żeby sprawdzić, czy wszystko u mnie okej i czy niczego nie potrzebuję. Od jakiegoś czasu było mi znowu bardzo smutno, że wypadek tak bardzo mnie uziemił i słabo z moją samodzielnością.Muszę siedzieć w domu i dużo odpoczywać żeby ułatwić organizmowi regenerację. Spojrzała na moją smutną buzię i powiedziała „Aga, nie smuć się. To przejściowy stan. Zobacz, udało się Tobie przeżyć straszny wypadek. Musisz być teraz cierpliwa i dać sobie czas.”. kubekPo czym wyjęła z torebki małe pudełko i wręczyła z uśmiechem. To był kubek Optymistycznej Osóbki. Spojrzałam na nią pytająco z oczami pełnymi łez, ale już z uśmiechem. „Aga, Ty byłaś zawsze mega pozytywną dziewczyną. Pamiętam jak było Tobie czasami ciężko, a Ty nigdy się nie skarżyłaś. Powtarzałaś, że dasz radę i nie będziesz użalać się nad sobą. Podwijałaś rękawy i szłaś na pierwszy ogień. Mało tego, ciągle angażowałaś się w „ratowanie tyłka” innym. Przebywanie w Twoim towarzystwie dodawało innym wiary, że wszystkim problemom się zaradzi i niedługo znowu będzie dobrze”. Oczywiście rozpłakałam się ze wzruszenia. Do dzisiaj, kiedy mam chwilowe trudności w ujarzmieniu smutku, zdarza się, że zaglądam do szafki w poszukiwaniu optymistycznego kubka. 🙂

kubek2Rzeczywiście przed wypadkiem tłumaczyłam sobie różne niepowodzenia i smutne wydarzenia, że jest to jakiś sprawdzian mojej siły i zaradności. Wyciągałam wnioski na przyszłość żeby nie trafiać na podobne sytuacje. Nie przepadałam za rozmowami o swoich problemach. Zazwyczaj wracałam do domu i w samotności wszystko układałam sobie w głowie. Szukałam najlepszego rozwiązania i mówiłam sobie, że niedługo to się skończy i będzie lepiej. Ocierałam łzy i wychodziłam z domu uśmiechnięta, gotowa do działania. Lubiłam i nadal lubię angażować się w pomoc innym. Zawsze miałam czas i w głowie tysiąc rozwiązań na pojawiające się problemy. Serce mi się raduje, kiedy patrzę na powodzenia i sukcesy innych.

Od ponad 4 lat moje smutne momenty są wywołane stanem mojego zdrowia i brakiem możliwości zaradzenia niesprawiedliwościom działań niekompetentnych lekarzy. Czuję czasami zwyczajnie bezsilność, że nie mogę sama rozwiązać problemów jak kiedyś. Mimo że nie jestem już sama od prawie roku, nadal bywają momenty, że potrzebuję w samotności poukładać sobie wszystko w głowie – wyrzucić złość do siebie (że nie potrafię zaradzić niekompetencji lekarskiej), odzyskać spokój i wytłumaczyć sobie, że odzyskam zdrowie i jeszcze pobiegnę bez problemu kiedykolwiek będę chciała. Włączam ulubioną muzykę, zamykam oczy, a myśli układają nieporządek w głowie. Wraca potem uśmiech i znowu emanuję pozytywną energią. 😉

Dobrze też, że w moim otoczeniu są osoby, które pamiętają mnie z tamtych czasów i opowiadają mi jaką mnie zapamiętali. Mam szczęście przebywać w towarzystwie mądrych ludzi, którzy nieświadomie potrafią podtrzymać mnie w przekonaniu, że wiara w siebie potrafi być jak Redbull i dodać skrzydeł. 🙂

Uśmiech jeszcze przez łzy

Kochani,

bardzo bardzo dziękuję za ciepłe słowa wsparcia. To bardzo mnie wzmacnia i ułatwia pozbieranie się po niespodziewanie silnym ciosie. Jak widać, nawet moją powerową zbroję można czasami uszkodzić. Ciągle wierzę w dobre intencje ludzi, bo przecież jaki powód mają mieć inni żeby robić mi krzywdę. I za każdym razem kiedy moje podejście do otoczenia zostaje nagle zachwiane, zamykam się we własnej skorupie i próbuje na nowo odbudować moją siłę i pozytywne podejście do życia.

Zaczęłam płakać już na stole operacyjnym, kiedy lekarz przekazał mi diagnozę. stos chusteczekZnowu będę chodzić o kulach, kolano będzie słabsze i trudno będzie pozwalać sobie na dłuższe spacery. Wczoraj zawinęłam się w pościel i nadal płakałam. Podzieliłam się z Wami tym, co mnie gryzie. Czytałam Wasze wpisy i uśmiechałam się przez łzy, że tak bardzo we mnie wierzycie. Obok Jacek mocno przytulał mnie i szeptał do ucha, że dawałam sobie radę z gorszymi problemami. Mówił do mnie „moim językiem”, że widocznie tak miało być. I że teraz znajdziemy rozwiązanie, które bardzo poprawi stan mojego zdrowia. Tym razem poszukamy pomocy za granicą. Widocznie polscy specjaliści żyją w świecie łapówkarstwa i mają gdzieś praktykę skutecznego leczenia.

Dzisiaj jest już lepiej. Jeszcze łzy lecą same, ale powoli zbieram siły i szukam skutecznego rozwiązania. Już nie muszę tego robić sama. Czuję, że w drugim życiu jeszcze dokonam czegoś dobrego. I zrobię to. Tylko wzmocnie swoje zdrowie i kondycję. Znajdzie się specjalista, który pomoże mi odzyskać sprawność. Będzie moc! Niedługo powróci wiara w siebie.

Całuski

Lorde „Glory And Gore”